|
[DH#2] Baka & Dreod vs Ryutaro Morra (NPC) |
| Autor |
Wiadomość |
» Dreod

Karta Postaci
|
Wysłany: 2010-06-07, 23:17 [DH#2] Baka & Dreod vs Ryutaro Morra (NPC)
|
|
|
Ryutaro Morra
Ida "Baka" Kendei
Salvatore "Meimei" Varraga
Odskok. Po raz kolejny jedynie to uratowało Salvatore przed dekapitacją. Nim zdążył dobyć miecza, zmuszony był do kolejnego uniku. Od razu stało się jasne, iż nie ma z przeciwnikiem szans jeśli chodziło o szybkość ataku. Wyszarpując zanpakutou z sayi, Varraga spojrzał na członkinię Dwójki. Krążyła ona wokół Morry, jak gdyby oczekując na odpowiedni moment.
- Uciekaj. - warknął. Nie zareagowała. 'Bezsensowny upór... świetnie. Dystrakcja się przyda.'
Kolejne natarcie. Zdawało się, że Ryutaro postanowił zająć się nimi pojedynczo. Błąd. Moment, w którym jego ostrze zderzyło się z tym zabandażowanego, szlachcianka wybrała do ataku. Zdążył on co prawda zablokować, lecz tym samym wystawił się na atak ze strony mumii.
- Hadou: Kurusama. - mruknął Meimei, posyłając kulę energii w głowę oponenta. Oczywiście nie było to wystarczające do choćby ogłuszenia porucznika Trójki – jedynym rezultatem było strącenie maski osłaniającej połowę jego twarzy. Zdawało się, że rozwścieczyło to go jeszcze bardziej.
- Zabiję! - wrzasnął Morra, na ślepo tnąc mieczem. Asauchi odskoczyli błyskawicznie, unikając ataku. Przeciwnik obrzucił ich wściekłym spojrzeniem.
- Dosyć. - stwierdził, unosząc zanpakutou. Oczy zabandażowanego rozszeszyły się, gdy zorientował się co zamierza Ryutaro.
- Akt-
- Wiem! - przerwała arystokratka, równie szybko jak on pojmując, że walka nagle stała się znacznie bardziej skomplikowana, zaś ich szanse na przeżycie drastycznie zmalały.
- Kizu... Yajuuhiru.
Silny podmuch reiatsu niemal zwalił zabandażowanego z nóg. Z trudem łapiąc powietrze, zaczął się cofać... niestety, zapomniał że znajduje się w budynku, niemal natychmiast natrafił więc na ścianę. Zaklął.
- Koniec zabaw... mumio. - warknął Ryutaro, wolnym krokiem ruszając w stronę Varragi. Ten przełknął ślinę, rozglądając się w poszukiwaniu drogi ucieczki. Nie znalazł jej. Poczuł dziwny spokój, pojmując że jego szanse na wyjście z tego cało są niemal równe zeru. Morra był już niemal przy nim... dlaczego nie atakował? Pewność zwycięstwa, choćby uzasadniona, zbyt często...
Okrzyk. Nie dosłyszał słów, zbyt skoncentrowany na ostrzu przeciwnika, po reakcji porucznika Trójki jasnym było jednak, że nie było to pochlebstwo. Błyskawicznie odwrócił się w stronę Idy, wciąż wykrzykującej obelgi.
- Jeśli chcesz zginąć pierwsza...
Salvatore rzucił się naprzód. Ryutaro nie spodziewał się bez wątpienia takiego posunięcia (sam Varraga uznał je za pozbawione większego sensu, co zresztą zadecydowało o wykonaniu go), dał się więc powalić na posadzkę. Nie zwlekając, zabandażowany zerwał się i ruszył w stronę otworu w ścianie, przez który wszedł ich oponent. Kątem oka zauważył Idę, biegnącą za nim. Nie zdążyli przebiec nawet dziesięciu metrów, gdy ujrzeli przed sobą Morrę. Shunpo. Tym razem nie zwlekał on jednak z atakiem – natychmiast rzucił się w ich stronę.
Nawet widząc, z jaką łatwością jego oponent zlikwidował cały patrol, Salvatore zadziwiały umiejętności porucznika Trójki. Był w stanie blokować jednocześnie ataki Meimeia oraz Baki, a przy tym samemu atakować – coraz szybciej. Varraga zaczynał odczuwać już oznaki wycieńczenia. Nie było szans na to, by wygrali w ten sposób.
Odskoczył, unosząc ramię.
- Hadou no Yon: Byakurai!
Oślepiający snop energii pomknął w stronę Ryutaro – i, tym samym, walczącej z nim Idy. Cudem tylko uniknęła błyskawicy, przesuwając się w bok – przeciwnik zrobił jednak to samo, więc zaklęcie trafiło w ramię. 'Nie to, co trzeba.' przemknęło przez myśl mumii na sekundę przed tym, jak rozwścieczony oponent ruszył w jego stronę. Tym razem był zbyt szybki. Zębate ostrze wbiło się głęboko w przedramię zabandażowanego. Morra uśmiechnął się paskudnie, przekręcając ostrze w ranie. Oficer Dziewiątki wrzasnął, pociemniało mu w oczach.
- Zginiesz... Zabiję cię... ale najpierw pożałujesz tego. - porucznik raz jeszcze poruszył ostrzem, wpatrując się w przeciwnika z satysfakcją. Mumii zdało się, że zemdleje – udało mu się jednak wytrzymać kolejną falę przeszywającego bólu. Słyszał plotki o mocy, jaką krył miecz jego przeciwnika. Jeśli były one prawdą, to wkrótce ból stanie się jeszcze gorszy.
Kolejny obrót zanpakutou. Zdaje się, że oponent stracił zainteresowanie szlachcianką, koncentrując się jedynie na sprawieniu mu jak największej ilości bólu przed śmiercią.
