Otwarty przez: Starke 2010-03-12, 18:02 |
Zakończenie |
| Autor |
Wiadomość |
^Dariel
Dziekan AD

Karta Postaci
Reiatsu: 196
|
Wysłany: 2010-03-08, 21:42 Zakończenie
|
|
|
Alexx zakończył swój szalony występ. Tak jak było w planie - udał się do swojej przyczepy, aby spotkać się ze swoimi kamratami. Na zegarku z Myszką Miki – który to nosił tylko od wielkiego święta – było już pięć minut po północy, czyli był spóźniony. Wyruszył z kopyta, aż tumany piasku wzbiły się w górę.
Po kilku minutach był już przed swoją kanciapą. Obok drzwi stał Dariel, który siedział na starym, metalowym taborecie z papierosem w ustach, a w dłoni dzierżył butelkę taniej wódki bez akcyzy od Jedenastki – z racji tego, że to oni narzucają podatki na wszelkiej maści trunki. Clown zwolnił kroku i uśmiechnął się szeroko do Shingami.
- Jak poszło?
- Przez jakiś czas nie trzeba łowić szczurów, kapitanie. – Okaeshi wypuścił kłąb papierosowego dymu ze swoich ust. – Mamy zapas kociego mięsa na co najmniej dwa miesiące.
- Kocizna? – zamlaskał Dezeonu – to będzie kisiel i ciastka!
Do rozmawiających dołączyła kolejna, trzecia postać, jednak przez jakiś czas się nie odzywała, tylko coś notowała w swoim kajeciku. Kasai i Mściwy nie zauważyli jej gdyż właśnie żarliwie wymieniali się poglądami na temat własnych matek. Dopiero po chwili, po kilku chrząknięciach niezauważonego osobnika, Bogowie Śmierci dostrzegli jego obecność.
- Człowiek-Mumia! – zaśmiał się clown.
- Wibrator w opakowaniu – zawtórował mu Dariel.
Varraga nie powiedział nic i przymknął notesik. Następnie spokojnym ruchem dłoni, rozszerzył bandaże, by te nie przeszkadzały mu mówić.
- Skończyłem – powiedział poważnym, niemalże grobowym tonem. – Jak u was?
- Tu moje podsumowanie. – Punk wyciągnął kawałek wymiętoszonej kartki na której widniały jakieś nazwiska i liczba głosów. Papier okraszony był drobinkami krwi i nieznanej marki alkoholu, ale pachniało to na tanie wino za 5 ryo marki „Shinigami.”
- Ja swoje też mam! – zawył Alexx i wyciągnął serwetkę pomalowaną różową szminką i czarną kredką do oczu.
Salvatore podszedł do mężczyzn i wziął od nich karteczki. Następnie wszedł na schodki przyczepy i otworzył odrapane drzwi. Tuż za nim podążała pozostała dwójka. W środku pomieszczenia nie zmieniło się nic, przez te kilka godzin. Świeca na stoliku zdążyła zgasnąć, lecz Dariel na jej miejsce zapalił kolejną.
Meimei usiadł na pobliskim krześle i rozłożył notatki na blacie. Następnie wyciągnął czystą kartkę papieru i zaczął przepisywać bazgroły członków Kyuu Bantai i podliczał głosy.
Tymczasem Alexx i Okaeshi podeszli do barku i wyciągnęli karafkę pełną wina z mysich kiszek i nalali do półlitrowych szklanic. Już mieli zacząć opijać, gdy spostrzegli gdy w śpiworze obok nich leżącą obok parę.
- Umm, kobieta z brodą – wyszeptał cicho męski głos.
- Ghmdm, skaj nmskj – cicho wyszeptał inny, tłumionym falsetem.
Dariel zwinnym ruchem ściągnął prześcieradło z leżących i rozwikłał tajemnicę. Na posłaniu leżał porucznik Tagawa i mumia z brodą. Shingami był na wpół rozebrany i dobierał się do spoczywającej obok osoby. Ta miała natomiast odsłonięte tylko usta, które pomalowane były różową pomadką, której ślady widniały na ustach i twarzy Kamiiru.
- Narcis?! – zdziwili się Dziewiątkowicze. – Co ty tu, cenzura, robisz? – dodał Alexx.
- Nic takiego kapitanie! - odpowiedział zainteresowany.
- Co ty tu, cenzura, robisz chłopie? – powtórzył swoje pytanie Dezeonu.
- CHŁOPIE! – wykrzyczał porucznik Piątki. – Przecież to miała być KOBIETA z brodą! KOBIETA!
