|
[DH#2] Drax vs Seikaden |
| Autor |
Wiadomość |
» Drax
Kenpachi

Karta Postaci
Postać: Seiji Hayashi
|
Wysłany: 2010-06-09, 01:23 [DH#2] Drax vs Seikaden
|
|
|
Dramatis personae:
Drax
Seikaden
Drax skrzywił się nieco. Z całego rodu Kendei pragnął pokonać jedynie Kalamira. Powodów było kilka. Chodziło między innymi o jego lekkie podejście do obowiązków kapitana - jedna z najważniejszych dywizji na Dworze wielokrotnie cierpiała przez jego kaprysy i nawet osiągnięcia głowy najbogatszego rodu nie przyćmiły tych „zbrodni”. W dodatku stary Kendei należał do niewielkiego grona osób, które niegdyś pokonały Seiji’ego, zatem w grę wchodziła również duma i ambicja szermierza.
Za to do Seikadena nic nie miał. Uważał go za odpowiedzialnego i utalentowanego Boga Śmierci, który już nie raz udowodnił swoją wartość. Co z tego, że nie powiodło mu się w Ichi Bantai? To najwyraźniej nie był jego profil i tyle. Przecież w Roku Bantai pod komendą Lorgana radził sobie doskonale. Podobnie w obecnej „Czwórce”. Właśnie takich Shinigami Drax potrzebował do utworzenia nowego Seireitei – silnych, inteligentnych i sumiennych. Tymczasem pewnie będzie musiał wyeliminować z szachownicy idealną figurę z jego wizji świata…
Renegat powoli wysunął zwykłe ostrze z pochwy, nie chciał jeszcze używać Zanpakutou. Może uda mu się przekonać medyka do swoich racji? Z Citanem się nie powiodło, ale zawsze można spróbować. Przy czym wykorzystanie silniejszych armat już na samym starcie mogłoby to uniemożliwić.
Jednak to wystarczyło dla Kendeia. Czarnowłosy za pomocą shunpou przeniósł się na bramę i wyprowadził błyskawiczny sztych, lecz tylko własnym mniemaniu. Kenpachi bowiem odbił to uderzenie bez problemu i odciął się zjadliwie, przejeżdżając czubkiem ostrza po przedramieniu tamtego, po czym momentalnie się odwrócił i zablokował potencjalne uderzenie zza pleców. Intuicja go nie zawiodła – Seikaden był zbyt inteligentny by zaatakować mistrza szermierki w tak prymitywny sposób i na początek stworzył iluzję – świetna znajomość kidou pozwoliła mu na wykonanie takiej akcji bez większego problemu, nawet w krótkim czasie – by samemu zaatakować od tyłu.
Seiji chwycił wolną ręką za drugi miecz i zamaszyście ciął, specjalnie jednak robiąc to trochę w wolniejszym tempie, dając w ten sposób rywalowi czas na unik.
- Chyba nie myślałeś, że ci się powiedzie? – Zapytał chłodno, gdy tamten wylądował z powrotem na ziemi.
- Nie. – Przyznał krótko Seikaden – Hadou no. 4: Byakurai!
Niebieski promień pomknął z olbrzymią prędkością wprost ku sercu intruza. Uratowało go jedynie szybkie przeniesienie się kilkanaście metrów wyżej. Oczywiście za pomocą hohou, zwykły unik przy tak szybkim zaklęciu z pewnością by nie wystarczył.
- Bakudou no. 61: Rikujōkōrō! – Na twarzy arystokraty nie pojawił się nawet cień satysfakcji, gdy sześć snopów światła uwięziło buntownika. – Hadou no. 58: Tenran! – Z jego dłoni wystrzeliło tornado, a ofiara odfrunęła bezwładnie daleko w przestworza.
Kumori wiedział, że ten zabieg niestety nie wystarczy, by zakończyć walkę. Hayashi z pewnością wróci za moment rozdrażniony i tym razem użyje mocniejszych argumentów siłowych. Udało mu się jednak uzyskać te parę minut, a w obecnej sytuacji to naprawdę wiele znaczyło. Kalamir powinien szybko sobie poradzić z Trawusem, o ile ten się znacząco nie wzmocnił na wygnaniu, i dołączyć tutaj do niego. Postać brata, głowy rodu, u boku z pewnością przechyliłaby szalę na korzyść Kendeiów.
Kolejny wybuch energii z drugiego pobojowiska wywołał spory podmuch wiatru, porywając czarne włosy medyka do chaotycznego tańca.
***
Dopiero po kilkudziesięciu sekundach Draksowi udało się zapanować nad własnym ciałem. Utworzył pod stopami mostek Dairogu i sunął jeszcze po nim następną chwilę, nim całkowicie zahamował. Zaklął szpetnie i skupił się na wyczuciu energii duchowej oponenta – w trakcie lotu całkowicie stracił poczucie kierunku, a w dodatku było ciemno. Wschód słońca miał dopiero nadejść, świat ledwo zaczynał szarzeć.
Znajdował się dobry kilometr nad ogarniętym zamieszkami i ogniem miastem Shinigami. Na tą wysokość nie docierały już pojedyncze odgłosy walki, a jeden ogólny krzyk, łomot i szum. Gdzieniegdzie można było wyczuć silniejsze dusze. Wreszcie udało się odnaleźć także energie Kalamira i Trawusa – wydzielali jej tak sporo, że było to znacznie prostsze zadanie od wyszukania profilu wyciszonego łapiducha.
Drax wykonał młynka dwiema katanami. Jak on nienawidził walczyć z magami! Przy nich zawsze trzeba było kombinować, używać podstępów i nieustannie uważać na ich przeklęte czary. Mało który przystępował do starcia w bliskim kontakcie. Całkiem słusznie, biorąc pod uwagę, że taka strategia w walce z Kenpachim była prostą drogą do przegranej, może nawet śmierci. Niemniej, dla niego samego, było to strasznie irytujące. A to już był drugi elitarny użytkownik kidou, z którym musiał się mierzyć tej nocy! Zabawnie będzie, jak jego następnymi przeciwnikami okażą się Fokus i Cyclops.
Cholernie zabawnie…
Skupił się i wystartował z powrotem, po drodze wchodząc w trans Omonjunsei.
***
Czarna postać niczym pocisk spadła z nieba i bez chwili zwłoki zaatakowała drugą sylwetkę, w ostatniej chwili zmieniając kierunek natarcia z frontalnego na bardziej ukośny, flankujący. Nastąpiło kilka przekleństw, gdy potencjalna ofiara rozpłynęła się w powietrzu*. Potem przyszedł czas na prawdziwą feerię świateł i huków – Seikaden, już prawdziwy, niczym kanonada bombardował zaklęciami hadou przeciwnika*, aczkolwiek ten przemieszczał się z miejsca na miejsce, w pełni wykorzystując swoje umiejętności w sztuce hohou. Energetyczne pociski i fale wyrządzały w zasadzie szkodę tylko otoczeniu i wkrótce plac przed bogatym pałacem rodu zmienił się w istne pobojowisko. Nie wiadomo, jak długo by to wszystko trwało, gdy nagle powietrze rozdarł przeogromny huk, niemający nic wspólnego z ofensywą Kumoriego.
Waląca się ściana jednego ze skrzydeł pałacu to sprawka Kalamira, bądź Trawusa. Prędzej tego drugiego… Stary Kendei, dumny centuś, nigdy by sobie nie pozwolił na takie zniszczenia własnej posiadłości.
To zdarzenie odniosło także istotny wpływ na drugi pojedynek. Seikaden, lekko zdekoncentrowany, na parę sekund przerwał ostrzeliwać fechmistrza, a Seiji nie mógł nie wykorzystać takiej okazji – momentalnie znalazł się przed medykiem i ciął obydwoma ostrzami na raz, żłobiąc w jego klatce piersiowej znak charakterystyczne „X”… Tym razem nic się nie ulotniło, nie rozwiało, nie rozmyło… To nie była żadna iluzja. Kumori Kendei oberwał naprawdę i teraz cofał się, jednocześnie przykładając rękę do rany. Leczył się, uważnie wlepiając jednak wzrok w Hayashi’ego w oczekiwaniu na choćby najmniejsze drgnięcie uprzedzające kolejne natarcie. Takowe jednak nie nadchodziło… Drax świadomie dawał mu się uzdrowić. Ale dlaczego?
- Zdajesz sobie sprawę, że właśnie mogłem cię zabić, prawda? – Pytanie szermierza zostało zadane w tonacji retorycznej, więc Siekaden nie miał zamiaru zniżać się do żadnej odpowiedzi. Tym bardziej, że ów miał rację – tamta chwila dekoncentracji mogła kosztować Kendeiów sporo… To się nie może powtórzyć!
- Pewnie się zastanawiasz, dlaczego pozwalam Ci zasklepić sobie rany. – Bardziej stwierdził, niż zapytał Kenpachi.
Tym razem za odpowiedź służyło skinięcie głowy.