Kolejna fala bólu. Ryutaro wyszarpuje ostrze z rany. Unosi je nad głowę... odwraca się.
Kendei.
Mówi coś. Zabandażowany nie jest w stanie usłyszeć słów – czuje zawroty głowy, zaś ból przedramienia stawaje się coraz silniejszy, choć miecz już się w nim nie znajduje. Toksyna zaczyna działać.
Morra biegnie ku arystokratce, wymachuje mieczem. Ona blokuje. Krótka wymiana ciosów, przerwa. Już widać, że dziewczyna nie ma szans z porucznikiem.
Trzęsąc się, Varraga wstaje. Niemal upada, stawiając krok naprzód. Zawroty głowy nasilają się, ból jest niemal nie do zniesienia.
Słyszy głos członkini Dwójki. Każe mu uciekać.
'Nonsens. Nie wygra. Zginie. A potem ja.' - myśli. Czuje zimny pot spływający mu po karku. Spogląda na przedramię, podwijając rękaw – skóra wokół rany staje się sina. Mocno krwawi.
Unosi przed siebie ręce – z trudnością. Ryutaro nie zwraca na niego uwagi, zbyt pochłonięty jest walką ze szlachcianką. Wygrywa.
Mumia mamrocze pod nosem, wciąż idąc naprzód. O mało nie upada, lecz mimo to nie staje. Jest już blisko... i skończył.
- Unik. Już.
Nie wie, czy usłyszała. Może mówi zbyt cicho. Nie. Odskoczyła. Dobrze.
Ciemnieje mu w oczach. Oponent odwraca się w jego stronę. Bierze zamach – nagle dostrzega wyciągnięte ramię. W jego oczach widać zaskoczenie.
- Hadou no. 33... Soukatsui.
Siła uderzenia odrzuciła porucznika Trójki w tył, wprost na ścianę jednego z domów. Osunął się bezwładnie na ziemię – ogłuszony, choć bez wątpienia nie na długo. Salvatore, dysząc, wpatrywał się w obezwładnionego oponenta. Powoli przeniósł spojrzenie na ranę przedramienia. Skrzywił się. Nie było szans na to, by mógł użyć ręki do walki. Wciąż pozostaje druga – wystarczy, aby używać Kidou. Mimo to...
- Bakudou: Chiyu Gaidoku.
Poczuł ulgę, choć tylko przez chwilę. Zaklęcie nie było w stanie usunąć jadu, do tego wymagana byłaby opieka medyczna...
Nie mógł jednak wrócić do szpitala, z trzech przynajmniej powodów. Pierwszym był Simon. Drugim fakt, iż nie mógł liczyć na to, że go wypuszczą po uleczeniu ramienia. Trzecim... był pośpiech. Wciąż musiał znaleźć kapitana.
Zauważył, że członkini drugiej dywizji wpatruje się w ranę. Nietrudno było wywnioskować z wyrazu twarzy Varragi, z tego, z jaką trudnością utrzymywał się na nogach, jak wielki ból odczuwa. Gdyby nie to, że standardowe szkolenie w Kyuu Bantai obejmuje nie tylko sztukę zadawania bólu, ale również jego znoszenie, pewnie zemdlał by już dawno. Szczęśliwie, energii powinno wystarczyć mu jeszcze na jakiś czas.
Potrząsnął głową. Nie ma czasu na rozmyślania... Ryutaro wkrótce odzyska przytomność, a wówczas...
- Gratuluję. Prawie ci się udało.
Szlag.
- Oczywiście. Soukatsui nie wystarczy. Głupi błąd. - odpowiedział, wpatrując się w przeciwnika. Ten wstał powoli, podnosząc miecz. Dolna część jego twarzy wyglądała na lekko poparzoną – jedyny ślad po zaklęciu rzuconym przez mumię.
- Zaskoczyliście mnie. Jesteście silniejsi od reszty. Odrobinę. Ale to-
Asauchi nie czekali, aż oponent skończy mówić. Natychmiast rzucili się w jedną z uliczek. Głupotą byłoby oczywiście liczyć na to, że faktycznie zdołają zbiec – nie to było ich celem. A przynajmniej nie było to celem zabandażowanego. Jak dotąd współpraca ze szlachcianką przebiegała bezproblemowo, nie było jednak mowy o porozumieniu – każde z nich działało osobno, jedynie ich cel był ten sam. Nie było też czasu na wyjaśnianie, co zamierza – musiał więc uciec się do mniej subtelnych metod. W momencie w którym przebiegali koło kolejnego domu, niespodziewanie pchnął tymczasową sojuszniczkę w bok, do środka. Sam stanął tuż za rogiem. W pośpiechu wyszeptał inkantację.
- Bakudou no. 26: Kyokko.
W samą porę.
- A więc zostawił cię i uciekł. Żałosne. Nie martw się... znajdę tego tchórza... znajdę i zabiję.
Morra zbliżał się do przeciwniczki. Stała w pozycji bojowej, nerwowo wyczekując ataku. Nie wyglądało na to, żeby zamierzała znów uciekać. Ciekawe. Jeszcze ciekawszym wydawało się to, jak mumia zdołała umknąć.
Rzucił się naprzód. Ostrza mieczy zderzyły się ze szczękiem. Wykorzystując przewagę siły i szybkości, furiat szybko zmusił dziewczynę do cofnięcia się pod ścianę. Potężnym uderzeniem wytrącił jej z dłoni katanę, po czym chwycił ją za szyję i uniósł. Parsknął.
- Wiedział, że zginiesz. Miał to gdzieś. Chciał tylko uciec, rozumiesz? Jest żałosny, jak reszta tych świrów. Ty też...
Drgnął. Poczuł coś.
