Rejestracja
Zaloguj
 Ogłoszenie 

(DH) Polowanie na Czarownice:

Kolejny akt opowieści!

(DH) Historie Niespisane

Ciepło Natury, Chłód Ognia, Lodowy Zew

Nieproszeni, Skazany na Rukongai


Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Starke
2009-12-19, 21:29
[DH #2] Polowanie na Czarownice
Autor Wiadomość
^Dariel 
Dziekan AD


Karta Postaci
Reiatsu: 196
Wysłany: 2010-03-24, 19:55   

Dariel nie myślał zbyt długo nad zaistniałą sytuacją. Dziewczynka znajdowała się pod opieką Fokusa, który przyrzekł jej strzec. Kapitan Czwartej Dywizji na pewno nie pozwoli jej opuścić siedziby podczas oblężenia twierdzy. Chaos który zapanował w Mieście Dusz na pewno nie wróży nic dobrego, nikomu. Zwłaszcza że atak przepuścił obecny kapitan Shiro – Alexx, znany ze swojego okrucieństwa i szaleństwa.
Shinigami rozejrzał się po ulicy. Grupki osób, która rozmawiała na temat Lithi, nie było, przecież jako medycy byli potrzebni na placu boju. Biały kilkom susami dostał się na dach budynku; za każdym nowym skokiem tworząc pod sobą stopnie z reishi. Po wyjściu z kanałów był lekko zdezorientowany i nie wiedział gdzie się dokładnie znajduje.
Widok z dachu pomógł mu zorientować się w położeniu, ale również stał się przez to łatwiej zauważalny. Mężczyzna jednak nie przejął się tym. Nie miał na sobie ani nadajnika, ani swoich dotychczasowych ubrań. Nowy strój nie wyróżniał go z tłumu Shinigami - zwykłe, czarne Shihakusho jakie nosi niemalże każdy w Mieście Dusz. Liczył na to, że może uda się dotrzeć niezauważonym do Głównej Kwatery Czwórki.
Stojąc na dachu zauważył, że Seireitei płonęło. Z kilku miejsc dobywały się kłęby dymu wysokie na kilkanaście metrów w górę i czarne niczym sadza. Łuny koloru krwi rozświetlały niektóre miejsca, jakby nastał poranek a nie trwała noc. Z wielu zakątków słychać okrzyki bitew, nawoływania i szczęk oręża. Na szczęście szpital stał nieruszony. Dariel nie czekał. Użył kilkukrotnie Migoczących Kroków, by jak najszybciej dotrzeć do swojej podopiecznej.
_________________
DARIEL - Darmowy Alkohol Rajcuje I Eliminuje Lamerstwo
 
 
 
» Dreod 


Karta Postaci
Wysłany: 2010-03-24, 20:34   

Kapitan. Dobrze. Można założyć, że członkowie Kyuu... wyzwoleni.
Trzeba się spotkać. Ustalić co dalej. Przynajmniej dowiedzieć się, czy wszystko w porządku.
Shiro. Gdzie jest? Zobaczył dym? Powinien. Biegnie na miejsce? Też powinien.
Pościg. Jeśli tylko ktoś go zauważy, natychmiast zaatakuje. Nie ma na to czasu. Będzie trzeba uciec. Nie. Zagrożenie. Trzeba się pozbyć.
Zwraca na siebie uwagę. Niedobrze. Zmiana stroju? Nie wchodzi w grę. Za mało czasu.

Varraga wiele zawdzięczał dobrej - nie, niemal perfekcyjnej - znajomości Seireitei i Rukonu. I tym razem okazało się to zbawienne, gdyż umożliwiło to poruszanie się w sposób utrudniający w znacznym stopniu śledzenie go. Znacznym, lecz być może niewystarczającym.
Przystanął na moment, rozglądając się wokół. Kompletny chaos. Wszędzie widać było dym i płomienie, nie ustawały okrzyki, odgłosy eksplozji wywołanych kidou i szczęk tysiąców mieczy.
Odskoczył w bok, za róg. Nieopodal przebiegła grupa shinigami, z pokrzykującym coś oficerem na czele. Zbyt szybko, aby Meimei był w stanie przyjrzeć się oznaczeniom dywizyjnym. Pokręcił głową. Bez różnicy. Liczyło się to, że go nie dostrzegli. Nie mógł sobie pozwolić na opóźnienia. Starcie z Hitsuzenem zabrało mu wystarczająco dużo czasu.
Odetchnął, po czym wybiegł z alei.
Nie ma czasu na odpoczynek.
_________________
"Innocentia Nihil Probat."
 
 
 
» Baka 
Rodzynka-Kruszynka


Karta Postaci
Reiatsu: 162.5
Postać: Ida Kendei
Wysłany: 2010-03-24, 21:19   

Ciemno było, choć oko wykol. Dodatkowo wokół unosił się siwoczarny dym, kompletnie uniemożliwiający dokładną orientację w terenie. Gdzieniegdzie tylko było widać świetliste oznaki ognia trawiącego Seireitei, kęs po kęsie, kawałek po kawałku. Znalezienie drogi do budynku dywizji drugiej w takich warunkach, wśród szalejącej pożogi było zaiste niezwykle trudnym zadaniem.
Zdradliwe opary wdzierały się do płuc, by po krótkiej chwili wydostać się wraz z suchym kaszlem.
Pod ścianą niskiego, cudem ocalałego budyneczku chyłkiem przemykała skulona postać. Na głowę i plecy miała zarzuconą szarą, brudną derkę, lecz i ta prowizoryczna osłona nie dawała wytchnienia zmęczonym drogom oddechowym. Wokół szalał pożar, tworząc gdzieniegdzie niemożliwe do przebycia ściany z ognia i zawalonych części konstrukcji budowlanych.

Komandor nie żyje, komandor Uzuki nie żyje... Co teraz z nami będzie? - w głowie bez ustanku kołatały jej niespokojne myśli. - To jakiś koszmar.

Przemknęła, cudem unikając śmierci pod gorejącym piekłem zawalającego się budynku, a w chwilę później jej postać rozpłynęła się w zasłonie dymu i popiołu.
_________________

 
 
 
» Drax 

Kenpachi


Karta Postaci
Postać: Seiji Hayashi
Wysłany: 2010-03-25, 16:17   

Doskonale. Wszystko do tej pory szło wyśmienicie, on pokonał Keitou i unieszkodliwił Rekishi, a z tego co wyczuwał, Alexx sobie poradził z Sekine. Kolejne zagrożenia dla jego planu znikały z każdą chwilą... W szeregach Dworu pozostało niewielu Shinigami będących w stanie stawić mu czoła w pojedynku z jakimiś realnymi szansami na sukces. Chociaż i tą liczbę trzeba będzie szybko ukrócić. Najpierw jednak zdałoby się sprawdzić, jak spisała się grupa oprychów wysłana przez Daiki'ego do oswobodzenia Juu Bantai - nowe siły z pewnością by się przydały na polu walki.
Seiji wykonał kolejne shunpou, lądując tuż przed terenami swojego oddziału. Zaklął szpetnie, widząc na ziemi zwłoki około dwudziestu Rukończyków oraz zaledwie kilku Bogów Śmierci, zapewne oddziału pilnującego podwładnych Kenpachi'ego. Wśród strażników musiał być ktoś całkiem silny, skoro zdołali odnieść aż tak przekonywujące zwycięstwo... Jakby nie było, gangsterzy z Zaraki i okolic to nie byle co.
Jednak Drax nie widział nigdzie żadnego oddziału straży, ani nawet jego resztek, zaś brama strzegąca posiadłości Szermierzy stała otworem. Co tu się mogło stać? Ostrożnie wstąpił na tereny swojej jednostki i instynktownie przeniósł się za pomocą shunpou kilkanaście metrów dalej. Dobrze zrobił, gdyż przestrzeń, w której jeszcze przed chwilą się znajdował, przeszyło parę noży, wbijając się głucho w odrzwia bramy. Po paru sekundach wokół niego zaroiło się od Shinigami. Głównie z kadry nauczycieli z Dojo, ze dwóch oficerów niższego szczebla, a także paru Szermierzy. Chemików w tym gronie nie reprezentował nikt.
Rozległy się szmery, szepty i ogólne zamieszanie, najwyraźniej rozpoznano swojego dowódcę.
- Ciekawe powitanie: głupie i bezmyślne. Prędzej bym się tego spodziewał u idiotów z Jedenastej, ale najwyraźniej podczas mojej nieobecności trochę się tu pozmieniało, co? – Seiji uśmiechnął się samymi ustami, lecz jego oczy chłodno rozglądały się po zgromadzonych.
Zapadła cisza. Członkowie Juu Bantai cały czas wpatrywali się w Kenpachi’ego… całkiem wrogo, trzeba przyznać. Kilku nawet położyło dłonie na rękojeściach broni.
- Po pierwsze: nie radzę. – Rzekł wolno kapitan, marszcząc lekko brwi. – Po drugie: co to ma znaczyć? – Dodał, kątem oka zauważając resztę dywizji wylewającą się z jednej z większych sal treningowych. Najwyraźniej odbywało się tam jeszcze przed chwilą jakieś zgromadzenie, a przybycie czarnowłosego zakłóciło jego przebieg. Ci, którzy go przed chwilą zaatakowali, musieli wyczuć jego reiryoku najszybciej. Tylko dlaczego zaatakowali?
- To my powinniśmy zadać to pytanie. – Rzekł w końcu jeden z oficerów. Wysoki, łysy i krępy. Na pierwszy rzut oka wyglądał na Ciężkozbrojnego, lecz był to jeden z najbardziej doświadczonych szermierzy w Juu Bantai - Drax zabrał go ze sobą z Shichi Bantai, gdy otrzymał stanowisko kapitana… można więc powiedzieć, że wiele razem przebyli… a teraz stali naprzeciw siebie, wymieniając wilcze spojrzenia. – Przybywasz do nas w trakcie zdradzieckiego najazdu na Seireitei i czego oczekujesz? Chcesz, byśmy stanęli po twojej stronie? Sprzymierzyli się z Rukończykami przeciw innym Shinigami? – Kontynuował, a jego głos robił się co raz bardziej wrogi. – Naszą odpowiedź znajdziesz przed bramą. A w zasadzie to około dwudziestu odpowiedzi. – Zakończył dobitnie, a jego wypowiedź poparły groźne szepty zgromadzonych.
- Wy ich zabiliście? – Zapytał Kenpachi, a na jego ustach pojawił się drapieżny uśmiech.
- My. Bawi cię to w jakiś sposób? – Ozaki ( tak bowiem nazywał się łysy oficer ) skrzywił się lekko.
- Nawet nie wiesz przez co przechodziliśmy, Hayashi! Gdy nas zdradziłeś, a porucznik Tes odszedł, byliśmy pogardzani, szykanowani! Całą Dziesiątkę pokazywano palcem, tuż przed naszymi oczyma! – do rozmowy wtrącił się z krzykiem jakiś szeregowiec, nie dając szansy na odpowiedź czarnowłosemu.
- Nigdy cię nie poprzemy, kurewski zdrajco! – wrzasnął inny.
Ruszyła lawina… Wszyscy wokół ryczeli, wyzywali i grozili... paru odważnych potrząsnęło mieczami. Nikt jednak nie odważył się ruszyć na swojego byłego dowódcę.
- Cisza! – wycedził w końcu lekko poirytowany Drax, na moment podnosząc swoją energię duchową.
Tłum ucichł momentalnie. Z pewnością po chwili by się otrząsnął, lecz Seiji nie dał im tej szansy:
- Gdy dam wam znać, wybijecie resztę oprychów. – Kadra mistrzowska, Szermierze i Chemicy wlepili w niego oczy, zbyt zszokowani tym niespodziewanym zachowaniem i oświadczeniem, by zareagować w inny sposób. – A jeśli któryś z was chce mi „przedłożyć swoje racje”, niech wyjdzie tu i teraz. Starcia nie odmówię nikomu. – Nikt się nie poruszył. – Doskonale. – zakończył kapitan z uśmiechem i zniknął.
W Seireitei była jeszcze jedna osoba, która stwarzała spore niebezpieczeństwo dla niego i jego planu. Osoba, która już niegdyś go pokonała.
Po królowej i koniku przyszła pora na hetmana. Na Kalamira Kendei.
_________________
Primus inter pares
 
 
 