- Nie chcę cię mieć za wroga, Seikaden. Jesteś wzorem Shinigami. Tacy jak ty mogliby być fundamentami przyszłego Dworu Czystych Dusz! Myślisz, że mam zamiar niszczyć Seireitei z tą bandą śmierdzących kretynów z Rukonu? Z nimi chlewy i burdele można podbijać, a nie miasto Bogów Śmierci! Oni są niczym, nawet nie narzędziem, jedynie chwilowym środkiem skazanym na zgubę, jak zapałki. – Drax wypowiadał te słowa z prawdziwą pogardą na twarzy… wręcz można by pomyśleć, że mówi szczerze – To na was, na takich jak Ty chcę zbudować przyszłość Dworu, Dworu o takiej potędze, że bandy z Zaraki i okolic będą trzęsły portkami na samą myśl o wojownikach dzierżących Zanpakutou. Ba! Nawet monstra z Hueco Mundo będą jak najrzadziej wychylać maski ze swoich nor. Trzeba się tylko pozbyć słabych jednostek w tym toczonym chorobą organizmie, a luki zapełnić świeżymi Shinigami, godnymi noszenia tej nazwy…
- I dlatego zamordowałeś Citana Uzuki? – Przerwał tą patetyczną przemowę Kumori, gdy tylko zakończył leczenie.
- Nie chciałem, ale to było niezbędne do realizacji mojego planu. Odmówił propozycji, którą teraz składam tobie… Przyłącz się do mnie, Seikaden.
Arystokrata milczał przez chwilę, zerkając w stronę boju toczonego przez brata. Bez problemu można już było odczuć spadek reiatsu Hiroshiego, przy czym to należące do ekscentrycznego ex-kapitana Juu-Ni Bantai wcale nie malało. Czarnowłosy przeniósł spojrzenie z powrotem na Draksa i uśmiechnął się lekko.
- Wiesz, Drax… Zawsze twierdziłem, że Komandor jest osobą, którą należy naśladować.
Kenpachi przechylił lekko głowę, mrużąc oczy.
- Ostrożnie, Kendei. Wcale nie musimy walczyć, zastanów się lepiej.
- Owszem, nie musimy. Wystarczy, że opuścisz to miejsce. Albo umrzesz. Mnie to jedno.
- Istnieją też inne opcje. Po prostu usunę cię z drogi. – Warknął intruz, chowając do sai dotychczasową broń.
Na ich miejsce trafiło Zanpakutou.
Siekaden wszelako nie miał zamiaru czekać na ofensywę rywala, momentalnie odpieczętował swojego Zabójcę Dusz, a następnie, bez chwili zwłoki, aktywował kolejne stadium miecza:
- Ban kai! Shukensha Shisomeanei.
Trzeba było przyznać, że widowisko nie było przeznaczone dla wrażliwych serc. Krzyki cierpienia dochodzące z wirujących globusów, nagle w zadziwiający sposób podobnych do czaszek, budzący ciarki mrok otaczający Kendeia, a to wszystko doprawione ponurą scenerią zimnego świtu. Niejedna istota o słabszych nerwach zemdlałaby ze strachu… Doprawdy przerażające.
Lecz nie dla Kenpachiego. Wojownik wykonał lekki rozkrok i odpieczętował shi-kai. Nie mógł zbyt mocno szastać swoją mocą… Już i tak stracił jej część w poprzedniej walce. Co prawda, miał do dyspozycji parę „dopalaczy”, które zabrał Keitou, lecz po Kumorim jego drogę do zwycięstwa zastąpią inni, choćby Kalamir Kendei. Bo przecież nie było możliwości, by przegrał z Kasaiem.
Tymczasem aktywacja Zana Seikadena dokonała się już w pełni. Zrobiło się jakby trochę ciemniej, a przed Draksem stanęło ośmiu… osiem stworzeń, dzierżących różnorakie rodzaje broni. Sam medyk przywdział zabawny strój odsłaniający klatkę piersiową… Hayashi prędzej by złamał swoje ostrze niż założył na siebie coś takiego.
Pierwszy zaatakował ten z młotem. Zmiażdżenia czaski, Seiji uniknął zgrabnym pół piruetem, lecz jego kontrę powstrzymała czarna katana, natychmiast poparta białą, z drugiej strony identyczny duet. Uderzenia zostały jednak sparowane a dwa złote no-dachi wbiły się w ziemię, gdy ich użytkownik próbował zaskoczyć mistrza miecza od góry. Shunpou…
- Nieźle. – Przyznał Kenpachi, stojąc w jednym z lejów po jakimś zaklęciu ofensywnym.
No-dachi natychmiast ku niemu ruszyły, wraz z młotem. Od tyłu starał się za to podejść topór.
- Nic z tego!
Drax z ogromną prędkością skoczył ku temu ostatniemu i wykonał zgrabne salto, dzięki czemu uniknął poziomego cięcia ogromnym ostrzem, a wylądowawszy za plecami stworzenia, wbił mu Zanpakutou między łopatki. Pozostałych siedmiu wojowników zaatakował piasek, krępując ruchy i uniemożliwiając składny atak.
- Isei Satsugai. – Krótka komenda Kumori’ego natychmiastowo odmieniła sytuację.
Czarne istoty jakby nabrały nowych mocy, bez problemu wyzwoliły się z objęć piachu i skoczyły z furią do następnego starcia. Seiji został zmuszony do defensywy, nie mogąc nawet wyprowadzić jakiejkolwiek kontry. Uniki, piruety i migoczące kroki zdawały się na nic – siódemka cieni w mig znajdowała się przy nim, atakując raz po raz.
Seiji zaklął szpetnie i, parując kolejne uderzenie naginaty, przywołał na pomoc piasek, by odepchnąć przynajmniej część napastników. Wściekle wirujące ziarenka nie wywierały jednak żadnego efektu na walczących.
Naraz naginata i młot rozstąpili się na boki, robiąc miejsce… toporowi. Rozpędzony wojownik wparował z subtelnością lokomotywy w Szermierza, tnąc odgórnie. Cios został sparowany, lecz niesamowicie potężny impet natarcia odrzucił cel na pobliski mur.
- Bakudou no. 63: Sajo Sabaku. – Kumori wtrącił się do walki, energetycznym łańcuchem oplątując ciasno ramiona rywala, po czym zaczął odmawiać skomplikowaną inkantację.
Energia Hayashi’ego eksplodowała momentalnie – renegat nie wiedział, jakie zaklęcie szykuje Kendei, lecz skoro musiał się na nim aż tak koncentrować, z pewnością do słabych nie należało. Co prawda, zmęczenie medyka także musiało robić swoje, ostatecznie wcześniej rzucał czarami jak z rękawa, bez żadnych wspomagających słów. Nawet moce mistrza są w jakiś sposób ograniczone. Niestety, nie tłumaczyło to, dlaczego cieniste stwory nie podchodzą bliżej do skrępowanej ofiary… Tylko jedno mogło go uratować, skoro więzy nie chciały puścić.
- Ban…
- Hadou no. 88: Hiryugekizokushintenraizo!
Gigantyczny niebieski pocisk przypominający nieco smoka runął na Fechmistrza. Huknęło nieziemsko.
Przynajmniej mam efektowną śmierć… – zdążył pomyśleć Kenpachi nim nadeszło nieuniknione…
***
A jednak żyję – tak brzmiało pierwsze zdanie, jakie przepłynęło przez umysł Draksa, gdy po szoku poczuł własne ciało. Faktycznie, żył, lecz rzeczywistość i tak przedstawiała się w najczarniejszych barwach. Nie wiedział ile miejsc ma połamanych, ile było poparzonych, a z ilu krwawił. Po prostu było źle, bardzo źle. Nie miał nawet sił, by sprawdzić, czy ostały mu się jakieś dopalacze, czy pigułki energetyczne… Prawdopodobnie jednak unicestwiło je wraz z większością górnej części ubrania.
To nie miało tak wyglądać! Seikaden miał przejść na jego stronę bądź zostać wyeliminowanym! Tymczasem pieprzony medyk… Konował!, niemalże go zabił… Ironia losu, cenzura jej mać!
Nie, to się tak nie skończy! Wygra z tym skurwielem, choćby to była ostatnia rzecz w jego w życiu, ostatnia wygrana Kenpachi’ego.
Jego dłoń wciąż dzierżyła Zanpakutou… mimo wszystko. Mimo, iż zawiódł siebie i swojego duchowego nauczyciela.
- Yusaburu, potrzebuję wsparcia. – Szepnął Seiji, wpatrując się w ostrze.
Pomoc została udzielona.
Terusuban.
***
Kumori westchnął jedynie, gdy poczuł silnie emanujące reiatsu dochodzące z miejsca, gdzie pewnie znajdował się teraz Kenpachi… gdzie teraz powinien umierać Kenpachi.
No tak, nie może być tak prosto… silne zaklęcie i już… Seiji nigdy by nie zabił komandora, gdyby padł po czymś takim. Trzeba było się bardziej postarać.
- Hachihyaku Shukensha Shisomeanei.
Po chwili legion cienia i jego dowódca spoglądali z uwagą w kierunku zbliżającego się tornada energii.
***
Drax nawet nie pamiętał momentu, kiedy odpieczętował bankai. Chyba jakoś w trakcie powrotu na pole bitwy… Jego myśli absorbowała jedna jedyna myśl – odwdzięczyć się pięknym za nadobne. Nawet setka nowych przeciwników nie zrobiła na nim wrażenia.
Spojrzał tylko na Kendeia i zacisnął dłoń na rękojeści przyjaciela.
- Toraba-su Kouin, Kagirinai Yusaburu.
Senkai. Do tej pory nie używał go w prawdziwej walce.