'No nie. Ten sukin...' - pomyślał, odruchowo rozluźniając chwyt. Wystarczyło to Idzie do uwolnienia się – i w samą porę.
- Bakudou no. 30: Shitotsu Sansen!
Ucieczka. Jedyne wyjście, mimo wszystko. Walka z przeciwnikiem na tym poziomie była zbyt niebezpieczna... ból w przedramieniu znów się nasilał. Zaklęcie nie było na tyle silne, aby utrzymać porucznika na długo.
Coś innego jednak...
Wrzask. Tym razem jednak to Morra krzyknął, czując jak ostrze przebija jego nogi – w kilku miejscach, raz po raz. Z nienawiścią, większą nawet niż wcześniej, spojrzał na szaleńca w bandażach. Ten uśmiechnął się.
- Zemsta jednak daje pewną satysfakcję.
- ZABIJĘ CIĘ! - ryknął Ryutaro w odpowiedzi, szamocząc się. Zaklęcie powoli puszczało, nie był jednak w stanie się wyswobodzić. Na razie.
- Wiem. - odparł Varraga, po raz kolejny wbijając miecz w nogę przeciwnika. Nie było to nic, czego ktoś ja tym poziomie nie mógłby wytrzymać – być może nawet wyleczyć. Nachylił się.
- Będę czekał. - szepnął.
Czując coraz silniejsze zawroty głowy, Meimei kluczył między budynkami. Ciekaw był, czy „łowca” zdołał już... nieprawdopodobne, ale możliwe. Wszak szanse na to, iż znajdzie go, też były minimalne – a jednak.
Zastanawiało go, gdzie podziała się złodziejka notesów. Gdy skończył z ich przeciwnikiem, jej już nie było. Dlaczego? Nie wiedział.
'Nieważne. Nie jej szukam. Jeśli będzie potrzebna, znajdę ją.'
Ważniejsze było to, aby znalazł kapitana – nie, najpierw medyka który nie będzie chciał go pojmać. Następnie kapitana. Wtedy wszystko pójdzie zgodnie z planem.
Nagle uśmiechnął się. Ostatnie zajście miało jednak dobre strony.
'Teraz wie.'
Informacje:
1. Po terminie. Padam na kolana i błagam o wybaczenie...
...żarty na bok. Głupio mi. Napisałem jednak po czasie właściwie głównie dlatego, że jest mi głupio.
2. A więc kidou. Jedno, właściwie, z nich. Kyokko. Otóż jeśli wierzyć wiki i innym źródłom, jest ono w stanie zamaskować shinigami kompletnie – także wydzielane reiatsu. Wydawaje się nieco zbyt potężne jak na Asauchi, tym niemniej zasady.
...jednak uznałem, że nie powinno działać zbyt długo – stąd i rzucone zostało w ostatniej chwili.
3. Naprawdę dziwnie pisało mi się walkę z przeciwnikiem na wyższym poziomie, na dodatek drużynowo. Jak nie napisałem, wydawało się że pokonany jest zbyt szybko – albo wpis ciągnąłby się zbyt długo. W końcu więc zdecydowałem się na to, co widać wyżej. Wciąż wydaje się zbyt łatwe, ale nie było już czasu na zmiany.
4. Oddanie charakteru... no tak. Szczerze mówiąc, jak ognia unikałem pisania kwestii Baki. To nienajlepsza decyzja, tym niemniej wolałem już to niż złe oddanie postaci. Zachowania z oczywistego powodu oddać musiałem, być może popełniłem błąd – nie wiem. Ktoś mógłby też uznać, że zepchnięta została na drugi plan. Nie było to zamierzone. |
_________________ "Innocentia Nihil Probat." |
|
|
|
 |
» Baka
Rodzynka-Kruszynka

Karta Postaci
Reiatsu: 162.5
Postać: Ida Kendei
|
Wysłany: 2010-06-09, 01:34
|
|
|
Linki u Dreoda.
Ida z ledwością poruszyła odrętwiałymi ustami, które w ułamku sekundy stały się suche jak wiór. Jej szept rozległ się echem w zastygłym otoczeniu, usianym szczątkami martwych ciał, zlanym szkarłatną krwią.
Szept, który zabrzmiał jak krzyk.
- Zdrajca.
Przeciwnik przeczesał dłonią zmierzwione włosy i uniósł kąciki warg w kpiącym, litościwym uśmiechu. Uśmiechu, w którym nie było nawet krzty radości.
Uniesione ostrze powoli badało nieruchome powietrze, lekko poruszając się to w górę, to w dół, przy każdym poruszeniu rozsiewając wokół lśniące, karminowe drobinki. Osobliwy, niedbały taniec trwał i trwał bez końca, w zmartwiałym bezruchu i wibrującej ciszy.
Pierwsze natarcie uderzyło z pełną mocą, niczym ukąszenie węża. Ida poczuła jak znienacka, bez ostrzeżenia potężny wicher wyrywa z jej ręki dopiero co dobyty miecz. Milisekundę później silny uścisk prawie zgruchotał jej gardło, przybijając do brudnej ściany jej słabe, szamocące się ciało.
Na chwilę wszystko wokół spowiła ciemnoczerwona mgła. Nastąpiło nagłe szarpnięcie reiatsu, po czym ciało agresora na moment spowiły płomienie Enkei Enkou.
Uścisk znacznie zelżał, a atakujący syknął z bólu.
Varraga stał nieopodal, strzepując oparzone dłonie.
- Tak. – mruknął – Tak, jak wynikało z moich obserwacji, porucznik trzeciej dywizji w zetknięciu z demoniczną magią staje się słaby. Jak dziecko. – poprawił gogle, wyraźnie zadowolony z siebie. – Tak.