» Alexx 

Kuu Bantai Taichou


Reiatsu: 1989
Wysłany: 2010-03-25, 19:25   

Słodka dziewczynka. Kontrast z ogarniającym chaosem tylko dodawał jej uroku. Miała go całkiem sporą pulę i to raczej od niej zależało jak potoczy się rozdanie. Szczególik. Malutki paluszek wetknięty w usta, poświadczał o niewinności dziecięcia. Jakiś mężczyzna o wątpliwych skłonnościach mógłby powiedzieć, mur cnoty, który trzeba obalić, bądź też, błona dziewicza, którą trzeba przebić. Stąd nie dziwne iż obraz namalowany ostrymi pociągnięciami pędzla, zrównał pewnego jegomościa z ziemią. Ostre pociągnięcia pędzla, tak...
- Nic się panu nie stało? - pisnęła, a mężczyzna przywołał w umyśle dość dziwny obraz, gdzie również mogłaby piszczeć. Mniejsza, przypomniał sobie, że jest teraz innym człowiekiem. Miłym, dobrodusznym panem, który uchyla kapelusza każdemu byleby tylko zagaić rozmowę, zabijając nudę.
- Oczywiście, że nie! Młoda damo! Cóż taka słodka dziewczynka robi samiutka w takim rozgardiaszu!? - oburzył się trochę stanem rzeczy. Tak nie może być! Dziewczę w potrzebie, musi zostać ocalone. Inaczej przebije ją jeszcze jakieś ostrze rukońskiego psa, kalając jej niezwykłą urodę. Cóż to byłaby za strata. Gdyby do takiej rzeczy doszło. Cóż, na spalenie. Teraz jednak widział iż może ją ochronić. Dość pokrętnie patrząc, bo bardziej chciał objąć protekcją jej czystość. Zabrał stworzenie pod pachę i nie zważając na słowa protestu miał zamiar ruszyć w drogę. Odstawić ją w bezpieczne miejsce. Uratować. Aby poczekała. Nie długo przecież wszystko się skończy.
 
 
 
Narrator 
Naczelny Bajarz


Karta Postaci
Reiatsu: Over 9000!
Wysłany: 2010-05-01, 17:46   

Tak, wiem… Bez owijania w bawełnę, przechodzimy prosto do sedna. Kiedyś trzeba w końcu zamknąć tę przygodę, bo dłuży się niemiłosiernie. Uwaga, fragmenty upów u poszczególnych postaci mogą się powtarzać, gdyż z praktyki pamiętam, że nie każdy czyta wszystkie wpisy, przez co może coś istotnego ominąć. Po raz kolejny przycinam jedną kolejkę. Ani ja, ani wy nie mamy chyba czasu, aby się zbyt długo w to bawić.

Jeśli chodzi o czas na oddawanie wpisów... cóż. Nie musicie się spieszyć.
__________________________________________________________________


***



Alexx:
Dziecko pisnęło niewinnie, kiedy klaun chwycił ją w pasie i utrzymał pod bokiem, niczym snopek ze zbożem, czy worek z warzywami. Odgłos, który dziewczyna wydała nie wiązał się natomiast z jakimkolwiek przejawem strachu. Nagłe zachowanie dziwnego pana zwyczajnie ją zaskoczyło… może nawet trochę rozbawiło.
- Wujaszek Hattokiri nosił mnie ostatnio na barana, ale tak jeszcze nie.
Mały paluszek powędrował po raz kolejny w stronę niewinnych ust. Zupełnie, jakby to zachowanie towarzyszyło każdorazowo włączaniu procesów myślowych kruchej istotki.
- Och! Shiro! Muszę znaleźć Shiro! – niezwykle przejęta rzeczą, o której już prawie zapomniała, zaczęła nerwowo wymachiwać rączkami i nóżkami. – Pszę pana! Musimy znaleźć Shiro!
- Shiro?
Kasai chciał podrapać się po brodzie, oddając tym symbolikę szlachetnego rycerza, dumnego myśliciela. Nie był to jednak najlepszy pomysł, gdyż już przy pierwszym ruchu zerwał z dolnej części twarzy płat skóry-implantu. Niemal w tym samym momencie, ledwo kilkanaście metrów obok, coś z niezwykłą siłą runęło w ziemię.
- Człowiek? Katiusza? Bomboszczur? – kilka pomysłów przewinęło się przez umysł Dezeonu.
Ciemny dym towarzyszący wszechobecnym płomieniom w pierwszym momencie uniemożliwiał identyfikację przybysza. Charczący głos poprzedził pojawienie się osoby, która twardym i nieustępliwym krokiem wynurzyła się z ciemnego obłoku.
- LITHI!
- Shiro! – odkrzyknęło niemal natychmiast dziecko.
Już sam wyraz twarzy Białego mógł świadczyć o tym, że to będzie dość kłopotliwe spotkanie.
- Puść ją, natychmiast! – warknął, obnażając ostrze swojego miecza. – Nie dość, że siejesz chaos w miejscu, które powinieneś bronić, to jeszcze wykorzystujesz takie maluchy do spełniania swoich chorych fantazji?
Punk najwyraźniej nie miał problemów z rozpoznaniem swojego przełożonego, którego poszukiwało całe seireitei, a przez którego cała dywizja została napiętnowana symbolem zdrady. Drugi płat skóry samoczynnie odczepił się od twarzy i upadł z krwawym plaskiem na ziemię. Lico cyrkowca niepokojąco zadrgało, nastawiając przesunięte mięśnie i ścięgna na swoje miejsce.
- Ta drobinka? – podniósł Lithi i pokazał Białemu, jakby była zwykłą kukiełką. – Ja tylko chcę pomóc damie w potrzebie!
- Pieprzysz. Puść ją, albo…
- Albo?
Kasai chciał spojrzeć na małolatę trzymaną w powietrzu, ale dopiero teraz zauważył, że nie trzyma już nic. Nowy aktor na scenie ślizgiem przemknął obok Dariela, by zatrzymać się kilka metrów za jego plecami. Ściskał coś w ramionach.
- Nie mam pojęcia o co tak naprawdę tu chodzi, ale nie mogę zostawić kogoś, kto potrzebuje pomocy – postawił na podłożu wyrwaną z rąk kapitana Dziewiątki, małą. – Nic ci się nie stało?
Lee dosyć przypadkowo się tu znalazł, ale jako członek oddziałów specjalnych potrzebował tylko krótkiej chwili, aby przynajmniej odrobinę zrozumieć całą sytuację. Wyszarpnął z sayi swoje Zanpakutou i stanął ramię w ramię z Shiro.
- Nie przepadam za wami, ale sam nie dasz mu rady.
Błazen niewinnie i przecząco pomachał tylko rękoma, jakby chciał pokazać, iż jego intencje zostały nieopatrznie zrozumiane. W tej sytuacji jednak chyba żadne tłumaczenie nie pomoże.


Baka:
Minęło już ładnych kilkanaście minut od chwili, kiedy wyruszyła dalej. Odrętwienie po zabiegach medycznych brata Kumoriego już niemal kompletnie ustąpiło, więc Ida nie miała najmniejszych kłopotów z poruszaniem. To, co najbardziej ją w tej chwili irytowało, to ten gęsty dym, który utrudniał sprawną nawigację. Młoda Kendeiówna wprawdzie nie należała do orłów w orientacji przestrzennej… nie była też z kolei tak tępa, aby nie móc znaleźć choć jednego solidnego punktu odniesienia. Tyle, że w tych warunkach graniczyło to niemal z cudem. Gryzące kłęby drażniły nozdrza i dostawały się do płuc. Przystawanie co chwile, aby opanować spazmy kaszlu były koniecznością. Odgłosy walki zaczynały już milknąć, chociaż…
Gdzieś nieopodal, potężne uderzenie roztrzaskało jakieś drewniane materiały. Zaraz później następne i jeszcze jedno, które przebiło się przez ścianę. Chociaż niewiele było widać, to wszystko z łatwością można było usłyszeć.
- Gdzie jesteś, szczurze?! – aksamitny głos brzmiał trochę znajomo, chociaż był nad wyraz wulgarny. – Drugi raz nie pozwolę ci uciec.
Baka odruchowo cofnęła się o kilka kroków w tył. Tylko po to, aby wpaść wprost pod nogi umykającego człowieka. Oboje zwalili się na ziemię. Przedstawicielka Drugiej, masując obolały od upadku tyłek spojrzała na sprawcę z zamiarem rzucenia opryskliwej groźby. Kiedy przed sobą zobaczyła owiniętego w bandaże człowieka, doznała chwilowego wytrzeszczu. Od razu przypomniała sobie dawne zajście z udziałem tegoż dewianta, które zakończyło się walką. Wyciągając przed siebie rękę miała zamiar krzyknąć
- TO TY! ZNO…
Mężczyzna w oka mgnieniu doskoczył do dziewczyny i powalając ją na glebę raz jeszcze, zatkał dłonią usta. Zdrajca, morderca, dziwak i w dodatku zboczeniec!? Szarpiąc się i pomagając łokciami, starała się wyswobodzić z uścisku. Sytuacja wyklarowała się jednak dość szybko.
- Pokaż się, mumio! Pokroję cię na równiutkie kawałeczki – głos zza ściany nie przestawał zastraszać. – Pokroję cię tak samo, jak pokroiłem twoich kolegów, tych naiwnych strażników z jednostki pościgowej i te miernoty z Ni Bantai przy bramie!
Ida momentalnie przestała się wiercić. Właśnie usłyszała coś, co po raz kolejny dzisiaj, zbiło ją kompletnie z tropu, co skasowało całą dotychczasową wiedzę o sytuacji we dworze i wzburzyło emocjonalnie.
- Pewnie i tak nikt by nie uwierzył w słowa renegata, za jakiego zostałeś uznany, ale ja zawsze kończę swoją robotę. Skoro mnie widziałeś, musisz zginąć.
Na krótki moment ustały jakiekolwiek odgłosy. Nie było słychać ani kroków, ani uderzeń, ani słów. Czyżby poszedł dalej? Dreod zwolnił chwyt i oswobodził szlachciankę. Oboje bezgłośnie się podnieśli i nadal nasłuchując, spoglądali na siebie z uwagą. Czy to, co usłyszała służbistka Dwójki wystarczy, aby zrozumieć obecne położenie w jakim się teraz znajdują?
Jeden sztych. Ostrze wbija się w mur, niczym w masło. Świst powietrza, którego gradient ciśnienia ulega nagłej zmianie. Wybuch. Ławica szybujących odłamków. Jedna postać, która przechodzi przez powstały otwór.
- Znalazłem cię – odparł, poprawiając maskę, która zasłaniała jedną stronę jego twarzy. Odsłonięta część przez chwilę wyrażała zaskoczenie, gdy dostrzegł również arystokratkę. – Kendei? – rozpoznał ją bez pudła. – Wielka szkoda, ale najwyraźniej ciebie też będę musiał teraz zabić...