Wirujący piach otoczył cały plac, na którym znajdowali się walczący. Seikaden poczuł się nieco dziwnie, lecz nie miał zamiaru czekać na efekty mocy wroga i wysłał do ataku maksymalną ilość wojowników, jaką mógł.
Ruszyli jakoś nieznośnie wolno, jak muchy w smole… Tymczasem Kenpachi w błyskawicznym tempie pokonał dzielącą ich odległość, całkowicie ignorując dywizje cienia… Nie, nie ignorując. Dopiero po paru sekundach Kumori zdołał zauważyć, jak jego podwładni zranieni padają na ziemię. Co się z nim do cholery działo?!
Drax otworzył usta i chyba coś mówił, lecz słowa docierały do niego nieznośnie powoli. Nic nie mógł z nich zrozumieć. To wszystko jednak stało się nieistotne, gdy miecz przeciwnika utkwił w jego trzewiach.
Ostrze śmignęło po raz drugi, odcinając mu nogę nad kolanem. Znalazł się na ziemi. Potem chyba Seiji go przeszukał. Tak. Wziął sobie pigułki energetyczne. I porwał część ubrania, by założyć sobie prowizoryczny opatrunek.
Po chwili rzeczywistość wróciła do normy. Jeśli normą można nazwać leżenie na swoim zniszczonym placu, nie posiadając jednej z kończyn i krwawiąc obficie. Zniknęła za to pustynia i wojownicy cienia.
- Przejdziesz próbę, jak twój znajomy, Matheo Keitou. Postaraj się przeżyć, chętnie zmasakruję cię po raz drugi. – Dobiegł go głos gdzieś z boku.
Oby Drozd, Kalamir, albo ktoś inny z rodziny szybko go odnalazł.
Wschodziło słońce.
Uwagi:
W walce nie używam imion wojowników cienia, określając ich nazwami dzierżonych przez nich broni.
* nr 1 - Oczywiście czar iluzji.
* nr 2 - W walce Alexxa z Cyclopsem, ten drugi także bombardował zaklęciami, bez większej taktyki. Uznałem, że Seikaden może podobnie. Nie miejcie mi tego za złe |
_________________ Primus inter pares |
|
|
|
 |
» Seikaden
Zniszczony

Karta Postaci
Reiatsu: 1207.5
|
Wysłany: 2010-06-10, 11:41
|
|
|
Drax agresywnie ruszył w kierunku Kendeia, nim decyzja o oporze trafiła do jego uszu. Pozycja szermierza z dziesiątki niczym nie przypominała zwykłych wojaków. Mimo tak surowej sztuki jaką jest Zanjutsu, promieniowała gracją i swoistym urokiem. Ostrze zanpakutou przecinało powietrze na przedzie figury jaką tworzył Hayashi, po czym rozbijało się o ciało wojownika. Towarzyszył temu niesamowity świst, który mimo swojej błahości paraliżował tych, których Seiji znacząco przewyższał umiejętnościami. Kumori jednak bardziej zaprawiony w tego typu pojedynkach, zareagował natychmiastowo i jak na mistrza demonicznej magii przystało rozstawił przed sobą barierę z czystej energii. Bacząc jednak na zdolności przeciwnika dodatkowo wezwał do pomocy osiem ciemnych sfer swojego shikai. Drax ironicznie się uśmiechnął, kiedy tarcza kidou rozbiła się w drobny mak pod naporem monstrualnego reaitsu, a globus obronny niemal rozpłynął się pod wpływem błyszczącego się ostrza nagasy. Seikaden odskoczył od przeciwnika natychmiast, na odchodne posyłając kulę czerwonej energii prosto w prawie zaskoczonego shinigami. Ten jednak zaledwie lekko przejął się niedbale skonstruowanym zaklęciem i za pomocą migoczących kroków z powodzeniem uniknął szkolnego ataku.
- Dosyć tego antre – wykrzyknął Hayashi i skwitował rechotem – prezentujesz się nieco lepiej niż ten słabeusz Matheo, ale myślę, że twoja krew już niedługo nasyci nieśmiertelne piaski pustyni!
Kumori gorączkowo myślał nad strategią. Trzeba było mu to przyznać, że w planowaniu był doskonały i niejednokrotnie myśl dowódcza ograniczała ofiary na polu bitwy do zera, podczas gdy przeciwnicy kończyli w całkowitej rozsypce. Teraz jednak, oddech śmierci usilnie mącił jego trzeźwy umysł. Nigdy nie miał do czynienia z tak dobrze wyszkolonym przeciwnikiem, mistrzem miecza. Wirujące globusy czekały na mentalny rozkaz, ale ten nie nadchodził. Rozdrażniony czekaniem Seiji z furią uderzył. Seikaden z trudem uskoczył posyłając na ofiarą tarczę utworzoną z jednej z czarnych sfer. Był już na dziedzińcu rodowej posiadłości. Miałeś do tego nie dopuścić odezwał się w jego głowie zimny głos. Zawód to zbyt małe słowo na to co teraz odczuwam. Kendei zadrżał lekko co Drax raczył zauważyć i co spowodowało, że przerwał natarcie. Nie zdradzająca zmęczenia twarz, nawet po walce z Matheo, osobą o randze kapitana, lustrowała każdy centymetr ciała oponenta. Bystre, niebieskie oczy szukały kontakty ze srebrem tęczówek Kumoriego, jednak ten ostatni unikał go jak ognia.
- Słyszałem o tobie wiele. Czyżbym jednak się mylił? Gdzie te chwalebne czyny wyśmienitego wojownika. Czy magiczne sztuczki i armia do pomocy to jedyne na co Cię stać.
Drax ponownie zaczął rechotać, po czym zaczął silnie wlewać w otoczenie swoją energię duchową. Każdy element dworu szlachetnego rodu Kendei ociekał gniewem Anioła z dziesiątki. Nawet mężny wojownik stałby się pod wpływem tej mocy tchórzliwym psem, który jak najszybciej pragnąłby się skryć w jak najbardziej odległej norze. Nie inaczej był w tej chwili z Seikadenem. Oczy prawie zaszkliły się od słonego płynu, a kończyny drżały tak, jakby zrobione były z miliona niespokojnych części, które w krótkiej chwili miałyby się rozpaść. Zimny pot, drobnym strumieniem ociekał ze skroni, łącząc się strumieniem ze łzami. Upadek wojownika, mężnego i walecznego wyglądał właśnie tak. Stojący na przeciw, Anioł niosący śmierć znowu spojrzał z pogardą.
- Myślę, że nie rozwiąże tej sprawy samotnie i w tak słabym stylu.
Nim skończył, postać półlisza w karminowym płaszczu zmaterializowała się na polu bitwy niosąc ze sobą zapowiedź krwawych zbiorów. W tym samym czasie Drax ukazał oczom skruszonego oponenta piękne no-dachi z finezyjnym wisiorkiem uczepionym rękojeści. Z drugiej strony klęczał już Kumori, którego nogi odmówiły posłuszeństwa. Globusy opadły na wyłożoną marmurami posadzkę szlacheckiego dworu, podobnie jak zwierzchnik tracąc wiarę w zwycięstwo.
*
- Mam nadzieję, że to tylko głupi żart z Twojej strony. Marna zagrywka, która ma zmylić przeciwnika. Jeśli zaś nie, to czy TY uważasz się za moje uosobienie!? Śmiesz twierdzić, że władasz mną, Suwerenem Cienia, panem armii 108 wojowników!?
Seikaden milczał, bo na nic innego nie potrafił się zdobyć. Blokada jaką skutecznie postawił Hayashi zniweczyła jego zamiary już w zarodku. Najskromniejszy plan był chybionym strzałem już na starcie. Na nic wiara we własne siły, na nic przewaga ścian dworu, które lodową mocą chłodziły zapał nie jednego głupca, który odważył się porwać na niezawisłość rodu. W obecnej sytuacji, smutny będzie jego koniec.
Świat cienia, powoli zaczął się zapadać. Biała wieża, górująca nad smutnym szarym pustkowiem trwała niewzruszona. Wobec rozrastającej się pożogi i zniszczenia ona była rozwiązaniem. Iskierką nadziei, która zawsze jest, bez względu na sytuacji w jakiej bóg śmierci się znajdzie. Bo zawsze można walczyć. Kiedy jednak nie ma sił...
Kumori siłą woli przywarł do zbudowanego z kości słoniowej tarasu na szczycie wieży. Nikt nie miał do niego wstępu, prócz Nauczyciela. Teraz jednak sprawy przybrały nietypowy obrót. Kryzysowy i tragiczny, jeśli chce się dobrze oddać sytuację. Feniks, jeden z ulubionych pupili Shisomeanei, wzniósł się ponad chmury, czując trwogę jaka ogarnia niespodziewanego gościa. Seikaden podążył wzrokiem za nim, chcąc się jednocześnie oderwać, lecz brakło mu sił. Czuł jak ostatnia nadzieja go opuszcza. Po chwili jednak stało się coś niespotykanego. Światło białej wieży skoncentrowane w majestatycznej postaci złotodziobego ptaka, zajarzyło się z ogromną mocą. Potężny podmuch usunął Kumoriego z białego tarasu i wyrzucił tuż obok tronu, na którym przesiadywał wiekami Nauczyciel. Jasność zaczęła łączyć się z cieniem tworząc ciało doskonałe. Mężczyzna w czarno-białej masce wykrzywił twarz w uśmiechu czując, że uczeń zaczyna pojmować sens całego misternego rytuału. Zwabiony kościstą ręką swojego pana Qilin, wyłonił się zza tronu i gniewnym wzrokiem zmierzył shinigami. Na zlęknioną twarz opadł dar wiary w siebie, a w słabym ciele ponownie zagościła niewyobrażalna siła.