Ida usilnie próbowała głębiej odetchnąć, przed oczami tańczyły jej różnokolorowe kółeczka. Dłoń zaciśnięta na jej gardle była lodowata i twarda jak kamień. W zimnych, błękitnych oczach Ryutaro tliła się zaś iskierka obłędu. Jego usta rozciągnęły się w krzywym uśmiechu, wyglądającym jak powoli pękająca szczelina.
Znowu wpakowała się w poważne kłopoty. Do licha!
Nagle poczuła mocne szarpnięcie i została uniesiona w górę niczym szczenię. Wydała z siebie rozpaczliwy wizg, czując, że dłoń szaleńca za chwilkę zmiażdży jej krtań.
Ostatkiem świadomości zrozumiała, że Meimei szykuje się do kolejnego zaklęcia. Nie zdążył.
Świat zawirował, a ciało małej Shinigami zostało z pełną mocą rzucone w stronę Salvatore. Dwoje asauchi przez chwilę szorowało po zakrwawionej podłodze.
Morra zjawił się przy nich błyskawicznie, używając shunpo. Odrzucił na bok Idę jak szmacianą laleczkę i pochylił się nad Varragą, łapiąc go za poły płaszcza i prawie dotykając nosem jego twarzy. Demon, skąpany we krwi swoich ofiar, z cynicznym uśmieszkiem na cienkich, sinych wargach.
- Jak dziecko..? – wychrypiał.
Varraga leżał spokojnie, w milczeniu, niewzruszony, jak gdyby porucznik chcący go zabić był najnormalniejszą rzeczą pod słońcem. Po chwili dopiero odwrócił twarz w stronę oblicza przeciwnika.
- Tak. Jak dziecko.
Uśmiech zniknął z twarzy Ryutaro w mgnieniu oka, jak starty niewidzialną gąbką. Jego miejsce zastąpił dziki grymas wściekłości. Odepchnął od siebie ciało mumii, jednocześnie wstając z westchnieniem.
- Sam tego chciałeś, mumio.
Ujął zanpakutou w swoją dłoń, ogorzałą od słońca, po czym wyciągnął ostrze przed siebie. Ręka dzierżąca broń lekko drżała. Rzucił się na przeciwnika z furią szaleńca, chcąc zniszczyć go jednym atakiem katany.
Kopnięcie w piszczel wytrąciło go z równowagi. Rozpędzony runął twarzą prosto na pędzącą w jego kierunku, zabandażowaną pięść. Dało się słyszeć lekkie chrupnięcie i syk bólu. Shinigami klęczał trzymając się za twarz, a spomiędzy jego dłoni spadały niewielkie, szkarłatne krople.
- Zapłacisz mi za to – powiedziała Ida, ciężko dysząc. O mały włos nie zginęła, na szczęście przeciwnik był na tyle nieroztropny, że zlekceważył ją, małą kobiecinę z rodu Kendei, autorkę podcięcia, które wybiło go z bitewnego rytmu.
- Suka! – zaskrzeczał. Miał zamiar dodać coś jeszcze, jednak Meimei wymierzył mu potężnego kopniaka, który sprawił, że przeciwnik obrócił się o 180 stopni i wylądował na plecach. Zwinnym skokiem wrócił do pozycji stojącej, jednak Baka była na to przygotowana. Wyskoczyła na niego i uderzyła dłonią w twarz, wykonując w locie piruet. Morra zachwiał się, a z tyłu czekał na niego drugi przeciwnik, który dołączył się i uderzył go otwartą dłonią w bark.
Duet Asauchi był zgrany. Ida wywijała zwinne piruety, kopnięcia z wyskoku i szybkie, niczym ataki węża, ciosy, a Salvatore niczym rasowy bokser uderzał przeciwnika to prawym prostym, to lewym sierpowym. Po kilku chwilach twarz porucznika, zaczęła robić się fioletowa, usta spuchły, a ogromne sińce pojawiały się w coraz to nowych miejscach.
Varraga przestał uderzać Ryutaro, zamiast tego wymamrotał zaklęcie. Spod bandaży ledwo dało się słyszeć ostatnie słowa inkantacji:
- Bakudou: Sakasama! – ręka z wystawionymi dwoma palcami wystrzeliła w stronę walczących, a raczej Idy okładającej w furii przeciwnika. Niestety. Przeciwnik, mimo obrażeń dalej mógł się ruszać. Mimo początkowego impasu, zrobił intuicyjnie to, co powinien uczynić już dawno – unik. Palce Salvatore, zamiast dotknąć jego czoła, musnęły skroń Bogini.
Kendeiównie świat wywrócił się do góry nogami. Wysokie kopnięcie, które wykonywała, zamiast znokautować oprawcę, trafiło w twarz mumii. Szkła gogli rozprysły się po podłodze. Varraga cofnął się o krok i chwycił za twarz.
- Zapłacisz mi za nie. – stwierdził, a w jego głosie dało się słyszeć, rzadko spotykane u Salvatore, podenerwowanie. – Już kolejny raz. Drugi! Zniszczyłaś je. Wiesz jak ciężko? Bardzo! Zdobyć fundusze na nie od mojego kapitana?
Przeciągły wrzask przerwał natłok pretensji. Głos, mimo iż do złudzenia przypominający ryczenie lwa, pochodził od szarżującego porucznika Trójki. Agresor złapał za twarz Memeia i cisnął nim o ścianę. W pół chwili później już był przy nim i uderzył go trzonkiem swojej katany, wyrzucając bezwładne ciało w głąb ulicy.
Ida tymczasem chwilę pełzała jak robak, starając się stanąć pionowo. Czuła się, jakby spożyła za dużo alkoholu. Jak tamtej pamiętnej nocy, kiedy Mariko łaziła na czworakach na imprezie urodzinowej kapitana, po tym, jak do jej herbatki Baka dolała kilka kropel pewnej substancji. Zdobyła ją rzecz jasna w sposób legalny, przekupując i zastraszając jakiegoś ciamajdowatego członka medyków.