Dariel:
Młody punk w głowie nieustannie powtarzał imię swoje podopiecznej. Nie może pozwolić, aby stała jej się krzywda. Nie może jej zawieść drugi raz. Nie może zawieść siebie.
- Lithi…
Migoczące kroki były szybkie, ale zużywały zbyt dużo energii. Ponadto w tych warunkach ich stosowanie niosło ze sobą zbyt duże ryzyko przypadkowego zawadzenia o jakąś konstrukcję. Szybkie, potężne i wysokie susy były teraz najlepszym rozwiązaniem. Dariel w trakcie lotu gorączkowo lustrował szerokie połacie terenu dookoła. Widoczność była kiepska, ale nic na to nie można było poradzić. Musiał liczyć na instynkt i odrobinę szczęścia. Czuł w sobie nową siłę. Jego duch opiekun był tuż obok, otaczał go swoim patronatem. Zdawało mu się, że mógłby własnymi rękoma przenieść niejedną górę. Znajdował się już obok miejsca, gdzie jeszcze niedawno miała miejsce ogromna eksplozja. Opadając w dół dostrzegł znajome sylwetki, znajomą yukatę. Wylądował na skrawku jednego z dachów. Musiał się upewnić, że znalazł to, czego szukał i nie wmiesza się w nic nie znaczącą burdę. Zmrużył oczy. Mężczyzna był jakiś dziwny, ale trzymane jak niewolnik dziecko było bez wątpienia jedną z ostoi człowieczeństwa Shiro. Lithi! Dziewczynka zdawała się krzyczeć, szarpała się. Wyglądało, jakby próbowała oswobodzić się z uścisku złego człowieka.
- On chce ją skrzywdzić! – shinigami z irokezem nie miał wątpliwości. – On ją zabije!
Bez chwili zastanowienia wystrzelił jak z armaty, nie precyzując nawet miejsca lądowanie po użyciu shunpo. Efektem tego było potężne uderzenie w posadzkę, od której zręcznie się jednak odbił i dobrych kilka metrów przejechał po ziemi, podpierając się przy tym ręką. Zacisnął zęby i pełen wściekłości zaczął iść w stronę oprawcy swojego małego światełka.
- LITHI!
- Shiro! – odkrzyknęło niemal natychmiast dziecko.
Już sam wyraz twarzy Białego mógł świadczyć o tym, że to będzie dość kłopotliwe spotkanie.
- Puść ją, natychmiast! – warknął, obnażając ostrze swojego miecza. – Nie dość, że siejesz chaos w miejscu, które powinieneś bronić, to jeszcze wykorzystujesz takie maluchy do spełniania swoich chorych fantazji?
Punk najwyraźniej nie miał problemów z rozpoznaniem swojego przełożonego, którego poszukiwało całe seireitei, a przez którego cała dywizja została napiętnowana symbolem zdrady. Drugi płat skóry samoczynnie odczepił się od twarzy i upadł z krwawym plaskiem na ziemię. Lico cyrkowca niepokojąco zadrgało, nastawiając przesunięte mięśnie i ścięgna na swoje miejsce.
- Ta drobinka? – podniósł Lithi i pokazał Białemu, jakby była zwykłą kukiełką. – Ja tylko chcę pomóc damie w potrzebie!
- Pieprzysz. Puść ją, albo…
- Albo?
Kasai chciał spojrzeć na małolatę trzymaną w powietrzu, ale dopiero teraz zauważył, że nie trzyma już nic. Nowy aktor na scenie ślizgiem przemknął obok Dariela, by zatrzymać się kilka metrów za jego plecami. Trzymał coś w ramionach.
- Nie mam pojęcia o co tak naprawdę tu chodzi, ale nie mogę zostawić kogoś, kto potrzebuje pomocy – postawił na podłożu wyrwaną z rąk kapitana Dziewiątki małą – Nic ci się nie stało?
Lee dosyć przypadkowo się tu znalazł, ale jako członek oddziałów specjalnych potrzebował tylko krótkiej chwili, aby przynajmniej odrobinę zrozumieć całą sytuację. Wyszarpnął z sayi swoje Zanpakutou i stanął ramię w ramię z Shiro.
- Nie przepadam za wami, ale sam nie dasz mu rady.
Błazen niewinnie i przecząco pomachał tylko rękoma, jakby chciał pokazać, iż jego intencje zostały nieopatrznie zrozumiane. W tej sytuacji jednak chyba żadne tłumaczenie nie pomoże.


Drax:
Szermierze Dziesiątej jeszcze przez jakiś czas nieruchomo, niczym kamienne gargulce na szczycie wieży. To kolejna sztuczka? Żart, który raz jeszcze ma ich wywieść w pole? Ale to uczucie, spojrzenie i niezapomniane napięcie. Ciśnienie duchowe Kenpachiego choć ustąpiło wraz z jego odejściem, nadal wywoływało falę dreszczy przechodzącą wzdłuż rdzenia kręgowego podległych mu shinigami. Strach? To nie to… Podniecenie?
Drax wywarł na swoich wojownikach dokładnie takie wrażenie, jakie zaplanował im wbić w zwoje świadomości. Mieli zwątpić w to, co im wmawiano. Mieli raz jeszcze uwierzyć w tego, który im przewodził. Jakie chore zamiary skrywał umysł Hayashiego? Czyżby nie zamierzał dzielić się nowo przejętą władzą absolutnie z nikim?
Teraz z uśmiechem na twarzy, w błyskawicznym tempie przemieszczał się w kierunku, gdzie majaczyły z oddali wieże największego pałacu rodowego seireitei; posiadłość Kendei. Przystając jedynie na chwilę, równał oddech. Mimo wszystko pojedynek z dwójką kapitanów uszczuplił trochę jego siły. Wtedy też jego uwagę przykuło niezwykle ciekawe zjawisko. Tuż pod samym zamczyskiem Kalamira, od ziemi wprost do gęstych chmur na niebie, wystrzeliła płomienna serpentyna. Znajoma energia rozpłynęła się w powietrzu, ostatecznie ujawniając obecność kolejnego, niezapowiedzianego na to przyjęcie gościa. Przybysz ów najwyraźniej miał również do wyrównania pewne rachunki z głową najbardziej majętnego klanu szafarzy.
- Trawus? – wyszczerzył się Seiji. – Wygląda na to, że znowu upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu.
Skrzyżował ręce na piersiach i zaczął rechotać, dopiero teraz pojmując słowny żart z ogniem, który wypowiedział całkiem nieświadomie. Zakasał szybko rękawy i ruszył dalej, aby raptem po kilku minutach stać już na potężnej bramie wiodącej wprost na podwórze rezydencji. Zza murów budowli czuć było dwa ścierające się ze sobą źródła energii. Ogień oraz lód, odwieczna walka żywiołów, której końca i ostatecznego rozstrzygnięcia nie widać.
- Przybyłeś tu zobaczyć się z moim bratem?
Kenpachi instynktownie odwrócił się na pięcie, łapiąc za rękojeść jednego z mieczy. Kilka metrów poniżej dostrzegł sylwetkę spokojnego medyka.
- Kumori… Tak, w rzeczy samej.
- Niestety, ale Kalamir przyjmuje już innego gościa – spokojnie kontynuował młodszy z rodzeństwa, nie zdradzając żadnych wrogich zamiarów. – Będę musiał cię prosić o opuszczenie naszej posiadłości.
- Nie obchodzi cię, że przebywa tam inny renegat? – zapytał zawadiacko Hayashi. – I co zrobisz, jeżeli odmówię?
Sanitariusz z Czwartej głośno westchnął, zaczesał dłonią włosy i niczym kowboj z westernu, odsłonił ukryte pod lekarskim fartuchem Zanpakutou.
- To co dzieje się w pałacu Kendei, to tylko i wyłącznie sprawa członków rodu. Obcym nic do tego – ręka spoczęła na pochwie miecza a kciuk delikatnie podważył tsubę, nieznacznie wysuwając ostrze. – Wolałbym nieść pomoc rannym, ale moi podwładni doskonale sobie z tym poradzą i bez mojej asysty. Jeżeli więc nie zechcesz odejść, będę musiał cię stąd przegonić, złapać… albo zabić, jako iż nadal jesteś poszukiwanym przez organy prawne przestępcą.
- Z pustymi rękoma się stąd nie ruszę.
- Zatem nie pozostawiasz mi wyboru.


Dreod:
Varraga biegł co sił w nogach. Wkrótce też opuścił strefę największego zagrożenia. Sektor, w którym aktualnie się znajdował był niesamowicie spokojny. Wprawdzie odgłosy bitwy nadal dobiegały gdzieś z oddali, ale zdawało się być to dostatecznie daleko, aby nie wmieszać się w dodatkowe kłopoty. Był już coraz bliżej. Jeszcze trochę i spotka się z kapitanem, przyjmie rozkazy, będzie walczył u jego boku. Będzie tak, jak zawsze.
Shinigami musiał na chwilę przystanąć, charakterystyczny strój wyraźnie utrudniał zręczne poruszanie a i do maratończyków Salvatore również nie należał. Chyba zgubił pościg. Ktokolwiek to był i w jakiejkolwiek liczebności. W tych kłębach wszechobecnego i duszącego dymu, nawet najlepsi tropiciele mieliby problemy. Obręczy pozbył się już dawno temu, więc nie jest już tak łatwym celem, jakby mogło się zdawać. Tak przynajmniej podpowiadała logika.
Błąd.
Zmumifikowany już dawno powinien zrozumieć, że w świetle ostatnich wydarzeń, nic nie jest takie, jakie być powinno. Nic nie jest tym, czym wydawało się być jeszcze przed chwilą. Również i teraz.
W ostatniej chwili udało mu się uchylić przed nadchodzącym uderzeniem, którego jedyną ofiarą padł jedynie ciemny płaszcz przedstawiciela Dziewiątej. Potężne uderzenie strzaskało drewniane kraty, o które jeszcze chwilę temu się opierał. Teraz przeturlał się po posadzce i znikając w wąskiej szparze pod murem, tylko na chwilę spojrzał na agresora.
cenzura. Tylko nie on.
Ta sama myśl zakołatałaby w głowie chyba każdego strażnika z podobnym do Meimeiowego bagażem przeżyć. Oto bowiem niczym myśliwy swoją ofiarę, porucznik Morra tropił szafarza, który raz już wymknął się ze śmiertelnych objęć Ryutaro.
- Gdzie jesteś, szczurze?! Drugi raz nie pozwolę ci uciec.
Uderzenia niszczyły kolejne napotkane obiekty. Poszukiwany nie miał zamiaru czekać aż go znajdą. Zerwał się zaraz na równe nogi po drugiej stronie ściany i ruszył pędem przed siebie tylko po to, aby nagle przed oczami pojawiła mu się jakaś niska osoba. Może właśnie przez to jej nie zauważył. Chociaż oboje obalili się na posadzkę, to wstali z niej równie szybko. Varraga spoglądając na poszkodowaną w wypadku dziewoję tylko złapał się za głowę.
- TO TY! ZNO…
Mężczyzna w oka mgnieniu doskoczył do dziewczyny i powalając ją na glebę raz jeszcze, zatkał dłonią usta. Jak zacznie wrzeszczeć, to sprowadzi na nich tylko nieszczęście. Szarpiąc się i pomagając łokciami, starała się wyswobodzić z uścisku. Sytuacja wyklarowała się jednak dość szybko.
- Pokaż się, mumio! Pokroję cię na równiutkie kawałeczki – głos zza ściany nie przestawał zastraszać. – Pokroję cię tak samo, jak pokroiłem twoich kolegów, tych naiwnych strażników z jednostki pościgowej i te miernoty z Ni Bantai przy bramie! - Ida momentalnie przestała się wiercić. - Pewnie i tak nikt by nie uwierzył w słowa renegata, za jakiego zostałeś uznany, ale ja zawsze kończę swoją robotę. Skoro mnie widziałeś, musisz zginąć.
Na krótki moment ustały jakiekolwiek odgłosy. Nie było słychać ani kroków, ani uderzeń, ani słów. Czyżby poszedł dalej? Dreod zwolnił chwyt i oswobodził szlachciankę. Oboje bezgłośnie się podnieśli i nadal nasłuchując, spoglądali na siebie z uwagą. Czy to, co usłyszała służbistka Dwójki wystarczy, aby zrozumieć obecne położenie w jakim się teraz znajdują?
Jeden sztych. Ostrze wbija się w mur, niczym w masło. Świst powietrza, którego gradient ciśnienia ulega nagłej zmianie. Wybuch. Ławica szybujących odłamków. Jedna postać, która przechodzi przez powstały otwór.
- Znalazłem cię – odparł, poprawiając maskę, która zasłaniała jedną stronę jego twarzy. Odsłonięta część przez chwilę wyrażała zaskoczenie dostrzegając również arystokratkę. – Kendei? – rozpoznał ją bez pudła. – Wielka szkoda, ale najwyraźniej ciebie też będę musiał teraz zabić...