- To Narcis – powiedział Okaeshi, popijając wino. – Brat tamtej mumii – wskazał ręką ze szklanką siedzącego przy świeczce Meimeia.
Zero pobladł, następnie zzieleniał, potem stał się czerwony jak cegła, by po chwili wrócić do normalnego stanu.
- W sumie to nieźle całujesz! – zboczeniec spojrzał na leżącego obok Boga Śmierci.
Do pokoju wpadła poturbowana Kathlene Sama.
- Jak nie pedał to cenzura… - westchnął Dariel – czego tu?
- Spierd… - dalsze słowa powstrzymał błyskawicznie Alexx, jednak został ugryziony ostrymi jak szpilki, ząbkami kobiety.
- Ałaaaaj - zawył.
- Mam! – uciszył całe towarzystwo Salvatore. – Są wyniki głosowania!
Zebrani zgromadzili się wysłuchując, co ma do oznajmienia kapelusznik.
- Otóż… - cicho zakaszlał i nabrał powietrza, tak jakby jego następne słowa, były donośne. – Pierwsze miejsce, z liczbą pięciu wygranych kategorii zajął Senri!
W kanciapie było cicho, nikt nie okazał chociaż krzty entuzjazmu.
- Jebana korupcja – powiedział cicho Dariel i pociągnął potężnego łyka z karafki, gdyż jego szklanka świeciła dnem.
- Drugie miejsce, z liczbą pięciu wygranych kategorii zajął Dariel Shiro Okaeshi!
Przyczepa zadrżała od nagłego wybuchu radości, znajdującej się w niej ekipy. Wszyscy doskoczyli i pogratulowali punkowi wysokiej lokaty. Sama nawet pocałowała go lekko w policzek i włożyła klucze od swojego pokoju, do wewnętrznej kieszeni ramoneski. Podobnie chciał uczynić Narcis, jednak jego usta zamiast napotkać policzek Shingami, natrafiły na jego pięść i osobnik znalazł się na ścianie.
- Trzecie miejsce natomiast zajął nasz najdroższy kapitan, Alexx Kasai… - dalsze słowa mumii zagłuszone zostały przez wysokie piski i brawa dla clowna, który uśmiechnął się ukazując wszystkim zebranym swoje żółte zęby.
Po chwili euforii wszyscy zebrani w przyczepie ucichli. Dezeonu wyciągnął z barku dodatkowe naczynia i słoje pełne wina.
- Zaraz.. – skonsternował się taichou wyjmując pięciolitrowy słój z fioletowym winem. – Ta zapijaczone gnida zajęła lepszą lokatę ode mnie?
- Tia, szefie! – odpowiedział uradowany i pijany Dariel. – Nieźle co?
Po clownie przeszedł dziwny dreszcz. Jego dobry humor odszedł jak ręką odjął, a w oczach zapłonął gniew. Zagryzł dolną wargę, aż popłynęła z niej strużka krwi.
- Jak mogłeś to zrobić własnemu kapitanowi! – wydarł się, a jego ślina świdrowała powietrze, niczym oczy Zero wpatrujące się w piękną panienkę. Alexx wystrzelił jak z procy w stronę Dariela. Ten nie myśląc długo wyważył drzwi przyczepy i użył Shunpo.
- Ja cię, cenzura, złapie! – wykrzyknął Kasai i popędził za uciekającym szeregowym. |
_________________ DARIEL - Darmowy Alkohol Rajcuje I Eliminuje Lamerstwo |
|
|
|
 |
~Tekkey
Tró Gangsta

Karta Postaci
Reiatsu: 135 [O9T!]
Postać: Unkai Momiji
|
Wysłany: 2010-03-17, 00:48
|
|
|
Opuszczone przez tłum gości cyrkowe namioty wydawały się znaczniej mniej przestronne, niż jeszcze przed otwarciem gali rozdania nagród. Pomimo znacznego upływu czasu na terenie wesołego miasteczka nadal unosił się mdlący odór spoconych cielsk tłuszczy, która licznie ściągnęła na spektakl. Większość pewnie przypuszczała, że wpadła tylko na chwilę, podczas gdy miała pozostać znacznie dłużej. Teraz mówią do nich: Hamburger , Big Mac, lub po prostu – żarło. I jeszcze frytki do tego… Trupi swąd roznosił lekki zefirek, poruszający palcami ludzkich dłoni nanizanych na walające się tu i ówdzie linki mocowań. Tak naprawdę nie były jakimś szczególnym utrapieniem. Niemal nie było ich widać spod stert śmieci, składowanych w formie fantazyjnych kopców rozsianych wokół ciemnych sylwetek namiotów. Bawić się to wszyscy, a sprzątać to już nie ma komu… Jedynie w okienkach wozu ekipy nadal paliło się światło. Wydawało się, że poza organizatorami nie ma w okolicy żywej duszy. Błąd! Zawsze tak jest – czuwać musi ktoś, by zajadać się kocizną mógł ktoś. Albo coś w ten deseń.