- Kizu Yajuuhiru! – zagrzmiał Ryutaro odpieczętowując swojego zanpakutou. Klinga miecza wydłużyła się, a gładkie krawędzie zdeformowały się tworząc niewielkie ząbki.
Asauchi spojrzeli po sobie. Może i mieli szansę z porucznikiem bez aktywowanego shi-kai, ale co teraz? Morra uchwycił rękojeść w obie dłonie i rzucił się na najbliższą ofiarę. Baka czuła się już lepiej. Na jej szczęście, bo w odpowiedniej chwili odskoczyła, a ostrze pozostawiło szeroką bruzdę w bruku ulicy. Furiat nie przejmował się tym i zaatakował po raz kolejny. Miotał klingą na prawo i lewo. Szaleństwo lub agresja przysłoniła mu zdolność logicznego myślenia. Pragnął krwi i tylko do spełnienia tego pragnienia dążył.
Ida wyciągnęła katanę. Zablokowała pierwszy cios. Drugi był niecelny, a trzeci spowodował że klapnęła tyłkiem na chodnik. Morra uniósł no-dachi chcąc zadać ostateczny cios.
Wtem wielobarwna, półmetrowa kula uderzyła Ryutaro w plecy. Zachwiał się, a Kendeiówna wykorzystując sytuację i wbiła mu ostrze w trzewia. Wyciągnęła zakrwawioną klingę i spojrzała na zdziwionego Shinigami. Ten zwrócił spojrzenie na ranę, po czym ponuro się uśmiechnął. Cios ominął wszelkie punkty witalne, nie wyrządzając mu większej szkody.
Morra szarpnął dziewczyną. Rzucił nią na ulicę i uderzył z całej siły pięścią w delikatną twarz. Złapał jedną ręką za jej delikatną, kobiecą szyję i ponownie zaczął ją dusić. Tym razem w porę dostrzegł zbliżającego się do niego drugiego przeciwnika. Zamachnął się i grzmotnął niewielką Idą o znajdujący się obok mur. Baka wypuściła głośno powietrze, po czym zemdlała.
Meimei wylądował twarzą w bruku. Piruet Ryutaro sprawił, że szarża mumii zakończyła się na ziemi. Porucznik nie czekając złapał Salvatore i chciał wykonać podobny manewr jak ze znacznie mniejszą kobietą. Jednak tym razem, jego przeciwnik zaparł się stopą o policzek i wykonał dźwignię. Wykręcona ręka zabolała, a wściekłość znów zagotowała się w żyłach członka Trójki.
Varraga wyrwał się z uścisku. Podniósł z ulicy kapelusz, który mu spadł. Założył go niedbałym ruchem ręki. Przejechał palcami po rondzie, a następnie przekręcił go zawadiacko na oczy.
Pchnięcie dwuręcznym mieczem trafiło mumię w żołądek i przebiło na wylot. Atak Morry zakończył się dopiero, gdy jelec broni musnął zakrwawione bandaże. Mężczyźni skrzyżowali spojrzenia. Lazurowe oczy były radosne. Porucznik w końcu mógł uznać, że wyeliminował swoich wrogów. Zaczął jednak stopniowo odczuwać zdumienie spoglądając w beznamiętną szarość tęczówek przeciwnika nie widząc w niej ani cienia strachu, czy bólu.
- Wiesz jaka zdolność mojego zanpakutou? – chełpił się – Powoduje, że ciało gnije. Powoli, boleśnie. Pozwolę ci żyć tak długo, że rozkład twojego ciała doprowadzi cię do furii. Aż będziesz sam chciał zginąć. Skóra odpadać będzie płatami. Smród będzie nie do wytrzymania…
Oczy Salvatore nie zmieniły wyrazu.
- Skąd wiesz – wyszeptał – co ja mam pod tą warstwą bandaży?
Morra urwał zszokowany. Głos przeciwnika nie należał go osoby, która się bała. Wręcz przeciwnie. Był spokojny, stonowany.
Jego ręka zadrżała.
Meimei skorzystał z okazji. Wyciągnął obie ręce i chwycił głowę Ryutaro. Następnie nie czekając na reakcję zablokował swoje ramoina i kilkukrotnie, z całej siły uderzył swoim czołem o twarz oponenta. Sam nie umiał powiedzieć, kiedy przestał go bić. Czuł jedynie, że od impetu również pod jego bandażami snuły się niewielkie strużki krwi. Zakręciło mu się w głowie. Więc przestał.
Morra zachwiał się i przyparł do ziemi. Jego broń zapieczętowała się, nawet nie zauważył kiedy. Varraga spoglądał na jego zmasakrowaną twarz. Pod wpływem ciosów zgruchotana została maska porucznika, odsłaniając paskudną szramę na jego twarzy. Blizna ta już nie odznaczała się zbytnio od reszty twarzy, która wyglądała niczym mięso po przejściu przez rollercoaster maszynki do mielenia, niż ludzkie lico.
Interesujące.
Spuchnięte powieki porucznika pozostawiały niewielkie szparki z których błyszczały błękitne oczy pełne przerażenia. Morra drżał. Co jakiś czas kaszlał krwią. Nie miał sil do dalszej walki. Furia gdzieś odeszła. Pozostał mu tylko strach przed istotą, która nie zna strachu. Zbyt wiele wspomnień dotyczących bestii, która o mały włos nie zabiła go kilka lat temu. Tamten Pusty nie znał lęku. Ten Shinigami również nie zaznał nigdy tego uczucia. To ich łączyło. I to przerażało Ryutaro.