Twitch:
Saikiro opuścił pomieszczenie, w którym odpoczywał teraz Hikari Keitou. Młody oficer po opatrzeniu ran usnął. Może ze zmęczenia, może z żalu, albo też od zaaplikowanych medykamentów, które miały uśmierzyć jego ból. Gdy go znaleziono, był w krytycznym stanie. Drużyna medyków zrobiła wszystko co w ich mocy. Chłopak był już świadomy i mógł mówić, ale rekonwalescencja… Miną długie tygodnie, nim osiągnie pełną sprawność.
- Porucznik Barbarossa. Nigdy bym nie przypuszczał, że to sięga tak głęboko. Niech wszystko, co ponad nami góruje roztoczy swoją opatrzność nad losem miasta shinigami. Inaczej będzie to bolesny upadek…
Zasunął za sobą drzwi i przypomniał wartownikom, aby w razie potrzeby nie wahali się jeszcze raz wezwać pomoc z Czwartej. Następnie opuścił pomieszczenia Go Bantai i okrążając jej siedzibę wyszedł na teren, gdzie ostatni raz widziano porucznika Segatę. Zabezpieczano właśnie ślady. Eiji dowiedział się, że za zdrajcą nie wysłano jeszcze grupy pościgowej. Obecnie dywizja magików cierpi na deficyt służbistów i mimo tak ciężkiego przestępstwa, priorytetem jest teraz obrona biblioteki, jak i powstrzymywanie najeźdźców z rukongai. Pierwsza jednostka ma ruszyć w pogoń za Rudobrodym o świcie… za jakieś 30-40 minut.
- Może być już za późno.
- Słucham? – zapytał jeden z inspektorów, nie dosłuchując poprzedniego zdania.
- Nie, nic. Powodzenia.
Wyruszył sam. Dzięki niezliczonym godzinom spędzonym w laboratoriach, zwracał uwagę nawet na najmniejsze szczegóły. Był w stanie je dostrzec i zinterpretować. Ludzie kiedyś mawiali, że jest w tym lepszy nawet od zawodowych śledczych. Ślady krwi, zdenerwowanie, problemy z właściwym osądem sytuacji. Znalezienie go stanowiło kwestię czasu.
- Więc tutaj się ukryłeś – porucznik Yon Bantai nie zwracając na chrzęszczące pod stopami rozbite szkło i gruz wszedł w głąb zniszczonego podczas walk piętrowego budynku. - Nawet niewidomy by cię znalazł.
- Saikiro – ciężko dyszący, siedzący pod jedną z nadkruszonych kolumn karzeł, kończył właśnie zawiązywać nieudolnie zrobiony na ręku opatrunek. – Może mi z tym pomożesz? Nigdy nie byłem dobry w bandażowaniu.
- Zdrajcy nie zasługują na pomoc. A przynajmniej nie do czasu, gdy zostaną przykładnie ukarani za to, co zrobili.
- Już wiesz? Można się tego było spodziewać – Hakuo był pełen uznania dla swojego kolegi oficera. – Zawsze byłeś bystry. Może więc wykorzystasz swoją mądrość i się do nas przyłączysz? Nie jest jeszcze za późno. Dopilnuję, abyś otrzymał za to stosowną nagrodę. No dalej, co ty na to?
Twitch opuścił głowę i wbił wzrok w ziemię.
- Brzydzę się tobą, łajzo – kiwał głową z politowaniem, przypominając sobie prośbę Mistica, którą młody chłopak wypowiadał przez łzy.

”Eiji, proszę… znajdź tego skurwiela. Znajdź go i wyryj w jego durnej głowie, na jego opasłym cielsku, w jego zatrutym sercu… że zawiódł. Nie tylko nas… zawiódł jako człowiek, jako obrońca żyć i ideałów, których wszyscy razem przysięgaliśmy bronić. Eiji… wiem, że proszę o zbyt wiele. Wiem, że jako lekarz to sprzeczne z twoim sumieniem… ale znajdź go. Zabij to ścierwo, nim skrzywdzi kogoś jeszcze. Zarżnij go jak wieprza… a ja wezmę na siebie cały ten ciężar…

- Zastanów się dobrze chędożony doktorku – Barbarossa zmienił ton. – Nie takim jak ty i nie w takim stanie dawałem już radę.
- I możesz być pewien, że to się już nigdy nie powtórzy.
W ciemnym pomieszczeniu dwa srebrzyste ostrza odbijały delikatnym refleksem blask jarzących się nieopodal płomieni.

*


Rozpoczyna się kolejna seria bratobójczych walk! Wojownicy zaglądają w głąb swoich serc, które wypełnione są sprzecznymi uczuciami. Czy Seireitei przetrwa ciężką próbę Burzy i Ognia?!




Pojedynek!
Alexx Kasai VS Dariel & Kuyicha Lee (gościnnie)


Specyfikacja walki:
Kto by się spodziewał takiego obrotu wydarzeń! Podwładny staje naprzeciw swojego zdegenerowanego do szpiku kości dowódcy! Starcie ideałów w obronie małego, kruchego życia. Jak mawia przysłowie „Wróg mojego wroga, jest moim przyjacielem”. Dwóch wrogich sobie szafarzy musi połączyć siły, aby mieć szansę w starciu z nieobliczalnym klaunem. Aktualny status postaci znajduje się niżej!




Specyfikacja walki:
Szalony łowca zrobi wszystko, aby dopaść swoją ofiarę. Pozostawiony po drodze ślad z przelanej krwi i martwych ciał tylko przekonuje o jego chorej determinacji. Nie podda się i nie ustąpi. Ucieczka na wiele się nie zda. Czy shinigami, którzy już raz krzyżowali swoje ostrza teraz znajdą drogę do porozumienia? Czy będą zdolni do współpracy, aby wspólnymi siłami zatrzymać furię wściekłego demona? Dobra taktyka wystarczy, aby zwyciężyć w tej konfrontacji Goliata z Dawidem?!



Pojedynek!
Seiji Hayashi VS Kumori Kendei (gościnnie)


Specyfikacja walki:
Agresja Kenpachiego nie zna granic! Pokonanie dwójki kapitanów to nadal za mało, aby zaspokoić jego ambicje, jako największego i najpotężniejszego wojownika w społeczności dusz. Teraz, kiedy nie ma już Citana Uzuki, czy znajdzie się ktoś, zdolny go zatrzymać? Jego następnym celem stał się ród Kendei, jedna z opok seireitei. Czy człowiek pustyni będzie w stanie wtargnąć do pałacu i włączyć się do walki z Kalamira i Hiroshiego, czy też powstrzyma go siła spokoju i moralności Kumoriego? Bitwę u bram rezydencji czas zacząć!




Specyfikacja walki:
Okazujący się jednym ze zdrajców porucznik Rudobrody po zażartej walce z Hikarim Keitou, musiał ratować się ucieczką i porzucić powierzone mu zadanie. Rozgoryczony Twitchna prośbę ciężko ranionego oficera odnajduje zmęczonego zdrajcę. Zniszczony budynek za chwilę stanie się sceną kolejnej batalii. Czy wytrzyma próbę sił i nie zawali się na głowy wojowników? Hakuo Segata jest potężnie osłabiony. Czy bez dostępu do swojego Ban-kai może być tak pewnym zwycięstwa?

Aktualne poziomy Reiatsu i status postaci:
- Alexx Kasai ~800/1993 (Potężny ubytek po walce z Yuichim Sekine, długotrwałym stosowaniem szkoły Hebi, oraz po utracie Zanpakutou, które jest w obecnej chwili bezużytecznym kawałkiem metalu)
- Ida Kendei ~130/162,7 (Ubytek po walce z Dzwonnikiem, częściowo zregenerowany w wyniku leczenia ze strony Kumoriego Kendei)
- Shiro "Okaeshi" ~430/477 (Ubytek po walce z Danzo, zregenerowany częściowo przez Szczurołapa i przebudzenie mocy Zanpakutou)
- Seiji Hayashi ~1100/1419,5 (Ubytek po gładkiej walce z Matheo Kaitou i Sadako Rekishi)
- Salvatore Varraga ~52/62 (Drobny ubytek po symbolicznej utarczce z Simonem Hitsuzenem)
- Eiji Saikiro ~410/476,5 (Ubytek po walce z Manaką Hakashi, częściowo zregenerowany w wyniku leczenia Kapitana Hattokiri)

{goście}
Kuyicha Lee ~442,5/442,5 (max!)
Kumori Kendei ~1100/1212 (Ubytek w wyniku leczenia rannych)

_______________________

Uwaga! Jestem przekonany, iż mogą pojawić się pewne (uzasadnione zresztą) wątpliwości odnośnie tej kolejki pojedynków. Długo nad tym myślałem i w zasadzie nie mam wątpliwości, że takowe (pomijając limity systemowe) w uniwersum bleacha mogłyby się odbyć a ich wynik nie musiałby być z góry przesądzony. Sugeruję także zwrócić uwagę na okoliczności, z którymi bohaterowie mieli do czynienia w poprzedniej serii walk, oraz to w jakim stanie z nich ostatecznie wyszli. Pokrótce starałem się przedstawić je w nawiasach przy statusach poszczególnych postaci. W razie wątpliwości jednak, jestem gotów wysłuchać i przedyskutować sens takiego układu z osobami kompetentnymi.
 
 
Narrator 
Naczelny Bajarz


Karta Postaci
Reiatsu: Over 9000!
Wysłany: 2010-07-15, 16:20   

Wyniki Pojedynków:


Alexx Kasai VS Dariel & Kuyicha LeeZwycięża Dezeonu Kasai!

Ida Kendei & Salvatore Varraga VS Ryutaro Morra NPCZwyciężają Ida Kendei & Salvatore Varraga!

Seiji Hayashi VS Kumori KendeiZwycięża Seiji Hayashi!

Eiji Saikiro VS Hakuo Segata NPC – Zwycięża Hakuo Segata NPC (Walkower)!

Z dalszej rozgrywki wypadają: Dariel, K. Lee, Seikaden, oraz Twitch. Wielka szkoda, że występujący gościnnie użytkownicy musieli od razu dostać lanie. Wielki zawód sprawił mi także kolejny walkower. Gracze Ci mogą jeszcze skorzystać z tematu Oczy skierowane na Siereitei i w formie snów, wizji, czy majaków dodać jeszcze jakiś wpis. Wiele zależy od tego, jak mocno poturbowani zostaliście w zwycięskich wpisach swoich przeciwników. Byliście o cal od wielkiego finału i za to już można wam pogratulować. Nagrody zostaną rozdane na końcu, wspólnie.

*


Centrum Seireitei. Jeden z najważniejszych i najlepiej chronionych sektorów. Pilnie strzeżona sieć niezwykłej rangi budynków z jednym szczególnym pawilonem, umieszczonym za wysokim murem, ochronną magią i szeroką fosą. Teraz puste, wyludnione. Panujący we dworze amok sprawił, iż na posterunkach pozostało jedynie kilku gwardzistów. Wszyscy oni otrzymali przed chwilą szansę na reinkarnację. Obronne zaklęcia rozproszono, bramę wyważono, fosa przekroczona - wszystkie zabezpieczenia zostały złamane. Droga do komnaty pełnej zacofanych, powściągliwych w sprawiedliwym osiądzie starców stała otworem. Lis może bezkarnie wtargnąć do kurnika pełnego śpiących niosek. Centrala Rady 46-ciu; ostatni bastion na krwawym szlaku. Wyrachowany zabójca zniknął w ciemnym korytarzu.