- Dziękuje za pokazanie drogi do zwycięstwa, Nauczycielu.. Zabiję go...
*
Drax z werwą ruszył do ostatecznego ataku, lecz uderzenie potężnym, wydłużonym ostrzem odbiło się od tarczy utworzonej znowu powołanych do życia czarnych sfer. Globusy nie tylko zatrzymały atak, ale także spowodowały, że prawica szermierza zaczęła delikatnie krwawić.
- Nieźle jak na kogoś, kto prawie odszedł w niebyt – odrzekł Hayashi szyderczo i otarł strużkę krwi o czarną szatę.
- Pozwól, że udzielę ci małej lekcji historii. Jest to opowieść, dzięki któremu nazwisko, które noszę jest tak sławne i poważane.
Seiji już miał się roześmiać, jednak pewność siebie jaka biła teraz z tonu Seikadena rozkazała mu wysłuchać tego co ma do powiedzenia. Jego wewnętrzny głos także podpowiadał mu, że chwilowe przedłużenie życia marnego robaka niczego w rzeczywistości nie zmieni.
- Wiedz, że dawno, dawno temu, senior rodu Kendei uczestniczył w poważnej bitwie ważniej niezmiernie dla całego Społeczeństwa Dusz. Mimo, że przewaga ówczesnego, tajemniczego wroga była ogromna, ród Kendei musiał walczyć, jako przykładna elita całego Seiretei. Gdy straty na polu decydującej bitwy były znaczące, wspomniany senior rodu użył całej swojej mocy aby wezwać Taiyoukousen, mistyczne słońce, które leczy rany wojowników na polu bitwy. Niestety, swój wyczyn przypłacił śmiercią. Kalamir, do którego tak bardzo chcesz się dostać, ulepszył tę technikę. Nie muszę mówić oczywiście, że jej sekret powierzył i mi...
Różne są wersje tej historii, jednak, ewidentny dowód jej prawdziwości poznasz już teraz.
- Hadou: Taiyoukousen!!!
Skondensowana energia Seikadena wystrzeliła w niebo, a bezkształtny promień powoli zaczął przypominać pięknego ptaka o trzech ogonach. Stwór zaczął wirować w powietrzu by po chwili eksplodować z ogromną mocą. Światło raziło wszystkich wokół, pomijając twórcę, który tuż będąc tuż pod nim i znając jego moc zachował spokój. Z kanonady snopów światła wyłoniła się jaśniejąca kula i średnicy około dwóch metrów. Drax po przetarciu oczu, spojrzał z podziwem na owoc klanowej techniki. Minęła chwila, a powrócił myślami do zadziwiającego Kendeia, który napastliwie mierzył go wzrokiem. Hayashi nie uląkł się ani na chwilę, ale dostrzegł, że leniwe do niedawna globusy zaczęły wirować z dużą prędkością wokół Kumoriego. Po chwili widać było już tylko ciemne smugi, których wyróżniającym elementem były głowy przypominające wyglądem czaszki. Rozpaczliwy jęk, jaki wydobywał się z ich gardeł przeraził nawet największego mistrza ostrzy w Społeczeństwie Dusz. Drax postanowił spróbować jeszcze zranić oponenta, ale utworzona wokół niego ciemna sfera skutecznie mu to uniemożliwiła. Nagle kula zaczęła się rozszerzać zaskakując nieco shinigami, który nic o tej dziwnej i zagadkowej przemianie nie słyszał. Eksplozja, która targnęła solidnym dworem chwilę potem odrzuciła Draxa, który jednak wykorzystał swój atut jakim jest całkowita kontrola piasku. Mimo iż jedno ziarno nie zdziała nic, to miliony milionów potrafią stworzyć niezwykły możliwości w ataku jak i w obronie. Piaskowa tarcza uchroniła pana pustyni przed wybuchem jednak dwie bliźniacze katany wojowników cienia rozbiły ją z powrotem na drobne ziarenka. Hayashi ponownie wyraził podziw, a jego usta ozdobił uśmiech.
- Nareszcie zacząłeś walczyć jak prawdziwy shinigami. Niemniej, przyjemność z pokonania cię wciąż będzie należeć do mnie.
Seiji po wykrzyczeniu kilku słów ruszył wraz ze swoim opiekunem do błyskawicznego ataku. Ostrzem swojego potężnego no-dachi uderzył w Yuubu, wojownika uzbrojonego w młot. W myśl strategii im większa broń tym wolniej nią ruszać, Drax, pewnym skuteczności ataku nie baczył na odkryte flanki. Jakież było jego zdziwienie, gdy wielki kafar wykręcił obrót niczym wiatrak dezorientując zaskoczonego shinigami, który z trudem odparował miażdżące uderzenie. Złote no-dachi Kogane zaatakowały z prawej, a szkarłatna kosa z lewej strony. Naginata Gaibuna postanowiła zaskoczyć od tyłu ale tego miejsca pilnował Yusaburu, który potężnym wybuchem reiatsu odrzucił nacierający cień. Seiji idąc śladem nauczyciela rozkręcił się niczym wirnik i zabójczym ostrzem własnego miecza ranił broniących się wojowników. Zapomniał jednak, że mózg całej akcji znajduje się gdzie indziej. Nim zorientował się, że Seikaden zaczyna przywoływać zaklęcie z ósmego kręgu, było już za późno.
- Hadou 88: Hiryugekizokushintenraiho!
Ogromnych rozmiarów wiązką energii duchowej pomknęła prosto w zaskoczonego Draxa. Jego ostatnie słowa, utonęły w ogłuszającym huku, który rozniósł się echem po okolicy. Warstwa piasku wzniesiona w powietrze w wyniku fali uderzeniowej opadła z powrotem na ziemię i przykryła szczątki tego co zostało z Hayashiego, dobrego wojownika, wspaniałego szermierza.
- Nie spisuj mnie jeszcze na straty, Kumori Kendei.
Srebrnooki shinigami poczuł na swoim karku oddech powracającego z niebytu. Odwrócił się i minimalnie szybciej od Draxa przyzwał wojownika, który zdołałby go obronić. Dwuręczny miecz okazał się być dobry w defensywie, jednak błyskawiczne ataki smoczego szału zostawiły go daleko w tyle. Strzępy jego szaty i pozostałości ciemnej materii rozpłynęły się w powietrzu. Piaskowy pan kończył właśnie łatać ogromną dziurę w okolicach klatki piersiowej i brzucha. Seikaden nie dowierzał własnym oczom. Milczenie w dość głupiej pozie przerwał słowami Drax:
- Kagirinai Yusaburu pozwala mi zjednoczyć się z piaskiem, co jak widzisz przydaje się w takich chwilach. Ciekawe czy twoja ósemka – spojrzał na niedawne miejsce po zmasakrowanym wojowniku – przepraszam siódemka da sobie radę. Walczmy!!
Surowa i niebezpieczna moc pustyni uosobiona w postaci Kenpachiego uderzyła z nową niewyobrażalną siłą. Pomimo doskonałej synchronizacji pozostałej na polu bitwy siódemki, szala zwycięstwa przechylała się niechybnie na korzyść szermierza z dziesiątki. Kolejna strategia obrony i szybka kontra musiały przyjść natychmiast, tym razem bez pomocy duchowego nauczyciela. Seikaden pozostał sam na polu bitwy, uzbrojony jedynie w kidou i własny spryt. Postanowił unikać bliskiego kontaktu z Draxem, bo wiedział, że na bliskim dystansie nie ma większych szans. Posłał cienie z lawinowym atakiem na Hayashiego, lecz ten szybko odparł wszystkie siedem oręży i przeszedł do kontrataku. Srebrnooki Kendei wykorzystał moment aby tym razem lepiej przygotować zaklęcie.
- Maska krwi i ciała, wszystkie stworzenia, trzepotanie skrzydeł, wy, którzy nosicie imię Człowieka! Na ścianie niebieski płomień, wpisany w podwójny lotos. W otchłani pożar, poczekaj na niebie samym!
- Hadou 63: Soren Sokatsui!