- Szef się o wszytkim dowie – wyskrzeczał. – Nie będziecie żyć na tyle długo, żebyście dali radę komukolwiek powiedzieć!
Uciekł, używając migoczących kroków. Salvatore milczał, mimo iż przed chwilą pokonał znacznie silniejszego przeciwnika. Cichutkie jęki kilka metrów dalej oderwały go od rozmyślań. Podniósł z ziemi kapelusz, otrzepał go i podszedł do jęczącej Baki.
- Gdzie on jest? – zapytała, dysząc przeciągle.
- Uciekł – odpowiedziała mumia.
- Jak to uciekł? Czemu go nie goniłeś? – kobieta szybko wstała na równe nogi. Była gotowa gonić oprawcę.
- Nie dałbym rady. Szkoda czasu – skwitował Varraga.
Wzruszyła ramionami, podnosząc z ziemi porzuconą katanę.
Nagle, bez ostrzeżenia pojawiło się znajome uczucie.
Ida upadła na kolana, obiema rękami zatykając uszy. Pochyliła głowę, czołem dotykając zimnego podłoża. Wysokie wycie połączone z niskim, wibrującym tonem niemal rozsadziło jej czaszkę. Do twarzy napłynęła jej krew, za wszelką cenę starała się powstrzymać bolesne pulsowanie w skroniach. Cały świat zawirował, wraz z Varragą, który sprawiał wrażenie zaskoczonego. Starała się oddychać równomiernie, pozbyć się tego strasznego ucisku.
Na próżno. Obca osoba, znajdująca się w środku była wyraźnie niezadowolona.
***
Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.
PS1 Tak, tak, przy odrobinie szczęścia będzie to moja ostatnia walka na asauchi.
PS2 W razie wątpliwości - moje gadu stoi otworem. (nie tym, o którym myślicie xD) |
_________________
 |
|
|
|
 |
Pit
Ookami
Karta Postaci
Reiatsu: 1593
Postać: Miyamoto Hizashi-kun
|
Wysłany: 2010-06-12, 02:03
|
|
|
Wspólny Wstęp
None
Dreod
Wejściówka jest ok, wiele czepić się nie mogę. Biedna Baka - pojmowana przez Salvatore, jak mięso armatnie. No wiesz? xD
| Cytat: | | niestety, zapomniał że znajduje się w budynku, niemal natychmiast natrafił więc na ścianę. |
Mało zgrabne zdanie. Nie wiem czy lepiej nie było by tu "natrafiwszy więc", bo bez tego mamy toporne drewno.
| Cytat: |
Kolejny obrót zanpakutou. Zdaje się, że oponent stracił zainteresowanie szlachcianką, koncentrując się jedynie na sprawieniu mu jak największej ilości bólu przed śmiercią. |
Co tu jest nie tak? Hm... może jakikolwiek brak powiedzenia o kogo chodzi? W poprzednim akapicie... no tak, też nie mogłeś. Niby więcej osób nie ma ale to "mu" jest mylące. "Mu" - znaczy sobie? xD
Większych błędów nie stwierdzono.
Ogólnie jest nieźle. Porucznik nie używa swojej pełnej mocy, wy naparzacie z Kotletou, dostając wpierdziel. Będąc zatrutym toksyną dałeś radę jeszcze nieźle hasać, ale to Bliczowsko-gotejowski standard. Baka jako medic i jako mięso armatnie... znowu xD Ok, solidne rzemiosło, ale nic co zapadnie na dłużej w pamięci.
7/10
Bajka... Baka
Otwarcie było ładne, tak jak i reszta. Dużo opisów, niecodziennych słów. Odniosłem wrażenie, że czasem są one przepakowane, z mnóstwem przecinków. Da się zrobić parę zdań krótszych - ten sam zarzut, jak u Droida.
| Cytat: | | Wyskoczyła na niego i uderzyła dłonią w twarz, wykonując w locie piruet |
Mój ulubiony cios w tych mniej pochlastanych sztukach walki. No może bez matriksowego skoku. W opisie walki takie coś wygląda egzotycznie.
| Cytat: | | Sam nie umiał powiedzieć, kiedy przestał go bić. Czuł jedynie, że od impetu również pod jego bandażami snuły się niewielkie strużki krwi. Zakręciło mu się w głowie. Więc przestał. |
Jasio sam nie wiedział, kiedy zrobił siku. Strużki żółtawego płynu spływały obficie, aż ciśnienie spadło. Więc zrobił siku - przepraszam za ten przykład, ale tak to zdanie mniej więcej wygląda
In konklużon, jest ładnie. Parę momentów zapadnie mi w pamięci, głównie przez opisy. Czuć kobiecą rękę, ale w opisach to nie szkodzi - wręcz przeciwnie - pomaga w odbiorze. Dynamika starcia przypomina mi walki z Cowboy Bebopa - zawijasy, piruety, aksle z półśrubami (ok lekka przesada), masa ciosów punktujących. Dużo niepotrzebnych ale cholernie efektownych ataków, niczym w Mission Impossible 2 (tak, tam były ciosy zupełnie z kosmosu, obejrzyjcie sobie np finałowe starcie).
Jest ślicznie, brakuje tylko różowego koloru i kwiatuszków xD
No może nie do samiutkiego końca... ty też masz coś tam w głowie? Rozumiem - twój opiekun, ale sposób w jaki go uaktywniasz, przywodzi mi tylko na myśl jedno - Dark Side!znaczy Baka z Pejczem w lateksie, oh yeah!
8/10
Średnia: 7,5
1. Nie wiem czy inni będą aż tak entuzjastycznie podchodzić... mając słabszy wzrok, mogę nie wypatrzeć tych miliona błędów i powtórzeń, które pojawiają się znikąd, przy akompaniamencie słów "mamo nie ma nic do jedzenia. Mamo? Oh Shi- błąd!". Ale walić to xD
2. Baka, ty dbaj o swoje gardło - oboje dusicie Idę, jak szaleni. Aż dziw bierze, że ta nie dostała jeszcze jakichś skurczów, czy złamań.