Już ze szczytu schodów widać było przestronną salę, w której na kształt wieloboku poustawiane były wielkie ławy. Kilka poziomów dla czterdziestu mędrców i sześć najważniejszych stanowisk, które zajmowali sędziowie. Wszyscy oni byli bezstronni, bezimienni, pozbawieni tożsamości i skrupułów zarazem. Twarze przesłonione maskami lub kotarami miały symbolizować ich niezależność i obiektywizm. Nawet w obliczu zagłady nie opuszczali stanowiska, choć kat z każdym krokiem był coraz bliżej.
- Ichi Bantai Taichou, Konoe Ichizo. Dlaczego tu jesteś? Czemu mamy zawdzięczać tę wizytę? Czy nie powinieneś być czasem w innym miejscu?
Kapitan Pierwszej z niezwykle surowym obliczem pokonywał kolejne stopnie, aż w końcu znalazł się w progu pomieszczenia. Blade płomienie świec oszczędnie oświetlały salę, w której rezydowała najwyższa władza Dworu. Ostrze skąpane było w karmazynowej cieczy a z końcówki miecza opadały pojedyncze jej krople.
- Jestem dokładnie w miejscu, w którym być powinienem – odpowiedział stanowczo. – Przybyłem rozliczyć was z przeszłości. Ukarać za zło, które wyrządziliście kierując się osobistą wygodą, nie poszukując przyczyn, ani prawdy.
Kilkoro radnych podniosło się z miejsc, manifestując swoją wolę. Jeden z nich odezwał się grubym, potężnym głosem.
- Zanim powiesz coś jeszcze pamiętaj, że stoisz w obliczu wyroczni tego miasta i każde twoje słowo, każdy twój czyn i akt werbalnej lub fizycznej agresji, będzie odbierany jako zdrada stanu a ty sam poniesiesz tego konsekwencje w najcięższym prawnym wymiarze.
Dowódca pokiwał głową z niezadowoleniem i zaczesał dłonią włosy, by po chwili wymierzyć klingę w kierunku osoby, która odważyła się posłać mu groźbę. Splunął pogardliwie w bok.
- Brzydzę się wami wszystkimi – wycedził przez zaciśnięte zęby. - Mnie też chcecie nazwać zdrajcą? Tak wam najwygodniej, prawda? Ale to nic – na twarzy szafarza pojawił się subtelny uśmiech. – Zaraz i tak wszyscy będziecie martwi a ja z radością przejdę koło pozostałego z was ścierwa i odnajdę upragnione woluminy w Wielkiej Bibliotece Dusz.
- Nonsens! – wzburzył się jeden z sędziów. – Ani nie tkniesz choćby palcem kogokolwiek z tu obecnych, ani nie ważysz się zbliżyć do Biblioteki. Przechowywana tam wiedza nie jest czymś, co można ot tak zobaczyć i wynieść. Nie myślisz chyba, że ci na to pozwolimy?
- To już was nie dotyczy…
- Nie licz, że ujdzie ci to na sucho!
- A któż mnie powstrzyma? Wy? Uzuki? Nie, jego zwęglone truchło pewnie już nawet nie istnieje. Kenpachi albo Kasai? Wątpię, aby zdrajcy przejmowali się waszym życiem. W tym momencie sami odwrócili się od dotychczasowego systemu. Przy odrobinie szczęścia, zechcą przystać na nowe warunki i zostać naszymi sprzymierzeńcami. Reszta jest już wyłączona z gry. O to skutecznie zadbali moi współpracownicy.
- Dlaczego to robisz? – zebrani tracili pewność siebie.
Shinigami przyjął pozycję do ataku i poprawił na nosie położenie okularów. Bezbronni juryści jak na znak, wstrzymali równocześnie oddechy. Każdy z nich mocno chwycił pióro, krawędź blatu, czy też oparcie krzesła. Nawet gdyby chcieli, nie mieli dokąd uciec… i tak by nie zdążyli.
- Najwyższa pora zmienić Seireitei na lepsze i pozwolić szkalowanemu władcy raz jeszcze zasiąść na tronie.
Krew pod ciśnieniem strzelała z otwartych ran i pozostałych po kończynach kikutów, zachlapując ławy i ściany pomieszczenia. Z kamiennym wyrazem twarzy Konoe mordował kolejnych członków rady, nie pozwalając ich krzykom wydostać się poza własne gardła. Upadające ciała i przewracane krzesła uzupełniała jedynie melodia świszczącego ostrza. Kilka sekund później słychać było już tylko odgłos kropel, spadających z mebli do szkarłatnych kałuż, które z kolei spływały na niższe poziomy. Dowódca pierwszej głośno nabrał powietrza w płuca i wykonał kilka głębszych oddechów. Mogłoby się zdawać, iż w jednej chwili uwolnił się od jakiegoś ogromnego ciężaru, który od wieków go przytłaczał.
- Głupcy – pomyślał. – Teraz już nic nie stanie na mojej drodze… na Jego drodze. Nim nadejdzie świt, dokonamy tego przewrotu.
Umieścił swoje Zanpakutou na powrót w sayi i pokonał kilkanaście stopni w dół. Na końcu niewielkiej wnęki znajdowało się ciemne przejście, prowadzące do najważniejszych archiwów shinigami – miejsca, gdzie zapisana jest cała znana im historia i wiedza. Był już tak blisko, lecz z jakiegoś powodu nie opuszczało go uczucie dziwnego niepokoju. Dlaczego tak się denerwował? Czy była to ekscytacja z osiągnięcia swojego celu? A może strach przed tym, czego do tej pory najbardziej się obawiał?
- Brawo! Jestem pod wrażeniem!
Niespodziewany głos odezwał się z mroku nieoświetlonego przejścia. Rytmiczne odgłosy niesione echem sprawiały wrażenie, jakby ten niespodziewany gość w dodatku oklaskiwał dzielne wyczyny Ichizo. Taichou zatrzymał się na przedostatnim schodku i ostrzegawczo wysunął kciukiem lekko swój miecz.
- Kto tam jest? Co tam robisz? – mrużąc oczy starał się dostrzec położenie nowego przeciwnika. - Pokaż się!
- Tylko mi nie mów Icchin, że już o mnie zapomniałeś?
Morderca na dźwięk tego zdrobnienia aż się wzdrygnął. W całej społeczności dusz żyła tylko jedna osoba, która w taki sposób go nazywała. Jego wątpliwości narastały z każdą sekundą tak bardzo, iż nie był w stanie się nawet odezwać. Słysząc coraz wyraźniej odgłos zbliżających się kroków, wytężył swoją koncentrację, nadal wpatrując się w smolisty pasaż. Gdy u jego progu pojawiła się odziana w śnieżnobiałe szaty sylwetka mężczyzny, kapitan Ichi Bantai mimowolnie rozchylił w szoku swoje usta.
- J-jak? Przecież… przecież ty…
- Nie żyjesz? – dokończył za niego przybysz w kimonie. – Nie słyszałeś nigdy, że główny bohater zawsze zjawia się w ostatniej chwili?

***


Gdzie Diabeł Mówi Dobranoc 3

Góra Niedźwiedzia; noc morderstwa Citana Uzuki

Piaskowe pociski wystrzeliły z ziemi gdzieś w chmurze gęstego dymu, zatrzymując się dopiero na pobliskich drzewach. Gałęzie i konary łamały się przy tym z niesamowitym trzaskiem. W ich ślad, z duszącej mgławicy wyskoczył pojedynczy osobnik, lądując kilkanaście metrów dalej. Zanosząc się kaszlem ugasił podpalony rękaw swojej szturmowej kurtki i kiwał głową z niedowierzaniem.
- Mamy dopiero końcówkę zimy a dzisiejsza atmosfera jest jak na tę porę… odrobinę za gorąca.
Wycierając dłonią pot i sadzę z policzka, pilnie wpatrywał się w „piekiełko”, z którego przed chwilą umknął. Wbrew oczekiwaniom, żaden z dwóch przeciwników nie przeszedł do dalszej ofensywy. Ciemna chmura w końcu uniosła się wyżej i rozwiała, ponownie odsłaniając całość pola bitwy. Na przeciwległym jego końcu znajdował się siedzący po turecku klaun i wymieniający kolejny połamany już miecz szermierz. Trefniś oparł swój oręż o ramię i z otwartą na pełną szerokość szczęką, zdawał się dłubać językiem w szczelinach swoich zębów.
- Soutaichou nie chce wymienić ze mną płomiennego uścisku przyjaźni.
- Ty też już to zauważyłeś? – zapytał kompana mistrz szabli.
- Yhym – błazen przytaknął, o mało nie przygryzając sobie przy tym ozora. – Myślałem, że bawimy się na całego. Zwykłe przekomarzanie nie jest zabawne!
Kenpachi nie spuszczał swojego celu z oczu. Ciągle analizował w głowie każdy jego ruch. Brał pod uwagę nawet te, których Squaerio nie wykonał, choć miał ku temu niejedną okazję. Nieustannie zastanawiało go, dlaczego ten jeszcze nie sięgnął po swoje Zanpakutou mimo, iż rywale od jakiegoś czasu walczą z nim w stadium przebudzonego ostrza. Równą ciekawości była też chyba jego złość. Wróg traktujący pojedynek z taką rezerwą, nie okazuje w ten sposób szacunku wobec swoich oponentów. Chociaż… może chodziło o coś zupełnie innego.
- Jak długo masz zamiar się jeszcze powstrzymywać, Uzuki-san? Dlaczego wciąż nie walczysz na poważnie? – Hayashi złowrogo zmarszczył brwi, odgrażając się zaciśniętą pięścią. – Czyżbyś miał o sobie tak wielkie mniemanie? Kpisz sobie z nas?
- Mógłbym powiedzieć dokładnie to samo – łagodny i przyjazny uśmiech ponownie wstąpił na twarz głównodowodzącego. – Chociaż mieliście nade mną znaczną przewagę, to ani razu nie zaatakowaliście w sposób, przez który mógłbym czuć się naprawdę zagrożony. Wyraźnie się hamujecie.
Kasai syknął cicho z niezadowolenia a zaskoczony takim obrotem sprawy Seiji, wzruszył jedynie ramionami. Najwidoczniej żaden z nich się nie pomylił. W jednej chwili oręż geniusza zanjutsu wrócił do swojej bazowej formy. W ślad za kompanem to samo uczynił może niezbyt potulny, ale nadal posłuszny wobec decyzji starszego renegata klaun. Citan w odpowiedzi lekko rozłożył ręce.
- Wygląda na to, że mimo pewnej różnicy zdań i tak nie chcemy się wzajemnie pozabijać. Może zatem zechcecie usłyszeć coś, co pomoże nam znaleźć wspólny język i osiągnąć pożądany consensus?
- Śpiące królewny niedługo otrzymają magiczne pocałunki księdza. Księga. Księcia? – Alexx kręcił głową z niezwykłą finezją tak, jakby chciał rozruszać kark. Wyczuwał jednak w ten sposób przepływ reiryoku w ciałach obezwładnionych siepaczy. Z nadzieją spojrzał więc na Kenpachiego i zapytał. – Będziemy tulić ich do snu? Mogę się z nimi pobawić?
- Nie! – uciął stanowczo Drax i natychmiast odpowiedział także i dowódcy Siódmej Dywizji. – Masz 10 minut. Jeżeli się nie zmieścisz, szukaj sobie planu awaryjnego.
- To aż nadto – uspokoił go Uzuki i z umocowanej przy pasie sakwy wyciągnął zwitek pomiętych kartek. – To was powinno zainteresować. Jak już wcześniej wspominałem, to nie wy jesteście teraz największym zmartwieniem i problemem dla społeczności dusz. Seireitei w istocie gnije od środka, co przez dłuższy czas umykało nawet mojej uwadze. W końcu jednak udało mi się zdobyć wystarczająco dużo dowodów na istnienie konspiracyjnego związku pośród wysoko sytuowanych oficerów. Spiskowcy mają wpływ na funkcjonowanie najważniejszych instytucji wewnątrz dworu i systematycznie dopuszczali się wykradania danych, objętych najwyższą klauzulą tajności. Jestem niemal pewien, że szykują rewoltę i chcą dokonać zamachu stanu. Obawiam się także, że w to wszystko zamieszani są shinigami na szczeblu porucznika a nawet kapitana… Co gorsza. Jest również wysokie prawdopodobieństwo, iż są oni kierowani przez kogoś z zewnątrz. Seiji, spędziłeś w rukonie ostatnie miesiące, więc i Ty powinieneś doskonale znać krążące tam plotki.
- Lorgan Jera – odpowiedział, nie zastanawiając się nawet przez chwilę.

*



Soutaichou mówił coraz szybciej, ujawniając kolejne szczegóły z prowadzonego osobiście dochodzenia. Niewidzialna bariera, która na początku tego spotkania dzieliła trzech potężnych wojowników pękła, ustępując pod naporem szokujących doniesień. Stojąc teraz wobec siebie na wyciagnięcie ręki, wymieniali się strzępami ze szpiegowskich raportów i żywiołowo dyskutowali. W obliczu tej sprawy nawet rewolucyjne zamiary dotychczasowych renegatów zdawały się nie być poważne. Seireitei po raz kolejny zagrożone było widmem upadku. Upadku tak ciężkiego i bolesnego jak nigdy dotąd. Tym razem żadna z obecnych tu stron nie miałaby z tego żadnej korzyści. W dodatku wizja kompletnego rozpadu porządku shinigami pociągała za sobą potworne ryzyko zachwiania równowagą całego świata i każdej jego płaszczyzny z osobna.