Dwa niebieskie promienie wystrzeliły z ogromną prędkością w kierunku Draxa, który w ferworze walki prawie zapomniałem o błyskotliwym władcy arkanów kidou, który jest jego prawdziwym przeciwnikiem. Wojownicy posłusznie odskoczyli od przeciwnika zgodnie z wolą Kumoriego. Hayashi z powodzeniem uniknął jednego z promieni, drugi zaledwie drasnął jego lewe ramię. W momencie, w którym najmniej się spodziewał cienie po raz kolejny przystąpiły do ofensywy. Seiji wiedział jednak, że marnowanie sił na zabawę z lalkami to główny zamysł pana marionetek. Wykonał diabelski piruet ze swoim zanpakutou i tym odstraszył cienie, które nie chciały podzielić losu odesłanego w niebyt. Właściwie, to wola Seikadena nie mogła pozwolić na żadną już stratę, bo każdy zbrojny mniej przybliżał go do porażki. Drax wyczuł intuicyjnie chwilę zawahania i z szybkością godną Matheo Keitou ruszył na uzbrojonego zaledwie w zapieczętowane zanpakutou Kendeia. Na poczekaniu rozstawiona bariera o prostokątnym kształcie była zaledwie papierową kartką dla nacierającego oponenta. Kumori odskoczył wysoko, jednocześnie miotając czerwone kule energii z dużą prędkością wierząc, że to choć na chwile zatrzyma zabójczą szarżę. Mylił się. Kenpachi był już przy nim i korzystając ze swoich fenomenalnych umiejętności fechtunku wyprowadzał serie cięć, które całkowicie zepchnęły Seikadena do defensywy. Po chwili, ku zdziwieniu niedawnego obrońcy odskoczył nieco do tyłu. Silna emanacja własnym reiatsu ponownie sprawiła, że legendarne Feareiki ponownie nasyciło strachem otoczenie. Cienie nawet nie próbowały atakować. Były zaledwie wolą Kumoriego, która zdaje się znowu zaczęła kruszyć od podstaw. Nagle stało się coś dziwnego. Wszechobecne ziarenka piasku wzniosły się i utworzyły sferę, która szczelnie otoczyła dwór, gdzie odbywało się starcie tytanów.
- Senkai: Toraba-su Kouin, Kagirinai Yusaburu – wypowiedział Drax, tym razem ze spokojem w głosie – pokażę ci teraz ciekawą technikę, przed którą nie ma obrony.
Kendei po tej groźbie mocniej chwycił rękojeść i starał się odbudować to, co niedawno skruszone zostało przez strach. Feniks jego opiekuna ponownie wzniósł się w powietrze przypominając, że słońce jego przodków ciągle jest na niebie i wlewa otuchę w każdego wojownika. Pan Yusaburu jak obiecał, ruszył do ofensywy. Dziwnym było jednak to, że jego styl nie zmienił się ani o jotę. Nie było w nim nic co zwiastowałoby nowość. Nic dostrzegalnego na pierwszy rzut oka. O cztery cięcia za dużo trafiły Kumoriego, który zaczął wreszcie odczuwać moc Cięcia Sędziwych. Drax przystopował aby spojrzeć na owoc swojej techniki. Ruchy jego przeciwnika straciły dynamikę, a dobicie było tylko formalnością. Pamiętał, że musiał się spieszyć, bo utrzymywanie tej formy wymagało ogromnej ilości energii. Z zamysłem kolejnego, kończącego ataku powoli ruszał w kierunku nieco zgrzybiałego Seikadena, który szeptał coś do siebie.
- Nie słuchałem cię, gdy aktywowałeś moc swojego bankai. Teraz, popełniasz ten sam błąd jaki ja popełniłem.
Po wypowiedzeniu lekko drętwej i moralizatorskiej formułki rozdarł lewy rękaw szaty i oczom Draxa ukazał się sznur kamieni. Siedem z nich jarzyło się szafirowym blaskiem.
- Zaledwie siedem, bo jednego władcę cienia zniszczyłeś. Zastanawia mnie jednak to, czy poradzisz sobie z ponad setką. Taki znakomity szermierz!
- Hachihyaku Shukensha Shisomeanei!!
Sznur korali zapalił się teraz z całą mocą, a poległy wojownik wrócił z nicości. Cała ósemka zaczęła szeptać jednogłośnie inkantację. Piaskowa sfera została zastąpiona przez mroczną kulę stworzoną z ciemnej materii. Chwilę potem, głosy dowódców dywizji cienia wykrzyczały numery swoich podwładnych i na obrzeżach utworzonego gmachu pojawiło się dziesięć dziesiątek nowych zbrojnych. Drax otoczony zewsząd przez chętnych do walki wrogów zaczął odczuwać lekki niepokój. Zdany był tylko na kombinację, którą uważał za ostateczną. Spojrzał z trwogą na wisiorek w kształcie klepsydry i przypomniał sobie o woli Seikadena, którą śmiało mógł nazwać kolosem na glinianych nogach. Postawił wszystko na jedną kartę.
- Seishou Kushin.
Wisiorek rozbity na kawałki zwiastował atak duchowego bólu. Drax widział wszystko jakby w zwolnionym tempie, gdy łzy Kumoriego zaczęły powoli skapywać po policzku. Na twarzy widoczny był paskudny grymas, który po chwili, ku zdziwieniu Hayashiego zamienił się w szyderczy uśmiech. Czarno-biała maska przyozdobiła twarz Kumoriego, a nienaturalnie wyglądające usta zaczęły poruszać się tworzą sylaby i potem zdania.
- Myślisz, że ja Pan Śmierci, Suweren Cienia, poddam się tak błahej umiejętności?! Precz z tego umysłu!
Seikaden padł na kolana, a maska wyparował z jego twarzy. Seiji stał jak wryty, zupełnie tak, jakby to on odczuwał skutki swojej własnej umiejętności. Wbił zabójcę dusz w podłoże i przyklęknął, jakby modlił się do jakichś prastarych bogów, będących ponad wszelkimi bytami. Mimo, że walka z Matheo była raczej spacerkiem, to brak pełnej mocy może zadecydować o wygranej lub przegranej tego pojedynku. Z drugiej strony, Kumori ocierał łzy z twarzy będące jedyną pozostałością duchowego ataku. Wiedział, że przeciwnik ma jakąś broń w zanadrzu. Czekał tylko, aż zegar ruszy i odliczy czas do ostatecznego rozliczenia. Powstał dumnie z ziemi i zaczął koncentrować pozostałą energię do ostatecznego ataku. Starał się oczyścić swój umysł, uwolnić od gniewu i smutku, wszelkich negatywnych emocji. Naprzeciwko Drax szeptał coś do siebie. Ogromna tarcza zegarowa zmaterializowała się tuż nad nim. Kendei nie był dłużny jeżeli chodzi o sztukę przywołań. Coś w rodzaju skrzydeł wyrosło z jego barków, aczkolwiek był to twór nieco bardziej bezkształtny i na pewno niematerialny. Co chwile zapalał się by po sekundzie ukazać się w kolorze czerni. Seikaden czuł moc i niewyobrażalną siłę pulsującą w jego ciele.
- Podczas gdy ty modlisz się do bogów o zwycięstwo, ja przyzywam na pomoc Ostrze Jedynego Boga. Czas to kończyć!
Zegar ruszył. Armia dowodzona przez ośmiu generałów stanęła murem przed swoim władcą ostatecznym. Drax wiedział, że dziesięć sekund w zupełności wystarczy aby skończyć pojedynek i odesłać cień tam skąd przybył. W jednej sekundzie Hayashi zmiażdżył dwie dywizje w akcie smoczego szału. Trzy kolejne sekundy wystarczyły aby rozbić w drobny mak pięć kolejnych. Mimo, że fizyczność całego świata została zatrzymana, myśli nadal biegły swoim rytmem. Seikaden, mimo że nie odbierał prawidłowo żadnych bodźców, nadal koncentrował się na tym, że jego celem jest ochrona pięknego świata przed tymi, którzy chcą go zniszczyć, zaburzyć jego równowagę. Nie słyszał żadnego z jęków niszczonych cieni. Umysł nie zmącony smutkiem, ale napełniony mądrością czuł, że wszystko dzieje się dla dobra ogółu. Tymczasem Drax w ósmej sekundzie swojego ataku dobijał ostatniego z cieni, nieszczęśnika dzierżącego kosę. Pewny zwycięstwa, ruszył...
Ostatnim śladem pojedynku, który rozpadł się na milion świetlistych drobin, było lodowe słońce rodu Kendei. Tuż przed nim rozpłynął się miecz Seikadena, pozostawiając w klatce piersiowej Kenpachiego dosyć sporych rozmiarów otwór. Ze świadomości obu wojowników nie zostało dosłownie nic. Obaj zawieszeni gdzieś w pustce zdawali się dalej walczyć. Jednak fizycznie, to kapitan dziesiątki upadł na ziemię. Puste oczy Kumoriego smutno wpatrywały się w przegraną wielkiego szermierza, na którego skapywały ostatnie resztki życiodajnego Taiyoukousena.
Od autora
1. Na początek, przeprosiny dla mojego przeciwnika, a także dla wszystkich oczekujących za sporą zwłokę w oddaniu wpisu.
2. W razie jakichkolwiek nieścisłości, możecie pisać do mnie. Pewnym jest, że takie się znajdą, bo jak to ujął Starke, mój styl jest czasami nieco dziwny. Czy jakoś tak.
3. Zalecam chociaż dokładną lekturę kart postaci. W walce jest wiele odnośników do niej bez większych tłumaczeń. Mam nadzieję, że się połapiecie na tyle, aby wyciągnąć z wpisu jak najwięcej przyjemności z czytania. Jeśli nie, patrzcie punkt drugi.