3. Chociaż to porucznik i jedzie was jak chce, to prostymi zagraniami jesteście w stanie mu naklepać. Albo brak wam ducha, albo ten Morra to Pokemon typ liściasty i jest nieodporny na ogień xD A w opisie ma typ "krew", więc kto wie... |
|
|
|
 |
» Bakushin
Zjem Cię.

Reiatsu: 106.9
|
Wysłany: 2010-06-20, 16:31
|
|
|
Dreod
Ale to jest nudne. xD Na początku przeczytałem walkę dwa razy i wydawało mi się, że tak opornie mi się czyta przez gorączkę. Dziś się czuje lepiej i powiem, że to jednak wina tekstu. Z każdym zdaniem miałem nadzieje, że to już koniec, nie było nic trzymającego w napięciu, wszystko było jakieś takie beznamiętne.
Od strony technicznej jest przeciętnie, nie ma ortów czy literówek, interpunkcyjnych też nie zauważyłem. Więc dlaczego przeciętnie? Zdania są czasami bardzo dziwnie poskładane, w ogóle bardzo daje się odczuć „łopatologiczność” i strasznie mnie denerwują te szybko ucinane zdania. Np.
| Dreod napisał/a: | | Kolejna fala bólu. Ryutaro wyszarpuje ostrze z rany. Unosi je nad głowę... odwraca się. Kendei. Mówi coś. |
Przedstawienie postaci wyszło Ci dosyć zgrabnie, szkoda, że tylko Twojej i przeciwnika. Ale ok., sam napisałeś, że starałeś się unikać Baki (lolz). Może to i lepiej? Nie wiem. Wydaje mi się, że wolałbym kiepskie przedstawienie Idy niż biegające „widmo”. xD
Ocena: Dałbym mniej, ale nie mogę karać Cię tylko dlatego, że tekst mi się nie podobał. Ostatecznie 5
Baka
Wpis jest zdecydowanie lepszy od wpisu Dreda (Lol, Word użył autokorekty XD). Barwne opisy, zwariowana taktyka wszystko jest naprawdę fajne.
W przeciwieństwie do kolegi spróbowałaś oddać charakter swojego asystenta. Wyszedł niesamowicie przepakowany badass xD ale super, podobało mi się mimo, że to nie do końca zgodne z zasadami. Niestety jest kilka powtórzeń i ogólnie mniejszych błędów.
Na koniec trzy cytaciki:
| Baka napisał/a: | | Już kolejny raz. Drugi! Zniszczyłaś je. Wiesz jak ciężko? Bardzo! Zdobyć fundusze na nie od mojego kapitana? |
Wiesz jak trudna? Bardzo! Jest składnia! I logika zdań? xD
| Baka napisał/a: | | Rzucił nią na ulicę i uderzył z całej siły pięścią w delikatną twarz. Złapał jedną ręką za jej delikatną, kobiecą szyję |
Powtórzenie.
| Baka napisał/a: | Przejechał palcami po rondzie, a następnie przekręcił go zawadiacko na oczy.
Pchnięcie dwuręcznym mieczem trafiło mumię w żołądek i przebiło na wylot. |
Zabrakło mi tu momentu wyprowadzenia pchnięcia. Nie będzie to rzutowało na ocenę.
Tak więc 7.5.
Normalnie byłoby 6.5 ale skoro Dreodowi podniosłem ocenę to nie chce byś się czuła pokrzywdzona.
Średnia: 6.25 |
|
|
|
 |
~Tekkey
Tró Gangsta

Karta Postaci
Reiatsu: 135 [O9T!]
Postać: Unkai Momiji
|
Wysłany: 2010-06-30, 01:14
|
|
|
Jest sprawa, którą nie do końca rozumiem – powiedziano wam, by pozostawić porucznika przy życiu? Innego powodu, aby ranić oponenta z nadzieją unieruchomienia go (opanowane Shunpo! co czyni wasz wysiłki nieco bezcelowymi…) czy puścić wolno jak u Baki, nie widzę.
Dreod
Hah, mnie podoba się twoja metoda skupienie narracji jedynie na poczynaniach Twojej własnej postaci. Coś jak reportaż z pola bitwy (swoją drogą Varraga byłby w tym całkiem niezły. Posiada wręcz naturalne… skłonności XD), chociaż ma to i swoje minusy. Baka robi swoje, Ty swoje – no tak, niemal od początku doskonale wam się układa ta współpraca. Trochę tutaj mi szkoda nie skorzystania z okazji do wplecenia w znaczniejszy sposób historii waszego dawnego konfliktu. O ile pamiętam w ostatnim jego akcie skończyłeś jako zakrwawiona miazga. Mumia może i nie chowa w pamięci urazy, jak długo ma swój notes, ale Ida? Kompletnie żadnego ukłucia sumienia? (Zatem pod pewnym względem jesteście do siebie bardziej podobni, niż przypuszczacie XD)
Pozostawiając w tyle zaszłości - w zadziwiający sposób obdarzacie się w trakcie walki zaufaniem w stopniu, jakiego mogłoby pozazdrościć wiele dwuosobowych zespołów. Swoją strategię całkiem słusznie opierasz na Kidou, w którym Morra jest cienki. Czytając między wierszami: trzykrotnie niemal złapałeś koleżankę w „przyjazny ogień”, a mimo to żadnych pretensji ani wahania z jej strony podczas kolejnych prób pokonania porucznika. Trochę to dziwne, szczególnie biorąc poprawkę na charakter Idy. ;P
Jakoś nie wyłapałem błędów, zatem - na karb domniemania niewinności. ;D
Jeśli nawet wpis pisany był na szybko, wyszedł więcej niż przyzwoicie- odpowiednio dozując napięcie i fajerwerki.