- Czego zatem oczekujesz od nas? Ludzi, którzy także zbuntowali się przeciwko obecnemu stanowi rzeczy?
- Już samo to, iż w tej chwili zadajesz takie pytanie może świadczyć, iż wam taka sytuacja również nie jest na rękę – Citan podpalił całą przyniesioną ze sobą dokumentację i wpatrywał się w płonący papier. – Teraz, kiedy wiecie już o całej sytuacji sami jesteście w stanie wysnuć stosowne wnioski. Moje i wasze interesy są bardziej zbieżne aniżeli na początku mogłoby się wydawać. Żyję natomiast zbyt długo, aby naiwnie wierzyć w proste, bezkompromisowe rozwiązania, czy niespotykane zakończenia, gdzie wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Nie jesteśmy bohaterami żadnej gry, czy mangi… jeżeli chcemy coś zyskać, musimy ofiarować też coś w zamian. Prawo równoważnej wymiany to jedna z zasad, na których opierają się fundamenty tego świata.
- Znasz już nasze cele i żądania. Nie mamy zamiaru od nich odstępować.
Drax niezwykle stanowczo manifestował własne przekonania. Także mową ciała – przez skrzyżowane na piersiach ręce – Kenpachi zaznaczał, iż nie ma zamiaru rezygnować ze swoich planów. Kasai w tym czasie znudzony rozmową podnosił z ziemi kamyki i fragmenty gruzu, próbując je nadgryzać. Kto wie, może po prostu ostrzył sobie zęby.
- Tak, jestem tego świadom – głównodowodzący sam także nie tracił rezonu – dlatego też nie będę was od tego odwodził. Ale nie mam też zamiaru dopuszczać do bezcelowej rzezi. Jeżeli pozwolę wam przedostać się do Dworu… możliwe, że nawet to ułatwię… i dam szansę upustu tego niezadowolenia. Wyładowanie frustracji, wyprostowanie, nauczenie innych kilku rzeczy, udzielenie bolesnej lekcji tam, gdzie sobie tego zażyczycie. Możliwie brutalnie i dosadnie, lecz bez zbędnego zabijania. Zamiast tego, sam wskażę wam cele, które będziecie mogli bezwzględnie wyeliminować…
- Ile? – charczący głos Alexxa wtrącił pytanie nagle, choć shinigami nadal zwrócony był plecami do pozostałej dwójki. – Jak mocni?
- Dużo. Jeżeli włączyć też i waszą nieprzytomną gwardię, to liczby pewnie będą szły w setki. Pośród nich zaś kilka naprawdę zabawnych okazów…
Palce obu dłoni klauna zaczęły rwącymi ruchami prostować się i zaginać, tak jak szpony drapieżnika chcą zacisnąć się na swojej ofierze. Pojedyncze chichoty stopniowo zamieniły się w pełen groteskowego brzmienia rechot. Wyobrażenia błazna stanowiły zagadkę czasem nawet dla niego samego. Większość osób byłaby natomiast pewna, iż ten wyobraził sobie właśnie skąpane we krwi uliczki i porozrywane ciała w każdym zakątku Białego Miasta. Taka reakcja mogła wywołać tak niepokój, jak i być dobrym sygnałem. Szaleniec zawsze pozostanie nieprzewidywalny, ale nawet dla niego możliwość wtargnięcia do pilnie strzeżonej twierdzy bez żadnego wysiłku i pozwolenie na dokonanie ukierunkowanej wprawdzie, choć mimo wszystko masakry w zupełności wystarczała, aby go kupić. Hayashi doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Jaką cenę za ten kontrakt będziemy musieli zapłacić my?
- Staniecie się na powrót tarczą i orężem Dworu. Tak jak wcześniej to przysięgaliście.
- Psami na łańcuchu Rady? – Seiji był odrobinę zdegustowany. – Nie myśl, że będę szczekać wyłącznie na ich zawołanie, jak do tej pory tego pragnęli. Jeżeli do tego dojdzie, będziesz mógł spodziewać się kolejnej rebelii.
- Tylko spokojnie. Macie służyć Seireitei a nie Radzie. Jeżeli po tym wszystkim 46-ciu nie wyciągnie żadnych wniosków a ich polityka wobec działania Gotei Juusantai się nie zmieni. Jeżeli nadal będą chcieli trzymać wszystko w szachu według własnych zachcianek, na krótkiej smyczy, to wierzcie mi… sam ich powyrzynam.
Szermierz spojrzał na swojego kompana, który nadal trząsł się z podniecenia. On już chyba podjął decyzję bez względu na warunki. Chwilę później lustrował raz jeszcze soutaichou.
- To i tak będzie kosztowało znacznie więcej…
- Porozmawiamy o tym w odpowiednim czasie. Wszystkie racjonalne postulaty będę starał się spełnić na tyle, na ile będę w stanie to zrobić. Masz na to moje słowo.
Mistrz miecza znał kapitana Siódmej już bardzo długo. Wszak sam był nawet kiedyś członkiem słynnego korpusu wywiadowczego. Przez cały ten czas Uzuki nigdy nie próbował nikogo zwieść i oszukać, nie rzucał słów na wiatr a ze swoich obietnic wywiązywał się bez zarzutu. Był osobą, której można zaufać, ale wobec której również nie można okazać się fałszywym. Moment ostatniego wahania, niewidoczne poruszenie się źrenic, mocniej zaciśnięte zęby. Ostatecznie, wyciągnięta w kierunku Citana ręka.
- Umowa stoi.
Uścisk dłoni dawnego-nowego przełożonego przypieczętował układ. Kontrakt został zawarty. Obie strony zdawały sobie sprawę, że ze stojącym naprzeciwko, zdecydowanie lepiej jest grać w jednej drużynie. Moment później jak spod ziemi wyrósł Dezoenu Kasai i z szatańskim uśmiechem przeciął wstęgę porozumienia.
- To co, buziak na zgodę i idziemy ścinać głowy?
- Nie tak prędko – Squaerio starał się uspokoić narwańca, po czym sięgnął do kieszeni po jedną ze swoich polowych fajek. Gdzieś z bocznej kieszonki wydobył szczyptę tytoniu, którym nabił przedmiot do jego wypalania. – Bez planu możemy ich tylko spłoszyć. przez co cała dotychczasowa praca pójdzie na marne. Musimy to jak najlepiej rozegrać.
- Zdaje się, że masz już pomysł.
- Owszem. Najlepiej będzie…
- … zastawić na nich pułapkę.
Dokończył zza pleców komandora tajemniczy głos. Kenpachi odruchowo cofnął się o krok, zajmując pozycję obronną. Alexx zmrużył oczy i starał się wytropić nieoczekiwanego gościa. Shichi Bantai Taichou tylko się szeroko uśmiechnął. W przestrzeni tuż za nim nagle zmaterializowała się ręka, która chwyciła za powietrze i gwałtownie się przesunęła. Obraz uległ zakrzywieniu i niczym płachta - peleryna niewidka, zasłona magii ujawiła położenie przybysza. Czarny płaszcz aż do samej ziemi, charakterystyczna bródka i zawieszony na plecach miecz.
- Nareszcie zechciałeś się pokazać, Kazu. Długo już tutaj jesteś?
- Od momentu, w którym Seiji podzielił budynek świątyni na dwie mniejsze kapliczki.
- I nie wpadłeś na pomysł, żeby mi trochę pomóc?
- Nie chciałem psuć atmosfery. W dzisiejszych czasach trudno o dobrą rozrywkę – Cyclops nawet nie próbował ukrywać drwiny z Uzukiego. – Prawdę mówiąc liczyłem też, że trochę mocniej cię przypieką.
- Wybacz, że zawiodłem twoje oczekiwania.
Renegaci z pewnym zdziwieniem i rozbawieniem zarazem przyglądali się scence przekomarzania dwóch kapitanów. Soutaichou zatem nie był aż tak lekkomyślny i jednak zabrał ze sobą wsparcie. W dodatku nie byle jakie… dowódca Piątki, mistrz demonicznej magii, którego obecności nawet nie byli w stanie wykryć w ferworze minionego starcia.
- Wilki zastawią sidła na myśliwych! – klaun był nadzwyczaj podekscytowany. - A to ci dopiero!
- Tak, zastawimy na nich pułapkę. Oszukamy i sprowokujemy do działania. Celowo wywołamy dezorganizację w Seireitei i sami złamiemy ducha shinigami. Wtedy poczują się jeszcze pewniej. Wy natomiast staniecie się zapalnikiem, dzięki któremu spiskowcy porzucą wątpliwości i starając się wykorzystać osłonę chaosu, otwarcie wykonają swój ostatni krok. Bez zastanowienia ruszą do działania…
- … a my znając ich zamiary, -raz jeszcze w środek zdania wcisnął się Nategawa, przerywając tym samym wypowiedź towarzysza - będziemy mogli przewidzieć kilka ruchów naprzód i znaleźć się dokładnie tam, gdzie będzie to potrzebne. Krótko mówiąc, wejdziemy im w paradę zanim zdążą cokolwiek zrobić.
- Jaka jest gwarancja, że faktycznie się na to złapią? – Drax przejechał palcami po swoim podbródku. – W jaki sposób właściwie chcecie ich sprowokować?
- Nie ma żadnej gwarancji. Gramy tak ryzykowną kartą tylko dlatego, bo to jedyne wyjście w sytuacji, kiedy do erupcji wulkanu pozostało zaledwie kilka sekund. Dlatego też nasz fortel musi być wystarczająco mocny, aby ich zwieść.
- To znaczy?
- To znaczy… - Squaerio ściągnął z dłoni swoje rękawice, rozpiął zupełnie kurtkę i sięgnął do kieszonki po okulary. - …że dziś, na tej górze… - spojrzał smutno na parę binokli, po czym zgniótł je ręką, aż słychać było pękające szkło i łamane oprawki. - … zostanę przez was zabity.

*


Jeżeli chcesz skutecznie oszukać swojego wroga, najpierw musisz oszukać własnych sprzymierzeńców. Dopiero gdy ci się to uda, uknuta intryga ma największe szanse na powodzenie.

- Pobudeczka! Mróweczki się budzą!
Czas się kończył. Mimo skrzeków pajaca wszystko już było gotowe. Citan drapał się po głowie, nieprzywykły do nowej fryzury. Leczącym kidou zasklepił też ranę na nadgarstku tamując tym znaczny krwotok, po czym obwiązał go bandażem. U stóp głównodowodzącego leżał niewielki stos jego prywatnych rzeczy. Strzępy haori, wstążka z Zanpakutou, pukle ściętych przed sekundą włosów, połamane okulary. Wszystko to oblane jego krwią.
- To wystarczy? – z niepokojem zapytał Hayashi, nie będąc do końca przekonany tym widokiem
- W zupełności. Resztą zajmiecie się wy dwaj i Nategawa – Uzuki zwrócił się od razu do mistrza sztuk magicznych. – Jesteś gotowy?
- Nawet mnie nie próbuj zirytować – odburknął podwijając rękawy swojego płaszcza aż do łokci. Oba przedramiona pokryte były atramentowymi tatuażami, stanowiącymi integralną część planowanego zaklęcia. – Przez dwie doby szukałem dla ciebie jednego pieprzonego zwoju w bibliotece a później poświęciłem trochę czasu na przygotowanie bazy do czaru. Iluzje takiego kalibru to nie spacerek w parku…
Szafarze na zniszczonej ziemi skończyli właśnie rysować odpowiedni wzór zamknięty w okręgu. Kapitan Piątej niemal w tej samej chwili złożył przed sobą dłonie i rozpoczął szeptać pod nosem pierwsze słowa inkantacji. Po obrysie utworzonego symbolu przeszła błyskawica. Za nią pojawiały się następne a znak rozjarzył się niebieskim światłem. Przestrzeń wypełniła się silnie skondensowaną energią duchową. Gdy wygłaszanie formuły dobiegło końca, szalejące wyładowania jak na znak uderzyły wprost w Kazuhiro i zawijając się dookoła, wystrzeliły w powietrze. Wiązka energii zatrzymała się na niewidocznej barierze pośrodku nieba. Tuż nad szczytem góry rozstąpiły się przestworza a z powstałej luki spozierało w dół ogromne oko.
- Akkidou: Tobira no Sakkaku! Ten no Hitomi! (Zapomniana Sztuka: Brama Iluzji! Oko Niebios!)
Zbocza w ułamku zaledwie chwili skąpane zostały w czarnej mgle. Gdy ta dotarła do samego podnóża masywu, Niebiańskie Oko zamknęło swoją powiekę a uderzający z tego miejsca ostatni grom, rozproszył natychmiast mroczne obłoki. Stojący na środku otwartego placu dowódca Kidoushuu ciężko dyszał z wysiłku. Wyciągnięte przed siebie i skrzyżowane ręce drgały jeszcze od ogromu wyzwolonej w jednej chwili energii.
- Chyba… - odparł łapiąc głębszy oddech - … chyba się udało. Nadpisałem odrobinę pamięć wszystkich siepaczy i wgrałem do ich umysłów obraz, który za chwilę zobaczą. Percepcja ich, oraz tego miejsca także zostały zmienione. Efekt miejscowy utrzyma się przez najbliższych kilkanaście godzin. Citan, musimy się stąd wynosić i wrócić do seireitei nim nastanie świt….
- Doskonale. Hayashi, Kasai, nim słońce osiągnie jutro najwyższy punkt na niebie, otrzymacie ode mnie stosowne wytyczne. Postarajcie się w tym czasie zebrać jeszcze więcej mętów z Rukongai. W ten sposób trochę oczyścimy okolicę z szumowin. Kiedy zapadnie noc, zaczniemy zabawę a wy będziecie mieli praktycznie wolną rękę. Z odkryciem ostatniej karty poczekacie do chwili, kiedy dam wam sygnał. Usuniecie wtedy z ulic całe to ścierwo.
- Jakiego znaku się spodziewać?
- Będziecie wiedzieli… - Uzuki uśmiechnął się wesoło - … w końcu martwi nie codziennie wracają do życia, czyż nie?
Rebelianci bez problemu zrozumieli aluzję, kiwając twierdząco głowami. Soutaichou porozumiewawczo spojrzał w kierunku Nategawy. Obaj byli gotowi do powrotu i wolnym krokiem zmierzali w stronę wyjścia ze świątynnego placu.
- A, jeszcze jedno – Squaerio przystanął na chwilę i z surowym wyrazem dodał. – Jeżeli w jakikolwiek sposób spróbujecie złamać postanowienia naszego układu, uznam to za permanentną zdradę. Wtedy znowu was znajdę, ale nie będę już tak pokojowo nastawiony, jak dzisiaj. Zapamiętajcie to dobrze…