Czerwony płomyczek rozpalonej szczapki drewna rozbłysnął w mroku przed kanciapą. Było już znacznie po północy. Szlag, cały szczegółowy harmonogram się opóźnił. Ucharakteryzowany na buddyjskiego mnicha człowieczek nerwowo podrapał się po gładkiej łysinie, połyskującej w chwiejnym świetle. Nie pomogło. Poskrobał więc ją raz jeszcze. Przyschnięty czepek ciągle kleił się do ukrytej pod nim, przyklapniętej fryzury. Sytuacja aż prosiła się o odpowiednią sentencję wyrażającą uniwersalną mądrość, a odnoszącą się przy tym do obecnych niewesołych okoliczności.
- Stare chińskie przysłowie mówi: jeśli nie masz co powiedzieć, powiedz stare chińskie przysłowie.
Zaiste, mądrość wieków. Kontemplacyjny moment nieoczekiwanie zakłóciło skrzypnięcie otwieranych drzwi i wypadający przez nie skądinąd znajomy punk. Nim Tekkey zdołał powitać go uniwersalnym gestem powitania, popularnym zwłaszcza wśród piromanów i oślepłych po długotrwałym treningu Magików - czyli gorącym zaklęciem przypalającym facjatę, Dariel znikł. Pozostawiając po sobie jedynie fetor alkoholu i zwierzęcego piżma. Nowa linia perfum, jako target handlowy biorąca siepaczy z oddziału Ciężkozbrojnych? Całkiem możliwe. Ale ile musiał tego Okaeshi wychlać, by cuchnąć, jakby cały dzień spędził hasając po naturalnej ściółce z czworonogami?
W ślad za opojem z wozu wyskoczył w całej swej okazałości tajczo Alexx, i nie przestając pohukiwać oraz wykrzykiwać obelg i równie jak one kreatywnych obietnic pod adresem ściganego, potruchtał w przeciwnym kierunku. Kto jak kto, ale akurat on powinien z łatwością odnaleźć ślad podwładnego. Dźwigany przez niego słój z winem również zdawał się świadczyć na rzecz tej teorii. Ale cóż… Jak widać, nie sam czerwony nos czyni konesera.
Skrzypnięcie ołówka bazgrzącego w notesie, pieszczotliwie podtrzymywanego przez obserwującą z progu Mumię, przejęło Momijiego dreszczem. Obiektywy gogli obróciły się teraz na niego, w ich lustrzankowych szkłach gangster mógł nawet policzyć kropki na swym czole. Siedem? Niedobrze… Ołówek nadal się nie poruszał. Unkai bez przekonania przejechał po zasypanej śmieciami ziemi okręconą wierzbowymi witkami lagą, mającą pewnie imitować miotłę. Starając się przy tym zachowywać naturalnie. Byle nie pogwizdywać… Ot, kolejny zamiatacz. Hipnotycznie przyciągając spojrzenie, dwa nieruchome czarne kręgi nadal szargały nerwy miotlarza. A podobno już jeden sprowadzał śmierć po tygodniu roboczym. Za plecami oficera pojawiła się druga zabandażowana postać, spomiędzy jej bandaży czerniły się długie kępy czarnych kłaków. Przypełzła, gadzina…
- Panie, ja tu tylko sprzątam… - wydusił Tekkey ze straszliwym akcentem, rodem pewnie z jakichś zabiedzonych pustkowi Hueco Mundo, gdzie hollowy tańczą przy jedzeniu w rytm obciachowej muzyki.
Dreod nadal obserwował, ołówek nieubłaganie zbliżał się do kartek notesu…
- COLA UDERZYŁA MI DO GŁOWY! – z wnętrza budy rozpaczliwie załkał smutny głos, będący odbiciem całego cierpienia i niesprawiedliwości tego świata.
Korzystając z konsternacji obu Tu-i-Tam-On’ów, gangster pośpiesznie ewakuował się w cień, zacierając swoje ślady prewencyjnymi wymachami miotły. Już niemal czas. Nie wiedzieć skąd, w jego dłoni pojawiło się pudełeczko zwieńczone dużym czerwonym przyciskiem. Sprzątanie czas zacząć…
- Bo co to za festyn bez fajerwerków? |
_________________
 |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
darmowa reklama
toplista pbfów
 | |
|