Baka
Hmm, w zasadzie powinienem chyba zacząć od tego samego – bardzo szybko odrzucacie wzajemne antagonizmy. Ale dalszy bieg wypadków pokazuje, że do idealnej współpracy nadal brakuje wam odrobiny zgrania, brawo.
| Cytat: | | Ida wywijała zwinne piruety, kopnięcia z wyskoku i szybkie, niczym ataki węża, ciosy, a Salvatore niczym rasowy bokser uderzał przeciwnika |
Po trzykroć: niczym… Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. I powtórzenie.
Inna rzecz która mnie uderzyła – ilość piruetów w tej walce jest zatrważająca. O.o Najwyraźniej im postać ma wyższą wartość Hohou, tym więcej uskutecznia baletu… Matheo Primabaleriną? XD
| Cytat: | | Bakudou: Sakasama! |
Eh, komu to ja ostatnio…Bubowi? To demotywujące, czemu upieracie się uczyć jedynie na własnych błędach? Sakasama oznaczona jest w spisie zaklęć na zielono. Co prowadzi do logicznego wniosku, że należy do zaklęć rozszerzonych. Dostępnych od wartości Kidou 3, przypominam. Jeśli natomiast do nich nie należy, może uprawnione osoby raczyłyby nareszcie poprawić pomyłkę? Tak czy inaczej prawo nie działa wspak.
| Cytat: | | Czuła się, jakby spożyła za dużo alkoholu. Jak tamtej pamiętnej nocy, kiedy Mariko łaziła na czworakach na imprezie urodzinowej kapitana, po tym, jak do jej herbatki Baka dolała kilka kropel pewnej substancji. |
Jeśli to Mariko spożywała, czemuż to masz tak traumatyczne wspomnienia? I co to ma właściwie do alkoholu? XD
| Cytat: | | jego przeciwnik zaparł się stopą o policzek i wykonał dźwignię. |
Eee, no tak. Raczej nie widzę tego manewru, chyba że grawitacja wzięła sobie akurat wolne. Ale mniejsza o to. Pojawia się mnóstwo Hakudy, wobec której porucznik zachowuje daleko posuniętą bierność. Hmm prawdopodobne, z pewnością. Daaalej… To, że w pewnym momencie wypadasz z dalszej gry było sporym zaskoczeniem. Spodziewałem się raczej kolejnego finalnego ataku hobbickiej furii. XD Punkt dla ciebie.
Podsumowując jakoś moje wywody – opisałaś pojedynek z Morrą znacznie barwniej niż Dreod. Starasz się oddać wszystkich uczestników scenki nie zaniedbując i partnera. Popełniasz za to wiele zdań zabawnych, bądź też naznaczonych błędami.
Ding...dong
Szczęśliwie średnia nie zostanie okraszona niezdrowymi procentami. Dreod mimo sympatycznego starcia nie wplótł kolejnego kjuu-motywu, który by mnie wciągnął jak uprzednio. Baka pomimo dobrego warsztatu i niezgorszego przebiegu starcia, natraciła na zgrzytach. Zatem 6,5 dla obojga. (Familiada rox! XD) Odrębne +0,5 za wstęp, liczcie to sobie jak chcecie. XD
PS. Baka, nie mogę się doczekać, na pierwsze udokumentowane spotkanie trzeciego stopnia z Flądrą! |
_________________
 |
|
|
|
 |
» Grochu
Rosomak

Karta Postaci
Reiatsu: 585
Postać: Sid Hiragashi
|
Wysłany: 2010-06-30, 17:23
|
|
|
Dreod - Nie najgorzej. Podoba mi się to, że Twoja postać nie stara się walczyć na hura. Kombinujesz, uciekasz, używasz magii, całkiem fajnie to wygląda. Moim zdaniem odrobinę za mało wykorzystałeś Idę i możliwość współpracy między bohaterami. Z jej hakudą da się zrobić znacznie więcej. Mimo to jest nieźle. Gorzej z warstwą techniczną. Dialogi są według mnie klasy B i dało się to zrobić znacznie lepiej. Opisy też nie są najwyższych lotów. Czasem dość dziwnie konstruujesz zdanie i czegoś jakby brakuje, choćby to co pokazał Pit, zdanie ze ścisną. Przez to można się na moment zgubić co kto robi. Wpis jest dobry, ale bez błysku.
Ocena: 6/10
Baka - Tu mi się bardziej podobało. Przede wszystkim praktycznie bezbłędna strona techniczna. Mało powtórzeń, jasno zbudowane zdania i całkiem fajne słownictwo powodowały, że nie miałem trudności z wyobrażeniem sobie poszczególnych scen. Znacznie lepiej wykorzystałaś też możliwości obu postaci, przez co Twoje starcie jest znacznie bardziej płynne. Jedyne do czego mogę się przyczepić to zbyt późno wykorzystane shikai oponenta i średnie zakończenie. Poza tym było fajnie.
Ocena; 8/10
Nota Łączna; 7/10 |
_________________ Hate me now.
Netykieta Fan |
|
|
|
 |
^Rada_46

|
Wysłany: 2010-07-15, 10:33
|
|
|
Typowanie Zamknięte.
Ida & Dreod – 27,25 (6,81)
Morra" – 26 pkt. (6,5)
Zwycięża Baka & Dreod!!!
Granty:
Baka: 6000 Ryo
Dreod: 6000 Ryo
Grochu: 3000 Ryo
Pit: 3000 Ryo
Tekkey: 3000 Ryo
Bakushin: 3000 Ryo |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
darmowa reklama
toplista pbfów
 | |
|