Bardzo często się zdarza, iż to co widzimy i co zdaje się być rzeczywiste, naprawdę takie nie jest. Prawda może być bowiem ukryta za fikcyjnym obrazem. Magiczną sztuczką, która na celu ma zwodzić i oszukiwać. Wszystko to ma jednak swój cel, pierwotnie niewidoczny, ale ten jedyny, właściwy…


***


Zmierzch Rewolucji

Tuż przed świtem. Komnata zgromadzenia Rady 46-ciu.

- J-jak? Przecież… przecież ty…
- Nie żyjesz? – dokończył za niego przybysz w kimonie. – Nie słyszałeś nigdy, że główny bohater zawsze zjawia się w ostatniej chwili?
Konoe wydał z siebie pojedynczy odgłos przypominający chrząknięcie. W swoich daleko idących przewidywaniach pozostawiał wątpliwe wprawdzie, ale jakieś prawdopodobieństwo spotkania tej osoby. Przecież wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, iż znajdujący się przed nim człowiek zeszłej nocy bezpowrotnie opuścił ten świat. A mimo wszystko był tutaj i teraz stanął mu na drodze.
- Więc to wszystko, to była tylko zwykła farsa? – zapytał w końcu, otrząsnąwszy się z pierwszego, piorunującego wrażenia. – Oszukałeś nas?
- Mogę powiedzieć dokładnie to samo, Icchin. Liczyłem, że mimo wszystko dasz sobie spokój z przeszłością i będziesz stanowił jeden z filarów Gotei. Tymczasem stałeś się kimś, kto tylko mu szkodził. Zawiodłem się na tobie…
- I co teraz zrobisz? Chcesz mnie powstrzymać? Spóźniłeś się. Cały Dwór tonie w ogniu, krwi i chaosie. Nie ma już nic, co mógłbyś zrobić, aby to zmienić. Nadal żyjesz, ale i tak poniosłeś klęskę, nie masz już po co stawiać oporu. Przesuń się i daj mi przejść, albo skończysz tak jak zasiadający w tej loży starcy.
Z wyciągniętej ręki, z wyprostowanego palca wskazującego dowódcy Pierwszej, wystrzelił biały promień Byakurai. Wiązka z prędkością strzały poszybowała w kierunku przeciwnika. Nie trafiła go jednak, lecz przemknęła bokiem, tuż obok głowy. Mężczyzna w kimonie nie próbował się nawet uchylić lub obronić. Jakby zdawał sobie sprawę z tego, że atak go nie dosięgnie. Miast tego poprawił narzutę, która luźno okrywała jego barki..
- Rzeczywiście, straszliwy los spotkał te lalki. Naprawdę mi ich szkoda, bo Kendei nieźle się napracował, aby dostarczyć je na czas. Ale chyba nie myślisz, że dam się poćwiartować jak zwykła marionetka lub co gorsza, wpuszczę cię do Daireishokairo. Ludzie bez honoru nawet nie powinni myśleć o takiej możliwości.
Ichizo drgnął po raz kolejny. Nowy wróg kruszył jego pewność siebie tak, jak pojedynczym dmuchnięciem można zniszczyć domek z kart. Kątem oka starał się przyjrzeć bliżej najbliższym zwłokom. Nie chciał wierzyć w to, co usłyszał. Lalki? Lalki!?
- Pomimo tego co zrobiłeś, dam ci jedną, jedyną szansę. Możesz się poddać a ja obiecuję zapewnić ci sprawiedliwy proces.
- Bez honoru? Sprawiedliwy proces? Chyba sobie kpisz – krew wewnątrz mordercy już się gotowała, czego nadal nie dawał po sobie poznać, używając głośnego lecz spokojnego tonu. – Wiąże mnie obietnica złożona komuś ważniejszemu niż ty i właśnie dla niej tam wejdę, choćbym musiał przejść nad twoimi zwłokami.
- Żyjesz w świecie ułudy Icchin i nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.
- Przekonajmy się więc, co jest fikcją, Uzuki!



*



Obiecywałem króciutkie upki i takowo się stało. W zasadzie pomijając kilka drobnych wskazówek, macie praktycznie wolną rękę i sami musicie pchnąć swoje działania w jakimś kierunku. Jeżeli potrzebujecie jakiś konkretnych informacji (a zapewne będziecie albo raczej, powinniście), zapraszam na PW lub GG. To już wielki finał i dosłownie włos od zakończenia tej opowieści. Do dzieła kochani!

WSZYSCY!:
Pojedynki dobiegły końca, raz jeszcze potwierdzając niezaprzeczalną zasadę wszystkich bitew. Byli w nich zwycięzcy i zwyciężeni. Również nie zawsze odnosząc sukces w walce, można nazwać się triumfatorem. Może i przegranym… tak, tym razem wszyscy odnieśli porażkę.
Opuszczając pola minionych batalii, nie tylko czworo znanych nam z imion wojowników, lecz wszyscy w Seireitei obecni, unieśli wysoko głowy i skrzyżowali swoje spojrzenia gdzieś na niebie. Tuż przed świtem, wysoko nad miastem shinigami i gdzieś w jego centrum zarazem, uwagę zwracała seria kolorowych błysków. Demoniczna magia na najwyższym poziomie. Jeszcze jedno starcie? Światła zniknęły, wszystko nagle ucichło. Pierwsze, rażące promienie słońca padły na smutną metropolię wraz z wznoszącą się majestatycznie zza horyzontu kulą. W tym samym momencie, dworem wstrząsnęła potężna eksplozja. Niczym falą nieujarzmionego przypływu, znajome reiatsu rozpłynęło się promieniście po każdej ulicy. Ogromne, nieposkromione, surowe, choć niezwykle delikatne i pełne żalu. Mogło należeć tylko do jednej osoby.
Komandor Uzuki.
Żyje. Wrócił i swoją siłą wzmacnia wiarę w sercach wszystkich bogów śmierci. Aby poderwali się jeszcze raz, aby pełni nadziei i odwagi, zniszczyli zło, które opanowało biały gród.

Alexx:
Citan wyszedł z ukrycia i oficjalnie powrócił w szeregi „żywych”. To znaczy, że przeznaczony do zabawy czas właśnie się skończył. A właściwie do samowolnej zabawy, bowiem teraz można było rozpocząć nieposkromioną niczym, choć ukierunkowaną rzeź. Każdy, kto nie był mieszkańcem seireitei, musiał zginąć. Klaun był pewny. Musiało ich zostać jeszcze setka, albo dwie. Trzeba było ich wszystkich tylko znaleźć. Swoją bitwę zakończył w niedalekim sąsiedztwie szpitala. Gdzieś tutaj czuł też energię duchową swojego podwładnego, Varragi. Wyglądało na to, że ich przeciwnik zdecydował się na ucieczkę. Może jatkę zacząć od niego i zaliczyć oficerski „dublet” w Trzeciej Dywizji? Sekine już padł. Morra także może, zgodnie z umową Uzukiego rzecz jasna.

Baka & Dreod:
Mała shinigami nie podnosiła się z ziemi, chociaż na dobrą sprawę nie była ranna na tyle, aby z tego powodu tracić nagle przytomność. Coś musiało być nie tak a Salvatore chyba nic nie był w stanie na to poradzić. Kiedy reiatsu głównodowodzącego wypełniło całą okolicę, Varraga chwilowo stracił jakąkolwiek orientację i lekko zamroczony, zgłupiał. Przed chwilą czuł, że jego kapitan był już niedaleko. Musiał się z nim spotkać. Z drugiej strony musiałby zostawić cierpiącą dziewczynę na pastwę losu. Przeciwnik wprawdzie uciekł, ale nie było gwarancji, że nie zaatakuje z ukrycia raz jeszcze. Meimei nie należał do osób, którym sumienie zabroniłoby porzucić kogoś w takiej sytuacji. Musiał jednak przyznać, że gdyby nie Kendeiówna, prawdopodobnie byłby już trupem. Na amen. Z sąsiednich ulic słychać było wznoszone raz jeszcze ku niebu bojowe okrzyki. Seireitei ruszyło do ostatniego zrywu przeciw najeźdźcom.

Drax:
Bitwa w pałacu Kendei nadal trwała. Nawet na dziedzińcu czuć było drgania w jakie wprawiały ziemię ścierające się wewnątrz zamku siły. Seiji miał zamiar przekroczyć progi monumentalnej budowli i dołączyć do konfrontacji Kalamira z Hiroshim. Tylko miał… wraz z nadejściem świtu, odebrał ustalony sygnał. Chociaż w tej sytuacji nie było mu to na rękę, musiał zacząć działać zgodnie z ustalonym przez Uzukiego planem. Z drugiej jednak strony, Hayashi był już osłabiony na tyle, iż brał pod rozwagę możliwość porażki z szalonym naukowcem i nieodpowiedzialnym pijakiem. Teraz trzeba było oczyścić ulice, pokierować swoją dywizją. Być może przy odrobinie szczęścia tamci dwaj pozabijają się nawzajem. Oszczędziliby tym Kenpachiemu sporo problemów.
Drax opuścił więc siedzibę najbogatszego z rodów i ruszył w przeciwnym do niego kierunku. Po wykonaniu kilku susów, przystanął na chwilę. Zmęczenie oraz rany dawały mu się już we znaki i żadna chemia nie była w stanie tego naprawić. Rozejrzał się po okolicy. Jeden z sąsiednich budynków nagle rozpadł się na kawałki i zawalił. Z kurzawy wyskoczyły dwie osoby.
- Barbarossa i … Twitch? – zapytał sam siebie.
Porucznik Saikiro wyglądał źle. Bardzo źle. Jego ręce były całe poparzone, z rozbitej czaszki obficie ciekła krew. Przez moment jeszcze utrzymywał się na nogach. W końcu padł nieprzytomny. Rudobrody był w trochę lepszym stanie, ale niewiele mu brakowało, żeby ostatecznie przekroczyć granicę życia i śmierci. Szermierz zawiązał mocniej supeł na prowizorycznym opatrunku. Czyszczenie można zacząć od dobijania półmartwych pcheł.

*

Informacje ogólne dla wszystkich:
Jak już wspomniałem, oprócz drobnych sugestii, macie praktycznie wolną rękę w działaniu. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na jeden istotny fakt. Po tych wszystkich starciach, dysponujecie może 15-20% swoich sił i zdolności. Nie zapominajcie o tym i nie zgrywajcie czasem nowo narodzonych herosów. Pozdrawiam.
 