Pozdrawiam & Enjoy. |
|
|
|
 |
Pit
Ookami
Karta Postaci
Reiatsu: 1593
Postać: Miyamoto Hizashi-kun
|
Wysłany: 2010-06-13, 02:25
|
|
|
Drax
Wstęp przebiega bez zakłóceń, jasno wyjaśnione jest co twoja postać czuje i co uważa o danych postaciach. Jest ładnie.
| Cytat: | | Czarnowłosy za pomocą shunpou przeniósł się na bramę i wyprowadził błyskawiczny sztych, lecz tylko własnym mniemaniu. |
Wcięło ci słowo "we"?
| Cytat: | | Kenpachi bowiem odbił to uderzenie bez problemu i odciął się zjadliwie, przejeżdżając czubkiem ostrza po przedramieniu tamtego, po czym momentalnie się odwrócił i zablokował potencjalne uderzenie zza pleców. |
Powtórzenie.
Czasem zdarzają ci się opisy tak napakowane akcją, tak długie, że ciężko się je czyta. Aż szkoda, że ni zostały rozbite na krótsze cząstki - było by ci łatwiej uniknąć wpadki. Ot chociażby to:
| Cytat: | | Seiji chwycił wolną ręką za drugi miecz i zamaszyście ciął, specjalnie jednak robiąc to trochę w wolniejszym tempie, dając w ten sposób rywalowi czas na unik. |
Prawda, że w takim zdaniu łatwo stracić błąd sprzed oczu? No i brak ci prostoty:
| Cytat: | | Hayashi z pewnością wróci za moment rozdrażniony i tym razem użyje mocniejszych argumentów siłowych |
Takie rzucanie monetą "dać przecinek czy nie przed "rozdrażniony". Gdy to się czyta, aż się prosi o niego, ale dalej jest część zdania, gdzie go się nie używa. Jednak tym samym zdanie brzmi baaardzo koślawo i "nie-po-Polsku".
| Cytat: | | Energetyczne pociski i fale wyrządzały w zasadzie szkodę tylko otoczeniu i wkrótce |
Brak przecinka przed drugim "i"
| Cytat: | | żłobiąc w jego klatce piersiowej znak charakterystyczne „X” |
I znowu brak
| Cytat: | | Wystarczy, że opuścisz to miejsce. Albo umrzesz. Mnie to jedno. |
E, że co? Okej, może się tego używa, ale dla mnie istnieje wersja "mnie to wszystko jedno".
| Cytat: | | Naraz naginata i młot rozstąpili się na boki |
W angielskiej fonetyce "I" istotnie jest jak "y", ale tutaj jest błąd.
| Cytat: | | Szermierza, tnąc odgórnie |
Dwie sprawy. Czemu szermierz z dużej litery? A druga - "odgórny «pochodzący od władz lub instytucji nadrzędnych» " (Słownik Jęz. Polskiego PWN online). Błędne użycie.
| Cytat: | | Jego myśli absorbowała jedna jedyna myśl |
"masz na myśli fuzję myśli" rzecze Piccolo do Goku w DBGT pl. Zabawne przeoczenie powtórzenia.
| Cytat: |
Ruszyli jakoś nieznośnie wolno, jak muchy w smole…
(...)
Drax otworzył usta i chyba coś mówił, lecz słowa docierały do niego nieznośnie powoli. |
Specjalnie, czy nieznośne powtórzenie?
Aha - końcówka wyprana z emocji, jakby pisana na szybko.
Pierwsza "faza" pojedynku IMO lepsza - czuć dynamikę, obaj walczący niemal pikują na siebie w powietrzu. Przypomina to dobre anime. A potem jakoś ta szybkość ucieka, jak to określiłeś "wszystko dzieje się nieznośnie wolno". Te wszystkie piruety, wiry, przebicia, bombardowania, błyski... ustępuje miejsca brodzeniu w oleju BP. Gdzieś tam pod koniec zgubiłem raz wątek - nie wiedziałem co się dzieje. Niby jest okej, są fajne teksty ale ucieka ten dreszczyk, te emocje. Nawet mówiąc "Join me", nie poczułem nic. Ot "cho do mnie, będę królem". Albo za mało sugestywnych opisów (w tym przypadku), albo z nimi przekombinowanie nie tam gdzie trzeba. W walce każda akcja w anime pokazana jest jakby na oddzielnym kadrze - nie w skomasowanej brei linii - chyba, że te akurat ciosy są nieistotne. Ale jeśli jest jakiś ważny sztych, jakiś blok, "najazd kamery na siłujące się ostrza" to SKRACAJ TE ZDANIA!
6/10 miałeś lepsze walki. Za dużo tych rozwleczonych opisów. Baka umie je robić, bo ma "kobiecy słownik". Tutaj mamy przesyt i stopniowy opad ciśnienia - jak u mężczyzn xD
Seikaden
Wstęp, taaak... wstęp to już walka. Dobrze, jednak mam parę zastrzeżeń. Wszyscy mamy tendencję do rozwlekania zdań tam, gdzie przyda się krótkie. To akcja, czy opis wodospadu? Dopóki to nie są ciosy pełne zawiijasów, szerokie, zajmujące sporo czasu - po co się rozpisywać w jednym zdaniu o czymś, co spokojnie można po Polsku dać w kilku? Nie bój się, we wstępie jest tego mało, bo w większości mają sens. Ale im dłuższe, tym łatwiej o taką wpadkę:
| Cytat: | | rozpłynął się pod wpływem błyszczącego się ostrza nagasy |
Wyjaśnij mi, czy my jesteśmy tak mało domyślni, żeby nie załapać, że to ostrze błyszczy (bez "się" też by było okej) a nie na przykład Drax? xD
| Cytat: | | Ten jednak zaledwie lekko przejął się |
eee... lekko? Dobra, to już czepialstwo;
| Cytat: | | niebieskie oczy szukały kontakty |
literówka;
| Cytat: | | Drax ponownie zaczął rechotać, po czym zaczął silnie wlewać w otoczenie swoją energię duchową. |
powtórzenie;
| Cytat: | | Nawet mężny wojownik stałby się pod wpływem tej mocy tchórzliwym psem, który jak najszybciej pragnąłby się skryć w jak najbardziej odległej norze. (...) Oczy prawie zaszkliły się od słonego płynu, a kończyny drżały tak, jakby zrobione były z miliona niespokojnych części, które w krótkiej chwili miałyby się rozpaść. |
Tryb przypuszczający jak najbardziej okej. Ale czemu aż tyle "się"?
| Cytat: | | Drax ukazał oczom skruszonego oponenta piękne no-dachi z finezyjnym wisiorkiem uczepionym rękojeści. |
Przepraszam, ale ten fragment mnie rozbił xD
| Cytat: | | które lodową mocą chłodziły zapał nie jednego głupca, który |
Raz, że powtórzenie. Dwa - "niejeden", ale nie chcę popełnić tu gafy, gdyż kontekst jest trochę inny. Co nie zmienia faktu - chodzi o formę pisaną łącznie.
| Cytat: | | odbiło się od tarczy utworzonej znowu powołanych do życia czarnych sfer. |
zjadłeś "przez";
| Cytat: | | Jest to opowieść, dzięki któremu |
dzięki której;
| Cytat: | | powoli zaczął przypominać pięknego ptaka o trzech ogonach. Stwór zaczął wirować |
I znowu powtórka, jak w polskiej telewizji w lato.
| Cytat: | | który tuż będąc tuż pod nim |
Niedopatrzenie - babol przy zmianie wersji tekstu.
| Cytat: | | który nic o tej dziwnej i zagadkowej przemianie nie słyszał. Eksplozja, która targnęła solidnym dworem chwilę potem odrzuciła Draxa, który jednak wykorzystał swój atut jakim jest całkowita kontrola piasku. |
O patrz, dając ten cytat wyłapałem tylko dwa razy "który". A tu proszę - TRIPLE COMBO.
| Cytat: |
Dwa niebieskie promienie wystrzeliły z ogromną prędkością w kierunku Draxa, który w ferworze walki prawie zapomniałem o błyskotliwym władcy arkanów kidou, który jest jego prawdziwym |
Word i ctrl + y atakuje. Albo problemy z przeniesieniem portu osoby pierwszoosobowej na konsole trzecioosobowej narracji. Jedziemy z tym dalej:
| Cytat: | | który jest jego prawdziwym przeciwnikiem. Wojownicy posłusznie odskoczyli od przeciwnika zgodnie z wolą Kumoriego. |
Nie uwierzę, że byś tego nie wyłapał, dlatego uznałem, iż błąd leży w skrótach Offica.
"Zanpaktou, cienie, zanpaktou...." - co to, zacięta płyta?
Walka trwa, potem jest już nieco lepiej, kulminacja zapowiada się świetnie, taka psychodelia. Tylko, czy musisz to chrzanić takim masłem maślanym?
| Cytat: | | i odliczy czas do ostatecznego rozliczenia |
No i co ja mam ci postawić? Błędów jak w becie Windowsa, problemy z paroma zdaniami, zjedzone słowa. Jest ich prawie tyle samo, co u oponenta. Finał z kolei mnie trochę rozczarował. Skoro wcześniej dziabałeś tyle opisów, rozpływając się w przeróżnych słowach... dlaczego opisując sto osiem potworów, biegnących na maksa w stronę jednego tylko wojownika... w ogóle nie czuję tego? Gdzie jest ryk? Gdzie drżenie ziemi? Gdzie fala, która swoim ogromem zmiata z powierzchni wszystko, co znajdzie na swej drodze? Nawet armia upiorów z Władcy Pierścieni była głośniejsza.