 
» Drax 

Kenpachi


Karta Postaci
Postać: Seiji Hayashi
Wysłany: 2010-07-22, 21:31   

Drax wyciągnął powoli Zabójcę Dusz i kilkoma skokami, niezbyt dynamicznymi, by nie podrażnić ran, znalazł się przy Rudobrodym. Porucznik Ósmej dyszał jak parowóz i nie od razu zauważył przybysza. Dopiero lekkie chrząknięcie zwróciło jego uwagę.
Seiji uśmiechnął się drwiąco i w podobnej tonacji rzekł:
- Zazwyczaj samo moje pojawienie się powoduje podskok ze strachu. Tymczasem zdążyłem się już odezwać, a ty dalej stoisz jak wryty... Coś się stało, Segata?
Łysol zwęził oczy, zaklął brzydko, kopnął przed chwilą pokonanego Twitcha, po czym kontynuował swój niecenzuralny monolog, a najczęściej powtarzającą się sentencją był "skurwysyn zabierający czas". W końcu zwrócił ponownie swoją uwagę na Szermierza, by rzucić krótkie, acz dobitne:
- Spierdalaj...
Drax roześmiał się w głos, Barbarossa do ostatnich chwil swojego życia potrafił rozweselać... nawet swojego przyszłego zabójcę. Po paru sekundach śmiech się jednak urwał, silne wstrząsy sylwetki spowodowały silniejsze pulsowanie kilku ran. To był pierwszy powód.
Drugim, nieco ważniejszym, był nagły atak porucznika, który chciał wykorzystać moment słabości nowego przeciwnika. Zapieczętowany już miecz Rudobrodego uderzył raz, od góry, ale porządnie i chociaż atak napotkał blok, sam impet wystarczył by zmuszony do defensywy kapitan zrobił kilka kroczków do tyłu.
Na tym jednak Barbarossa nie poprzestał i wyprowadził kopnięcie z pół obrotu. Tym razem już chybił, a to dzięki pół-piruetowi w wykonaniu Draksa, który natychmiastowo przeszedł do kontrataku i ciął na odlew. Trysnęła krew i Segata szybko zrejterował na parę metrów, pragnąc się wynieść z zasięgu rażenia ostrza Kenpachiego.
- Niech cię kutafon Menosa przetrzepie, Hayashi! - syknął nienawistnie Rudobrody, trzymając wolną dłoń na nowo-powstałej ranie. - Nie przyszło ci do głowy, że może działamy we wspólnym celu? - Wskazał głową na pobitego Saikiro
- Nigdy mi nie zależało na zabiciu Eiji'ego, to dobry chłopak.
- Ale walczył w obronie Seireitei!
- I co w tym złego? - Seiji wyszczerzył zęby, mina przeciwnika była bezcenna!
- Co ty pier... Zaraz! Ta energia duchowa Uzukiego... Ona była faktycznie?!
- Faktycznie?
- Przecież zabiliście go! Sadako mi mówiła! - wycedził Hakuo, wytrzeszczając oczy z nadmiaru różnorodnych emocji, jakie w nim szalały.
- To czyją energię czułeś przed chwilą? Trupa? Coś kiepsko z tobą, karle.
- Myślałem, że przez to zmęczenie mam majaki... cenzura... cenzura! - Segata najwidoczniej pojął mały podstęp w wykonaniu Komandora i jego dwóch "agentów specjalnych". Drax cały czas przyglądał mu się z rozbawieniem. Zdumiewające było, jak rozbudowaną mimikę twarzy miał ten zdrajca.
- Ale nieważne... nieważne... Lord Jera i tak wszystko obróci na swoją korzyść... A ja mu pomogę, skoro Kenpachi wybrał Uzukiego... tak, sam mogę przy tym zginąć... co z tego, i tak mnie wskrzeszą... - Rudobrody najwyraźniej mruczał sam do siebie w celu uspokojenia, ale i tak wszystkie słowa trafiły do uszu Kapitana.
- Zabawne, ile wspaniałych idiotyzmów udało ci się zamieścić w tym krótkim monologu. Zaczynając od Jery i jego korzyści, poprzez pokonanie mnie - tu padł akcent - a kończąc na wskrzeszeniu! Doprawdy, Segata, Eiji musiał ci potężnie przywalić nim sam padł.
Hakuo odpowiedział uśmiechem i już miał ruszyć do ataku, gdy nagle kątem oka wyłapał kilkanaście postaci zjawiających się wokół. Rozpoznał w nich członków Juu Bantai... cenzura.
- Kapitanie! - Kilku śmiałków podeszło do swojego rannego przywódcy, lecz ten nie pozwolił sobie pomóc, gestem ręki zatrzymując także innych Szermierzy, którzy już gotowali się do zaatakowania Segaty... Nie musieli wiele wiedzieć, ważne, że Barbarossa potykał się z ich kapitanem, co automatycznie czyniło z niego wroga.
- Sam się nim zajmę.
- Ale kapitanie... jesteś ranny
Drax spojrzał na niego z lekką wzgardą.
- Jestem Kenpachim. - Warknął, jakby to miało być odpowiedzią na całą ich troskę, potrzebę wsparcia charyzmatycznego dowódcy... którego przecież sami niedawno wyklęli... a teraz chcieli naprawić swoje błędy. Doprawdy wzruszające.
- Mam dla was inne zadanie. Niech kilku z was zaniesie Saikiro do jego dywizji, może jeszcze żyje. Reszta niech zajmie się poszukiwaniem Daiki'ego Hanahissori. Możecie go potem zabić, ale chcę mieć na to dowód. Taki skurwiel nie może wyjść stąd żywy.
Gdy Bogowie Śmierci zajęli się wykonywaniem poleceń, Segata roześmiał się, zacharczał, a na koniec uniósł miecz i przyjął postawę bojową.
- Znasz smoki? - Zapytał Czarnowłosy, unosząc lekko katanę.
- Nie...
- No to poznasz ich szał.

Hakuo Segata, zwany Rudobrodym, padł nim Hayashi zdążył przejść do zasadniczej fazy techniki zwanej Rasshu-Smoczym Szałem. Najwyraźniej Twitch obił go mocniej, niż mogło się wydawać, a butna postawa była zwykłym blefem. Śmieszny aż do końca.
_________________
Primus inter pares
 
 
 
» Alexx 

Kuu Bantai Taichou


Reiatsu: 1989
Wysłany: 2010-08-06, 18:10   

Morra, hermafrodyta, wojownik, budzący dość dużą sympatię obu płci, gdyż mimo wszystko połączenie nie igrało ze sobą, uszlachetniało wręcz. Co prawda w spodnie nikt mu nie zaglądał, to byłoby wysoce niestosowne, więc to tylko obserwacja. Czy słuszna? Można polemizować, zapewne jakiś malkontent spierałby się, a cóż to przecie, baba nie ma nóg rozkwaszonych, jak te pomidory wrześniowe, rąk nie łamie sobie obu, bo do pracy musi, facet, musi samiec być po godach. Z czystej przekory nie przyznałbym mu racji, taki obraz Morry kojarzyłem z kobietami, które biłem a potem gwałciłem. Co prawda to nie rymowanka, ale gdy o tym myślę od razu jakoś pysznie się uśmiecham i dumny jestem z tych zalotów. Niektórzy nie rozumieli destrukcyjnego spełnienia w miłości. Ja do nich nie należałem i można powiedzieć, że kochałem Pana Morrę. Kochałem go tak bardzo, że aż musiałem mu to jakoś okazać. Gdy swoimi ciężkimi jak cegły odnóżami stąpał po korytarzach szpitala, wszystko było już gotowe. Ten niedostatek lekkości oczywiście brał się z obrażeń, brakło mu sił do statusu incognito. Strach jest pokrewnym uczuciem miłości, niemal jednakowo silne, mogą wypełnić i zdominować umysł nakłaniając do podjęcia wszelakich działań. Kroczył więc rozdygotany, lewą ręką przytrzymując szczękę. Gęsia skóra jeżyła mu włosy na karku. Dlaczegóż? Niedawni przyjaciele przyjęci w hospitalizację zmarli. Czasem tak się dzieję, nie było widać, aby śmierć nie nastąpiła naturalnie. Ale te myśli były tylko preludium. Wkrótce rozszalały się w głowie rozmaite scenariusze. Bo niby jak to wszystko złożyć w całość, jeśli nie jeden, a dziesięciu, dwudziestu, albo i setka jego towarzyszy, wrogów zajmowała łóżka swymi powłokami? Pustymi, czasem resztka życia tliła się jeszcze w gałce ocznej, ale było to wrażenie, mimo, że piękne to przerażające i ulotne. Jakże ich zabito, pytał się Morra, nie ma tu śladów, gdzie opieka szpitala, powtarzał w skołtuniałej głowie. Niby azyl a jednak, wszystkie pieczęcie i schronienia można zniszczyć. A Ci którzy strzegli tego miejsca? Morra pragnął aby opowieści o Czwartym z dowództwa były prawdziwe. Niestety bał się, że chaos dotarł i tutaj, placówki nie dało się już kontrolować. Wolał umrzeć niż dalej przemierzać korytarz i oglądać to co wkrótce miało nadejść. Zaczął krzyczeć i wzywać boga, prosił o wybawienie swej duszy. Wierzył w kolejne szanse. Za życia oddawał się kościołowi reinkarnacji, niby się sprawdziło. Czemu nie kolejny raz? Mocz pociekł, zostawiając plamy na lekko granatowej hakamie. Napawałem się jego duszą dość długo, myślę, że wyciągnąłem na wierzch to co chciałem obejrzeć. Nie zrozumcie mnie źle, to nie były szczyty moich możliwości. Po prostu dziś, zachowałem dobry smak. Jakbym powoli stawał się artystą bardziej niż zwierzęciem. Ale czyż nie przez moją dzikość tworzyłem najpiękniejsze dzieła sztuki? To musiałem pozostawić jeszcze pod rozwagę i gdy Morra kończył dwudziesty raz powtarzać modlitwę słowami „I ty nas Panie strzeż przed Ogniem Piekielnym, w nowe ciało przyoblec racz”, wbiłem mu miecz pod gardło, tak wykwintnie manewrując aby nie skonał, a jedynie dusił się.
- I na wieki wieków. Amen. – rzuciłem śmiejąc się oraz smażąc w płomieniach, swoją własną ognistą naturą.

(Alexx wcześniej dokonuje masakry na osobach przyjętych do szpitala, które miały zostać potępione, bądź gdzie indziej i je tam znosi. Dalsze plany bohatera to brak planów, bądź chwilowy impuls rodzinny, zjednoczenie z bratem, gdy jest po wszystkim.)
 
 
 
» Dreod 


Karta Postaci
Wysłany: 2010-08-15, 17:21   

Zabandażowany shinigami opierał się o ścianę budynku, co jakiś czas spoglądając w stronę leżącej nieopodal dziewczyny. Choć od czasu starcia z Ryutaro minęło już trochę czasu, wciąż była nieprzytomna.
Rany? Niewystarczające. Zmęczenie? Wątpliwe. Osłabienie? Niemożliwe. Toksyna? Brak gnicia. Bez sensu...
Jedną z niewielu rzeczy, których oficer Dziewiątki nie był w stanie znieść, była niewiedza. Fakt, iż nie miał pojęcia, co spowodowało omdlenie członkini Dwójki, doprowadzał go do szału.
Kręcąc głową, zbliżył się do Idy. Pochylił się nad nią, próbując dojrzeć... cokolwiek.
Nic. Poza - stosunkowo lekkimi - ranami odniesionymi w walce, nie było nic.
Westchnął ciężko, rozglądając się. Odgłosy bitwy dobiegały zewsząd - nie było pewności, czy ktoś nie przybędzie akurat w to miejsce. Nie było pewności, KTO przybędzie.
Nie mógł jej zostawić na widoku. Nie z powodu wdzięczności czy czegoś równie bezsensownego. Była jedyną osobą spoza Dziewiątki, która znała prawdę.
Zdecydował się wnieść ją do jednego z budynków. Sama czynność nie zajęła zbyt długo - znacznie trudniej było znaleźć domostwo, które nie było zniszczone.

Chwilę później Meimei opuścił budynek, w którym umieścił Idę. Chciał zamknąć drzwi, lecz powstrzymał się. W tej sytuacji było by to podejrzane.
Przymknął oczy. Wyczuwał energię duchową dowódcy, choć była znacznie słabsza niż zazwyczaj. Zaniepokojony nieco, ruszył w jej kierunku.

Miał nadzieję, iż tym razem na nikogo nie natrafi.
_________________
"Innocentia Nihil Probat."
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group. Design by Aggie. Coded by Spirit of Fire.
katalog stron internetowych katalog stron internetowych katalog stron internetowych katalog stron internetowych katalog stron internetowych katalog stron internetowych katalog stron internetowych katalog stron internetowych katalog stron internetowych darmowa reklama Toplista gier PBF toplista pbfów PBF - Toplista gier PBF web stats stat24 The Best Of PBF - Play By Forum Toplista