Czytając twoje przemyślenia i to, że twój bohater "nie słyszał żadnego jęku" tym bardziej byłem zawiedziony. Ale o tym, że Drax biegnąc przed siebie, niczym Mugen, zjechał z 5 oddziałów to nie omieszkałeś napomnieć. Coś jest tu nie tak i to nie są tylko "źle odbierane bodźce".
6/10 - stoisz na tym samym filarze, co twój przeciwnik. Obaj robicie błędy, wynikające zapewne z niedopatrzenia. No i niektóre opisy były toporne. Nic nie mam do tego, że twoja postać mówi nieco archaicznym językiem. Ale czy ty też musisz "pisać tak, nie można się aż połapać co gdzie, aż kiedy jest"?
Słowo na Niedzielę
Może jestem dziwny, ale oczekiwałem, że ta walka to będzie KILLER. Drax na początku dawał radę - o yeah, Kenpachi wpada w przeciwnika jak świder. A potem czar prysnął.
Sei z kolei rozkręcał się powoli - od Taiyoukousena miałem nadzieję na naprawdę świetną walkę. Do tego Drax pokazał wcześniej we wpisie Seika, że też nie jest w ciemię bity ("omg, zmiótł jednego z szermierzy") . A jak pojawiła się ta armia... kurde no, taki motyw zepsuć.
Hero Draxa to wg mnie nieskrępowany niczym maniak walki. A po jakimś czasie okazał się być chodzącym w smole mucholem (i to nie przez tą zagrywkę z czasem czy czymś - bo o było okej) a wykończenie Seia do końca nie było dla mnie pewne. Najpierw myślałem, że to Hayashi oberwał.
Seikadenowa postać jawiła mi się, jako potężny generał, który podczas wojny z jakimś tam klanem renegatów przybywa na pole bitwy, staje przed armią wojowników, używa ban-kai i jest pozamiatane. Taki "tru badass, który sam może wygrać wojnę". No i w końcu to Kendei, tak?
Może wy macie inne wyobrażenie o waszych postaciach, ale ja po prostu się w pewnym momencie zawiodłem. |
|
|
|
 |
» Kuyicha Lee
assasyn

Karta Postaci
Reiatsu: 543,5
|
Wysłany: 2010-06-21, 21:41
|
|
|
Po pierwsze. Ujemny punkt za obrazę mojego kapitana. OBAJ :P
Drax
Hm… to może zacznę od tego co mi się podoba:
- Twoje podejście do walki z Sei. Skrupulatnie kontynuujesz zamierzenia z DH i wcale nie chcesz zabijać jednego z przyszłych towarzyszy, a przekabacić go na swoją stronę.
- Powiązanie tej walki z toczącym się nieopodal „fikcyjnym” pojedynkiem. Ciekawe zagranie, które wskazuje że to co dzieje się na placu wcale nie jest odcięte od reszty świata
- Szybkość pojedynku w postaci błyskawicznej wymiany, na początku zaklęć a później ciosów z wojownikami cienia. Potężny Kenpachi trzymany na dystans.
- Opis przejścia do stadium bankai i pominięcie shi-kai. W tak potężnej walce nie ma czasu na certolenie się z pomniejszymi stadiami, chociaż przyznam, że taka walka również mogła by być ciekawa.
- Akcja, akcja, akcja.
To co mi się nie podobało:
- Zdecydowanie kiepska końcówka. Rozumiem, że jesteś na wyższym poziomie ale pokonanie kogoś takie jak Sei, tak szybko obniża wartość tego pojedynku.
- To ta walka była tuż przed świtem? Mi się wydawało, że jest już dawno dzień ale mogłem coś pokiełbasić.
Ogólnie walka zaczyna się bardzo dobrze. Nie ma żadnych odskoków w bok tylko cały czas akcja, jak to w DH. Niestety zbyt po macoszemu podszedłeś do końcówki, która psuje moje wrażenia. Trochę kręci mi się w głowie więc wyliczę tylko niektóre błędy ortograficzne:
- czasami zła interpunkcja, ale nie razi to w oczy
- nie z czasownikami oddzielnie, a z przymiotnikami razem
- Siekaden? xD
- no i jeszcze kilka literówek „czaski”
Ogólnie nie było tak źle. Uważam, że potrafisz pisać lepiej ale kładę to na karb braku czasu. Walka jest naprawdę dobra, ale jakby za mało. Sei mógłby wykorzystać ten znacznie większy wachlarz kidou
Ocenia 7.5/10
Seikaden
Podoba mi się wykorzystanie unikalnej umiejętności twojego przeciwnika, która odebrała ci chęć do walki. Zastanawiałem się czy któryś z was jej użyje. Ciekawa jest też późniejsza zmiana stron i cień strachu na obliczu Kenpachiego. Wyrzucenie Seijego z umysłu po prostu miód. To chyba mój ulubiony fragment wpisu. No i końcówka. Trochę ekscytująca i pobudzająca do dalszego czytania, ale niestety chaos jaki się w nią wkradł zniszczył ten miły efekt. Fajny jest też sposób użycia kidou, że nie jest taki bezpośredni ale dla laików jak ja rozróżnianie poszczególnych czarów stanowiło problem. Nie obniżę ci jednak oceny za własne „wady”. Ogólnie prawie pełne wykorzystanie waszych zdolności świadczy, że był to pojedynek na najwyższym poziomie.
Natomiast z całkowicie odwrotnej strony nastawienie Draxa jako, w pewnym sensie, napastliwego brutala nie pasowało mi do tej sytuacji. W swoim wpisie znacznie lepiej oddał obydwie postacie. Także przejście w stadium bankai o ile u Ciebie było zauważalne to u przeciwnika praktycznie w ogóle. Gdzie ten wybuch piasku, który pokryłby całą okolicę? Dlaczego Drax zaatakował twoje dywizje, kiedy zatrzymał czas, skoro mógł się Ciebie pozbyć jednym uderzeniem? Za dużo kontrowersyjnych decyzji.
Ogólnie wpis trzyma cały czas stałą formę. Jest ona słabsza niż początek wpisu Draxa ale lepsza niż końcówka.
Co do błędów technicznych:
- Kilka źle postawionych przecinków jak tutaj: „ Stojący na przeciw, Anioł…”
- sporo powtórzeń „który”
- i mnóstwo innych błędów, które niestety były znacznie bardziej zauważalne niż u przeciwnika.
Walka wydaje mi się, że była by bardziej zacięta, gdyby nie krótkie ryzy czasowe i mnóstwo błędów z twojej strony dlatego jestem zmuszony wystawić ci ocenę
Ocena: 6.5/10 a szkoda bo miałeś naprawdę szansę na zwycięstwo.
Przepraszam ze pewien chaos, ale ostatnio mam kłopoty ze skupieniem się na tym co pisze. |
_________________ Nec Hercules contra plures- i herkules dupa kiedy ludu kupa
Miłość to nie patrzenie w siebie a patrzenie w tym samym kierunku ;* |
|
|
|
 |
» Grochu
Rosomak

Karta Postaci
Reiatsu: 585
Postać: Sid Hiragashi
|
Wysłany: 2010-07-06, 19:24
|
|
|
Drax - Dobry wpis, na wysokim poziomie. To co zawsze mi się u Ciebie podobało to taki rzemieślniczy styl. Nie silisz się na żadne wspaniałe opisy, metafory i niedomówienia. Twoje wpisy to prostota i czysta akcja z maksymalnym wykorzystaniem możliwości postaci. Podobnie jest i tutaj. Wszystko zrobiłeś jak trzeba. Dobre odniesienie się do sytuacji w DH, sporo akcji i coś co muszę pochwalić. Naprawdę dobre dialogi, które nie brzmią sztucznie i wzdęcie, rzadkość. Zdarzały Ci się natomiast błędy techniczne, jak źle postawione przecinki, powtórzenia, czy zbyt długie zdania. Tego wszystkiego ciężko jednak uniknąć. Mam takie dziwne wrażenie, że nie wycisnąłeś jednak wszystkich soków z obu postaci. Szło nadać temu więcej taktyki, użyć wszystkich umiejętności, a tu mamy rach ciach, jebudu i Sei leży. Mimo wszystko, bardzo fajne jebudu.
Ocena; 7/10
Sei - Niestety, nie podobało mi się. Po pierwsze i najważniejsze. Bardzo toporny styl. Jeśli prace Draxa przeczytałem szybko, bezboleśnie i z zainteresowaniem, to na Twój wpis musiałem poświęcić pół dnia, co chwila przerywając czytanie. Zdania są za długie, niektóre przymiotniki niepotrzebne i zbyt wzdęte. Czasem wspominanie o czymś jak coś majestatycznie świeci, tworząc olbrzymią paletę barw jest zbędne. U Ciebie takich zdań, hamujących akcje jest w brud, szkoda. To samo tyczy się dialogów. Musi być tak patetycznie i sztucznie?
Mimo tego starcie jest naprawdę porządne. Lepiej oddane style walki i możliwości obu postaci. Lepsze i mniej oczywiste pomysły, czasem zaskakujące. Szkoda, że wszystko jest w dość mdłym sosie.
Ocena; 6/10 |
_________________ Hate me now.
Netykieta Fan |
|
|
|
 |
» Matheo
Ni Bantai Taichou

Karta Postaci
Reiatsu: 1223
Postać: Matheo Keitou
|
Wysłany: 2010-07-09, 18:46
|
|
|
Drax
Wpis trzyma poziom. Jest ułożony składnie, bez wkradających się niedomówień etc, co bez wątpienia należy zaliczyć na plus. Jak dla mnie największym plusem jest to, że wpis jest jedną wielką trwającą akcją. Coś na kształt finału filmu akcji, gdzie jest masa wybuchów strzelanin i czort wie czego jeszcze. To naprawdę się fajnie czyta i pozostawia dobre wrażenie. Ciekawym zabiegiem jest dążenie do pojedynku z Kalamirem i "fałszywa" walka tejże postaci z płetfusem ex taichou 11th xD. Co do kwestii technicznych wkradają się jakieś literówki przecinki etc. Nie mniej wpis pozostawia pozytywne wrażenie choć stać Cię na więcej, jest w mojej starej odkurzonej skali pomiędzy dobrym a bardzo dobry co znaczy że....
Seikaden
Kumori-Kun masz w łeb. Miałeś niewątpliwą szansę pokonania Draxa, ale schrzaniłeś ją. Wszystko ładnie fajnie, zawsze lubiłem twoje wpisy. Ten jednak trochę odrzuca. Najbardziej odrzucają mnie patetyczne momenty którymi nacechowałeś trochę wpis. Ponadto wydaje mi się zią, że trochę źle oddałeś naszego drogiego Wąs-Draxa. Dialogi są średnie. Co do samego starcia nie mam zażaleń. Jest ono dobrze poprowadzone... Taktycznie i akcyjnie to się trzyma solidnie kupy. Jednak wpis ciężko się czyta. co mi w twoim wypadku zdarza się pierwszy i mam nadzieje, że ostatni. Jest dobrze, ale niestety tylko dobrze.
Teraz tak wybaczcie, że te komentarze są takie kulawe, jednakże nie oceniałem od dawna i wyszedłem z wprawy.
Drax: 7
Sei 6 |
_________________ LA FURIA ROJA |
|
|
|
 |
~Tekkey
Tró Gangsta

Karta Postaci
Reiatsu: 135 [O9T!]
Postać: Unkai Momiji
|
Wysłany: 2010-07-09, 23:57
|
|
|
Drax
Ulala, trzymająca w napięciu konkluzja długiej drogi wygnanego kapitana. Jak do tej pory szanse na resocjalizację nadal wyglądają marnie – jeden po drugim dawni towarzysze odwracają się od powracającego ( jeśli nawet nie w chwale, to przynajmniej z nową potęgą). Spróbuj „przybywam w pokoju!”, ten trik zawsze działa w Holyłudzie. XD
Przedstawiony przez Ciebie pojedynek długi czas toczy się na dość wyrównanym poziomie, nawet pomimo nadal sporej różnicy reiatsu i nieproporcjonalnego nakładu sił z obu stron. Zapewne eliminacja poprzedniej dwójki kapitanów kosztowała więcej, niż Kenpachi skłonny był przyznać. Im dalej w las – znaczy walkę – tym mniej realną groźbą, a bardziej dokuczliwym niuansem, stawały się ataki Seikadena. A sięgnąłeś dotąd jedynie po Shikai.
Wpadło mi w oko w jakiej formie aktywuje się zdolność Shisomeanei – prawdziwe szczęście, że akurat tych dwóch zostało uwięzionych na tyle blisko siebie, by zetknąć rękojeściami swe miecze. + czy ich bronie nie miały być od tego momentu eteryczne? Nie mam pojęcia jak miało to w zamyśle samego posiadacza funkcjonować, ale marzyła mi się w tym miejscu niezła kontra na Twe szermiercze uzdolnienia. Ale to drobiazg właściwie.
I w tym momencie wtręt cudownego zmartwychwstania Kyoujaku, człowieka-młota. Upiory wydają się posiadać wiele cech typowych dla ludzkiej anatomii. Na przykład to, że zabite -umierają. W podmuchu czarnego dymu wprawdzie, ale jednak. Przynajmniej aż do aktywacji drugiego stadium.
Chwilę później sam Seiji próbuje dokonać tej samej sztuczki. O dziwo nie udaje się, a przynajmniej nie tak, jak to sobie zamierzył (nie wiedzieć czemu, było to… odświeżające doświadczenie).
Finał nieodparcie nasuwa mi wizję innej walki – wobec potęgi Bankai pewnego osobnika ambitny Szermierz został tragicznie zmaltretowany, nie zadawszy nawet jednego skutecznego ciosu. Historia kołem się toczy, ne? XD Niemal…
Postać z taką renomą musi zatem posiadać motyw przewodni, logo – rozpoznawalne nawet przez prostaczków:
| Cytat: | | żłobiąc w jego klatce piersiowej znak charakterystyczne „X” |
X jak DraX! A Zorro może się schować. xD
Jeszcze jedno – nic dziwnego, że wedle famy dręczą Szermierzy nieustannie sensacje żołądkowe. Tu drops energetyczny od Matheo, tam piguła medyków… Jeśli napotkasz jeszcze Trawusa, vel Tomcia Bimbrownika, marnie widzę najbliższy tydzień Twojego życia. XD
Mocny i dopracowany wpis, z konsekwentnie utrzymaną strategią obu stron (gra na czas Siekadena ^^ i blitzkrieg Piaskoluda). Miałem nadzieję na znacznie bardziej wymagający przebieg pojedynku, ale cóż – jest lepiej niż dobrze tak, jak jest. 7
Seikaden
Dziwny? Faktycznie, nawet jak na Ciebie pojedynek niezwykły. Szczególnie wstęp: figury i pozycje, odmienne od każdego innego szermierczego popisu. W dodatku wykonywane w biegu.
| Cytat: | | Bystre, niebieskie oczy szukały kontakty ze srebrem tęczówek Kumoriego, jednak ten ostatni unikał go jak ognia. |
Oro? Miałem wrażenie, że oczy masz o bardziej zaniebieszczonej barwie. I o dziwo, Twoja własna karta się ze mną zgadza!
Wiesz, nie przypominam sobie, kiedy ostatnio ktoś spróbował zmaterializować ducha Zanpakuto w walce. Od Bankai nie ma to większego sensu, ale w tych okolicznościach… miałoby, gdyby to opiekun miał zadać ostatni cios klęczącemu. Ale tego nie robi. Dlaczego zatem został wezwany? Ciekawy pomysł, słabsze wykonanie – Lisz bierze udział w bitce, ale znika bez komentarza co się właściwie z nim stało.
Eh, Drax patrzy wprost na sztuczne słońce? (szczęście, że nie księżyc – czy w Seireitei rosną bananowce? XD). Czar miał w zamyśle wspomagać twe mentalne siły w oporze przeciw Feariki. Chwilę później ponownie ulegasz tej samej technice… czyli jednak słonko na wiele się nie przydało. Stopień wyeksponowania strachu wpływu bardzo znaczący, co trochę dziwi – Draxowi oponenci zazwyczaj radzą sobie z nią stosunkowo szybko.
Inna rzecz, masz w swym arsenale potężną technikę regeneracyjną, osiem marionetek i jeszcze ich setkę w zapasie. O uzdolnieniu w ścieżce Kidou, nie wspominając. Tymczasem nie rozgrywasz tego starcia strategicznie. Aby sięgnąć ostatecznie po zwycięstwo nierzadko konieczne są poświęcenia, których Ty najwyraźniej wahasz się dokonać. Tym dziwniejsze, że pionki powrócą do życia w drugim stadium.
| Cytat: | | W myśl strategii im większa broń tym wolniej nią ruszać |
To raczej kwestia zdrowego rozsądku, niż strategii.
razem?
| Cytat: | | Postanowił unikać bliskiego kontaktu z Draxem, bo wiedział, że na bliskim dystansie nie ma większych szans. |
Powtórzenie.
Używacie tego samego zaklęcia 88? XD Tym razem niewiele brakło do eliminacji.
Dialogi raczej mnie mierziły, zbyt podniosłe i napuszone. Jedyną persona, w której ustach taki styl wydaje się odpowiedni, był Shisomeanei. Drax nieustannie brzmi niczym klasyczny filmowy czarny charakter – objaśni swój genialny plan opanowania świata ( w tym przypadku każdą swą zdolność), wygłosi monolog czy też pochichocze obłędnie w odpowiednich momentach. A podobno to Kenpachi jest tym dobrym (chociaż jak dotąd uważa tak tylko on sam XD).
Faktycznie, przydałaby się eksplozja emocji, szczególnie w finale. Hmm… Podsumowując: gdyby oceniać same zamysły, mogła to być dobra, urozmaicona walka. Pokręcone opisy, ale też dialogi i brak konsekwencji w taktyce, troche kładą jej potencjał. Tym razem ustepuje wpisowi rywala6,5
Sorry za spoznienie...wakacje to jednak straszna sprawa X.x |
_________________
 |
|
|
|
 |
^Rada_46

|
Wysłany: 2010-07-15, 10:37
|
|
|
Typowanie Zamknięte.
Drax – 34,5 ptk. (6,9)
Seikaden – 31 ptk. (6,2)
Zwycięża Drax!!!
Granty:
Drax: 6000 Ryo
Tekkey: 3000 Ryo
Grochu: 3000 Ryo
Matheo: 3000 Ryo
Pitl: 3000 Ryo
Lee: 3000 Ryo |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
katalog stron internetowych
darmowa reklama
toplista pbfów
 | |
|